Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dunin-Kozicka Maria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dunin-Kozicka Maria. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 kwietnia 2016

Maria Dunin-Kozicka, Burza od wschodu. Wspomnienia z Kijowszczyzny (1918-20)





Dlaczego burza przyszła od wschodu?    

Poprawność polityczna zobligowała portal Wikipedia do zamieszczenia w biografii Marii Dunin-Kozickiej zdania: „W 1918 roku zmuszona przenieść się do Kijowa”. Książka „Burza od wschodu. Wspomnienia z Kijowszczyzny (1918 – 1920)” traktuje właśnie o tym, jak państwo Dunin-Koziccy z małą Haneczką „przenieśli się” do Kijowa z obawy o własne istnienie, pozostawiając dorobek życia na niełasce towarzyszy i okolicznych chłopów. Rozszalałe czerwone bandy, bolszewicy, petlurowcy, niemieccy żołdacy, żołnierze Dobrowolnej Armii Denikina rozpętali na Kijowszczyźnie tytułową burzę, choć lepszym określeniem opisywanych wydarzeń byłoby tsunami.
Wyraźne ramy czasowe rozdziałów wspomnień pozwoliły pisarce obszernie naświetlić kontekst historyczny odtwarzanych wydarzeń od „Przewrotu” (marzec 1917 – maj 1918), „Wśród zmiennych rządów” (czerwiec 1918 – sierpień 1919), przez „Denikinowskie czasy” (wrzesień 1919 – listopad 1919) aż po podróż „Z Kijowa do Warszawy” (grudzień 1919 – luty 1920).

Strzyżawka - nobilispartners.com/zamoyski/galeria.html
Strzyżawka - nobilispartners.com/zamoyski/galeria.html
Biała Cerkiew - triuno.pl
Biała Cerkiew - triuno.pl









 


 

 

Jak prezentował się dwór i gospodarstwo?

    
Maria Dunin-Kozicka była córką zesłańca 1863 roku i mieszkała z rodziną w majątku Lemieszówka położonym między Żytomierzem, Berdyczowem (tak, tym z powiedzenia: „Pisz do mnie na Berdyczów”) a Winnicą, około dwustu kilometrów od Kijowa. Rzeczowy opis ukochanego dworu w Lemieszówce zaczęła słowami: „Dwór, zabudowania i w ogóle cała nasza sadyba w Lemieszówce były najwdzięczniejszym zespołem prostoty i piękna”. Na kartach książki, była ziemianka, barwnie opisuje architekturę dworku, tę zewnętrzną i wewnętrzną, ich parkowe otoczenie, owocowe sady, otaczające lasy liściaste i iglaste, budynki gospodarcze, stajnie obory, chlewnie. Charakteryzuje również tamtejszych chłopów o niskim poziomie kultury i ograniczonych przekonaniach etycznych, którzy niejednakowo pojmowali pojęcia własności chłopskiej, pańskiej i boskiej. Ale mimo tych różnic udaje się państwu Dunin-Kozickim utrzymywać dobre stosunki ze wsią a nawet przywiązać do siebie służbę na dobre i na złe, czego przykładem jest wierność stróża i pokojówki.




Kto przechował ducha polskości?


    
Studium zagłady ziemiaństwa - „Burza od wschodu…” doskonale wpisała się w znaczący nurt tzw. literatury kresowej i została uznana przez Międzynarodową Komisję Współpracy Intelektualnej przy Lidze Narodów za jedno z wybitniejszych dzieł literackich w 1925 roku. Polska pisarka rzuciła na ekran swojej pamięci obrazy życia na Kresach Rzeczypospolitej, życia Polaków pozbawionych Ojczyzny, za którą tęskniły już kolejne pokolenia kresowian. Na straży „Narodowego pamiątek kościoła” stanęły kobiety kresowe, które przechowywały „ducha polskości, doskonałą znajomość języka, dziejów narodowych i literatury naszej”, „wpajały w dziatwę poczucie dawnej wielkości i konieczności… zawziętej walki o polskość duszy”. Kresowe Matki-Polki w swej działalności charytatywnej próbowały „zwykłych zjadaczy chleba przerobić w aniołów”. Maria Dunin-Kozicka, będąc jedną z nich, czerpała garściami ze skarbnicy polskiej literatury wplatając w swoje rozważania ulubione wersy wieszcza Adama czy Juliusza.


„O pieśni gminna, ty stoisz na straży
Narodowego pamiątek kościoła”                                                 

Adam Mickiewicz - Konrad Wallenrod
 
"Jednak zostanie po mnie ta siła fatalna,
Co mnie żywemu na nic... tylko czoło zdobi;
Lecz po śmierci was będzie gniotła niewidzialna,
Aż was, zjadacze chleba - w aniołów przerobi."                                
Juliusz Słowacki - Testament
mój


Iwachnowce-katalog.muzeum.krakow2 (2)
Iwachnowce - katalog.muzeum.krakow.pl
Krasnosiółka - katalog.muzeum.krakow.pl
Krasnosiółka - katalog.muzeum.krakow.pl













Z deszczu pod rynnę?


