środa, 19 sierpnia 2015

Olga Tokarczuk 'Księgi Jakubowe'


Okładka książki Księgi JakuboweDziś o książce, o której mówi się powszechnie od roku, oczywiście w środowiskach czytelniczych. Ktokolwiek widział ten opasły tom, to widzi jaka to gruba książka! A jak pięknie wydana! Cudeńko. Niby ważna jest treść, ale gdy wydawca oferuje kupującemu dobrze, starannie wydany tytuł, w stabilnej oprawie, z pięknie zaznaczonymi rozdziałami, ze wspaniałymi stronami, rycinami w czym tam jeszcze się da, to to cieszy.
 
'Księgi Jakubowe' wydało Wydawnictwo Literackie 23 października 2014. Niedawno, a już mówi o tym cała Polska. Ja mód nie lubię, ale zapragnęłam przeczytać tę książkę po tym, jak ją zobaczyłam, dotknęłam i pogłaskałam w księgarni.
 
Okazało się, że każdy o tej książce mówi co innego. Ile recenzji, tyle 'Ksiąg Jakubowych'. Tuż przed rozpoczęciem czytania dostałam zadanie sprawdzające od koleżanki z lubimy czytać. Powiedziała mi: sprawdź co sądzisz o obrazie Polaków w książce. I chcąc nie chcąc na to patrzyłam.

 
Ale zobaczyłam wiele innych rzeczy, niż powinnam była zobaczyć. 
Zacznę od samej książki. Jest to gruba, 912 stron licząca książka. Ebook ma ich 1588. Czytałam dokładnie 12 dni! pomimo tego, że czyta się ją naprawdę szybko, jednym tchem. Czytałam z karteczką i długopisem do zapisywania złotych myśli. Spisałam tych złotych myśli 6 kartek.
 
Narracja, obrazowanie, język powieści ujął moje pamiętające zajęcia z poetyki na filologii serce! To starannie napisana powieść historyczna w stylu Viktora Hugo. NA początku sądziłam, że w stylu Sienkiewicza, ale nie, w stylu Hugo. Mamy więc wszystko, co cechuje dobrą powieść: wielowątkowość, rozległą panoramę miejsca i czasu, dobrze zarysowane środowisko społeczne, znakomite rysy psychologiczne, mnóstwo postaci i wątków, głównych i pobocznych.
 
Zapisałam sobie jeden cytat z opisu miasteczka:
'mieli też małe sklepiki z tytoniem, a większość z nich była wielkości budy dla psa. Niektórzy uprawiali ziemię, kilkunastu trudniło się rzemiosłem. W większości była to biedota, marna i zabobonna'. 
 
Co z tego opisu wynika?
Po pierwsze, mamy reprezentacyjny przykład sposobu opisywania świata przez Olgę Tokarczuk w 'Księgach Jakubowych'. Narratorka opisuje miasteczko na Podolu. Tak jakby idzie i oczami ogląda je. Mamy trzy zdania, ale za to takie, że gdy je czytałam to jako żywo wyobraziłam sobie Zamość sprzed renowacji za fundusze UE, albo Izbicę czy inne miasteczko, przed wojną żydowskie i biedne. Ale mamy też komentarze, które nie mogło pasować do mentalności tamtych wyobrażonych przez czytelnika mieszkańców. Taki mieszkaniec miasteczka nie powiedziałby o sobie, że mieszka w brudnym domu wielkości budy dla psa, nawet jeśli tak było. Dlaczego tak sądzę? Bo z takich stron pochodzę, więc wiem, że żeby coś takiego stwierdzić, trzeba oderwać się od takiego miejsca i spojrzeć na nie z pewnej perspektywy. Tutaj jest to chyba perspektywa współczesności. I tak o tym mówiła sama autorka w audycji Moje Książki w Polskim Radiu programie Pierwszym w grudniu 2014 roku (proszę poszukać sobie audycji archiwalnej, polecam). I na koniec tego majstersztyku w opisach miejsca mamy podsumowanie oceniające , że jest to biedota, marna i zabobonna. Tutaj już naprawdę widać perspektywę dwóch stuleci! 

O tych opisach powiem jeszcze tyle, że postmoderniści byli w błędzie wieszcząc koniec powieści! Oto, macie ją w pełnej krasie! 

Ominę czas akcji i miejsca, bo jest ich dużo i trzeba to przeczytać. Przejdę do podsumowania. Wszyscy piszą, ze książka jest o Żydach albo że jest o sekcie Jakuba Franka. I w sumie to wszystko jest, ale moim zdaniem książka jest o Rzeczypospolitej Obojga Narodów w przeddzień upadku i o Kresach w tym, jakie one właściwie były, a nie takie, jak o nich stworzono mit we współczesnej literaturze dworkowo-sentymentalno-wspomnieniowej. Mamy miasteczka i wioski pełne biedoty, która mówiła każdym językiem, poza polszczyzną Kochanowskiego, w jidysz, po rusińsku, po turecku i tak dalej. Mamy misz-masz kultur i religii. Wszyscy klepią biedę, ale coś ktoś gdzieś słyszał o kilku magnatach: panu Lubomirskim, Potockim, o królu w Dreźnie. Oni dzierżą ziemię i skupiają w sobie władzę, niemalże boską. Pani Tokarczuk pokazała, że w Polsce szlacheckiej, był ustrój nieprzychylny niskim warstwom społecznym. Co tam nieprzychylny. Żydzi, mieszczanie, nie mówiąc już o pańszczyźnianych chłopach pragnęli tej ziemi, ale jej nie mieli na własność. Całe to szaleństwo Jakuba Franka było dla ziemi! I dla perwersyjnego seksu, ale o ziemi Frank mówi kilkakrotnie, że chciałby ją dostać na własność. I w tym celu podlizuje się komu się da. Zyskuje sojuszników na dworach, w kurii. Czy dostanie ją? Zobaczycie sami.
 
