sobota, 7 stycznia 2017

Piotr Jaźwiński, Aleksander Jaźwiński, Wołynianki. Z Wołynia do PRL





"Wołynianki" czy "Wołyń"
Książka pt. „Wołynianki. Z Wołynia do PRL” nie ma prawie nic wspólnego z filmem Wojciecha Smarzowskiego zatytułowanym „Wołyń”, który dostał się ostatnio na ekrany naszych kin. Bohaterowie publikacji Piotra i Aleksandra Jaźwińskich rzeczywiście pochodzą z Uściługu na Wołyniu – jednej z krain historycznych Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Położenie województwa wołyńskiego na mapach I i II Rzeczypospolitej pokazują ryciny:
Rzeczpospolita Obojga Narodów
Rzeczpospolita Obojga Narodów

















Siermiężna peerelowska rzeczywistość
Autorzy: Piotr – ojciec i Aleksander – syn napisali na poły autobiograficzną powieść zakorzenioną w wołyńskiej ziemi, która wykarmiła wiele pokoleń polskich patriotów. Kresowe dworki należące do bardziej lub mniej majętnych Polaków wyposażyły młode generacje w system wartości i zasad moralnych, według których największym dobrem jest umiłowana Ojczyzna. Ale stał się wrzesień 1939 roku, a z nim kres Rzeczypospolitej. Hitlerowscy i bolszewiccy okupanci wydarli Polakom wszystko to, co oni znali, posiadali, kochali. Kresowianom została tylko „tradycja pieczołowicie przekazywana następnemu pokoleniu”. Tradycja rozumiana jako „sposób bycia widoczny w życiu codziennym, to drobiazgi pozornie niewiele znaczące, a jednak wyróżniające je z tłumu i wzbudzające szacunek”. I z tym „bagażem” bohaterowie książki reprezentujący trzy pokolenia rodaków wkroczyli do siermiężnej peerelowskiej rzeczywistości. Główny punkt ciężkości opowieści zawiera obraz codziennych potyczek Barbary i Izy o zapewnienie rodzinie choć minimum potrzebnego do jej egzystencji. Z drugiej strony pokazano trudną walkę starszej pani, kresowej inteligentki, z młodymi „o trwanie przy tradycjach i wartościach minionego świata” oraz „nawoływanie do bezkompromisowej postawy wobec zdrajców i wroga”. Niniejsza książka jest najlepszym dowodem, że walka ta miała sens. Jej autorami są wszakże wnuk i prawnuk starszej pani - obaj absolwenci Wydziału Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego (Uniwersytet Józefa Piłsudskiego) zgłębiający tajemnice historii Polski.

Propaganda sukcesu
Publikacja „Wołynianki…” obok poważnych kwestii przynosi też i chwile oddechu od trudnych zagadnień. Barbara, dojeżdżająca do pracy podmiejskim pociągiem, nieuprzejmemu mężczyźnie odpowiedziała: „A co tak w przejściu stoi, boi się zgubić w dużym mieście?” Gdy molestujący Barbarę p.o. dyrektora krzyknął do niej „Ty parszywa suko!” ze spokojem oznajmiła: „Nie obrażaj, chamie, przy mnie psów”.
Kreatywnie uczyniono użytek z wycinków z gazety „Expres Wieczorny” i ze zdjęć dokumentalnych budując wokół nich elementy fabuły książki. Tekst książki ilustrują liczne zdjęcia archiwalne przedstawiające realia okresu „małej stabilizacji”, gdzie kwitła propaganda sukcesu i wszystko miało wyglądać jak najlepiej. Na fotografii z wnętrza szewskiego warsztatu rzemieślnik pracuje w garniturze, białej koszuli i krawacie. Jak stolica, to stolica!
Afera mięsna... (www.fakt.pl)
Afera mięsna... (www.fakt.pl)
Szewc Wacław Kielman podczas pracy w swoim zakładzie
Szewc Wacław Kielman podczas pracy w swoim zakładzie




Najdumniejsze z dumnych Element obcy klasowo, jak nazywano w PRL byłych ziemian, z całych sił starał się opierać wszechobecnej indoktrynacji oraz pielęgnować uświęcone wielowiekową tradycją normy postępowania, zdając sobie sprawę, że „Im kto słabszy moralnie, im bardziej oderwany od tradycji, im bardziej prostacki, tym bardziej skłonny do zła”. Owe strażniczki polskości, przedstawicielki polskiej inteligencji, szczególnie wyczulone na przejawy etosu Niepodległej Ojczyzny, z ogromnym wzruszeniem uczestniczyły w patriotycznych nabożeństwach, gdzie wreszcie Polacy „czuli swą siłę, siłę wypływającą z bycia jednością, bycia najdumniejszym z dumnych Narodem”.

Wołynianki, które przepędzono z Wołynia do PRL-u, wypełniły swoje zobowiązanie moralne wobec zamordowanej Ojczyzny. To one, Matki Polki, wychowały młode pokolenie już nie–Wołyniaków na wiernych synów Rzeczypospolitej.

Afera mięsna i mord sądowy
Jednym z bardziej makabrycznych wydarzeń pokazującym, do czego byli zdolni obrońcy systemu komunistycznego, stała się tzw. afera mięsna, mająca uzasadnić olbrzymie braki na rynku mięsnym. Za rzekome nadużycia w handlu mięsem oskarżono dziesięć osób. Głównym oskarżonym uczyniono Stanisława Wawrzeckiego (ojca aktora Pawła Wawrzeckiego) dyrektora stołecznego przedsiębiorstwa MHM. Wyrokiem sądu orzekającego w trybie doraźnym podejrzanego skazano na karę śmierci. W marcu 1965 roku Stanisława Wawrzeckiego powieszono. Miał czterdzieści cztery lata. Zabójstwo to było jednym z tzw. mordów sądowych (tylko w latach 1944-56 wykonano ich około pięciu tysięcy). "Władza ludowa" za wszelką cenę starała się zmusić społeczeństwo do posłuszeństwa.

Przemijanie i odchodzenie

Sądzę, że niebagatelnym atutem powieści Jaźwińskich, wywołującym u czytelnika refleksje i przemyślenia, pozostaje ujęcie kwestii umierania kogoś bliskiego. Członka rodziny, przyjaciela i mentora, a wreszcie ukochanego psa. Wiemy, że temat ten, poruszany wielokrotnie przez literatów, nie należy do łatwych. Tym większy szacunek i uznanie należy oddać autorom rzeczonej powieści, którą z przekonaniem można polecić nawet wymagającym czytelnikom.

Małgorzata Poniatowska
 Tekst ukazał się na blogu Czytam po polsku

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...