Jednocześnie mamy panoramiczny obraz doli i niedoli ówczesnych ludzi. Mamy pogromy żydowskie, ale i gminy żydowskie we Lwowie, mamy targ w małej mieścinie kresowej i kramiko-księgarnię żydowską, mamy karawanę kupiecką i Warszawę. Mamy handel żydowski i mamy pokazany kompletny brak przemysłu w Polsce. Napisano, że nawet filcowe kapelusze sprowadzano z Turcji. W tak wielkiej Rzeczypospolitej XVIII wieku nie było jego! Opisano przyczyny tego. Bo system w Rzeczypospolitej polegał na kastowości. Szlachta i magnateria nie trudniły się 'pospolitymi ' zajęciami zarezerwowanymi dla mieszczan. To mogli zrobić tylko Żydzi. Chłopi byli pańszczyźniani. Na poziomie niewolników. Magnateria miała tyle pieniędzy, że nie mieszkała nawet w Polsce. Żydzi zaś byli izolowani. Stworzyli więc swoją odizolowaną nację, mówiącą swoim językiem. I wedle tej książki trudno ich o to obwiniać. System stworzono taki niesprzyjający rozwojowi. Widać to po porównaniu z Brunn i z Wiedniem, dokąd wyprowadził się Jakub Frank z córką Ewą tak mniej więcej na 2/3 książki. Widać to po dalszych losach zdolnego lekarza Aszera.
 
Mamy też panoramę kleru w Polsce. Mamy hazardzistę biskupa i dobrego fascynata książek księdza Chmielewskiego. Mamy też mądrego księdza Paczkowskiego. Jak to w pierwszorzędnej powieści. Wielowątkowość.
 
Jeszcze wspomnę o Jencie. Jenta to staruszka, która nie umarła. A było to tak. Przywieziono ją na żydowskie wesele. Staruszka prawie umarła przez trudy podróży. A że wiadomo, iż śmierć w dzień wesela przynosi pecha, to Elisza Szor nałożył jej na piersi amulet, przedłużający życie. Miał jej go zdjąć, ale ona zjadła karteczkę z zaklęciem. I nie umarła, przewijając się jako widmo przez cała powieść. Według mnie, wątek tej postaci dokładnie pokazuje mentalność kresową, mentalność - którą, dodam, znam ze swojego domu, otoczenia. Jest to jakaś taka mieszanina rodzinności, zawiłych koligacji i przesądów. Różne klątwy, pechy i niepechy są wciąż.
 
Po tym stwierdzam, że książka nie jest o Żydach. Jest o nas, o dziedzicach tej wielokulturowej Rzeczypospolitej Obojga Narodów, która w istocie była Rzeczpospolitą Czworga Narodów,  która jak wiadomo 'nierządem stała'.
 
Nie tak dawno czytałam książki Jacka Komudy, który również próbował podsumować tamten czas historyczny. Ale pani Tokarczuk uczyniła to z większym talentem. Można poznać ten talent po tym, że czytelnik chce pozostać w świecie stworzonym przez pisarza, nawet jeśli nie cierpi jego bohaterów. Bo ja Jakuba Franka nie znosiłam: egoistycznego i samolubnego sekciarza z wybujałymi i perwersyjnymi skłonnościami do władzy nad ludźmi i takimiż skłonnościami erotycznymi, bełkoczącym jakieś bzdury wyczytane w Świętych Księgach kilku religii, dopasowującego wszystko do swoich celów.
 
Jeszcze mam jedną interpretację tej wspaniałej książki. Wypisałam sobie z niej 6 kartek cytatów, w której spisałam sobie różne zdania, cytaty i stwierdzenia  o człowieku niedopasowanym do świata, w którym przyszło mu żyć. O pragnieniu doskonałości i doskonalenia się, o świadomości niemożliwości tego, niemożności wybicia się ze swoich czasów, i o świadomości klęski i tego, że śmierć i tak kończy wszystko.
 
Co pozostaje? Zdaje mi się, że Księgi. Jedno z ostatnich zdań książki to takie, że literatura jest próbą uczynienia doskonałymi światów niedoskonałych. Pani Tokarczuk się to udało. Przez te 6 lat pisania książki wykreowała doskonały świat niedoskonały.
 
Wielkie 10 gwiazdek za książkę!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Tekst oryginalny ukazał się na blogu Literackie zamieszanie
 

3 komentarze:

  1. To ja, autorka.
    Trochę boję się reakcji czytelników na tę opinię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama chętnie bym przeczytała tę intrygująca książkę, a Twoja opinia mnie w tym utwierdza, ale ostatnio brakuje mi czasu na wiele rzeczy, więc muszę jeszcze trochę odczekać. :)

      Usuń
    2. Tak, na ;Księgi Jakubowe' trzeba zarezerwować sobie około 2 tygodni.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...