     Apokalipsa polskich kresowych dworów, rozpoczęta w listopadzie 1917 roku powodowała, że „Wobec żywiołowego natarcia uchodzili z gniazd własnychi zwierzęco pomordowane ofiary. Chłopstwo waliło w gruzy budowle…, ziemianie, zostawiając za sobą dymy pożarów młóciło cepami saską porcelanę, wykłuwało oczy portretom dziedziców, tarzało się w cukrze wysypywanym z worów na podwórze fabryczne, topiło fortepiany i meble w stawach, szalało z uciechy”.Maria Dunin-Kozicka uciekła razem z mężem i córeczką przed rozszalałą bolszewicką dziczą do Kijowa, ale i tam dotarły komitety rozwydrzonej Czerezwyczajki (Wszechrosyjska Komisja Nadzwyczajna do Walki z Kontrrewolucją i Sabotażem), które uwięziły Kaliksta Dunin-Kozickiego. W poszukiwaniu męża Maria trafiła do „Ogrodów tortur” – miejsc w mieście, gdzie czerwony terror pozbywał się zwłok mordowanych ofiar.
Co groziło w oszalałych czasach?    
Panoramiczny obraz codziennego życia w Kijowie zawiera sceny bratobójczych walk, powszechnego głodu, wszechobecnego zimna z powodu braku opału, nieustających rewizji, przesłuchań i aresztowań tzw. wrogów ludu, zaboru ich mienia jako kary za domniemane przestępstwa. Pisarka nie poprzestała na wiernym odtworzeniu atmosfery tych czasów, ale przybliżyła czytelnikom swoje rozważania na temat przyczyn rozgrywających się wydarzeń
„Wielkie czasy wymagały wielkich ludzi, którzy ująwszy żelazną ręką ster nawy, zerwanej z kotwicy caryzmu, potrafiliby przeprowadzić ją przez najeżone rafy anarchii i nie mniej groźne mielizny ciemnoty”.Maria Dunin-Kozicka przedstawiła głęboką analizę przerażających niekompetentnych zdemoralizowanych rządów wszelkiej maści ciemiężycieli polskiego ziemiaństwa. Obnażyła prawdę o rosyjskiej armii, którą zniszczono w oparciu o hasła powszechnej wolności „Ciemnota i agitacja – dwie groźne siły, wzajem się dopełniające, zmieniły w stosunkowo krótkim czasie tego dobrodusznego, potulnego sołdatika w rozpasanego towariszcza…, a następnie stoczyły go na niziny zbydlęconego już krasnoarmiejca
”.


Wierzchownia - jbc.bj.uj.edu.pl/dlibra/
Wierzchownia - jbc.bj.uj.edu.pl/dlibra/
Pohrebyszcze - jbc.bj.uj.edu.pl
Pohrebyszcze - jbc.bj.uj.edu.pl/dlibra/













 

Jakie marzenia o Polsce?


     Rozgoryczenie i żal Maria Dunin-Kozicka wyraziła wezwaniem do zadośćuczynienia:
„za zmarnowaną pracę tylu wieków, za odarcie tej ziemi kresowej ze wszystkich skarbów wiedzy i sztuki, za obrócenie w perzynę wzorowych gospodarstw, fabryk, warsztatów… – żądamy od was rachunku!”
Pojawił się jednak promień nadziei na lepsze jutro – w listopadzie 1918 roku Polska odzyskała Niepodległość po 123 latach niewoli, co pisarka skwitowała: „Niezbadane życiotwórcze potęgi wskrzesiły nam Matkę-Ojczyznę. Ona nas przygarnie, przyjmie z miłością, jak dzieci rodzone, tym droższe, że tak nieszczęśliwe!”. I zwróciła się do Polski z apelem: „Oddychasz wolną piersią, ziemio nasza!... Wielka wojna rzuciła tobie szczodrobliwie Niepodległość, nam Rewolucję!... z jakąż gotowością służyłyby ci teraz Kresy! Lecz w męce zagłady leżą niby żołnierz powalony nienawistnie… Jeżeli i tej ofiary trzeba ci było dla odzyskania pogrzebanej świetności – weź ją z rąk naszych, miła Ojczyzno!”.
Jednocześnie, ta wielka polska patriotka, przesyła dla przyszłych pokoleń swoiste memento wspominając najlepszych ludzi, którzy
„polegli oni, jak dawniej… jak zawsze, dla Ciebie, miła Ojczyzno, jako widomy znak i przestroga, że i Tobie grozić może odjęcie najświętszych Twych praw: życia – dla Narodu i wolności – dla Ducha!”


 
W jakim celu palono dwory?

 Tekst książki wzbogacono o fotografie polskich posiadłości na Kresach Wschodnich, z których większość podczas zawieruchy rewolucyjnej i wojennej została zrabowana, zdewastowana lub spalona, a ich właściciele byli zamęczani, gwałceni czy mordowania przez rozszalałe, żądne krwi bandy chłopskie i żołdackie. Wymieniła autorka, na czarnej karcie wspomnień, nazwy kilkudziesięciu majątków wraz z nazwiskami ziemian, które uległy unicestwieniu i nic ich nam nie wskrzesi.

„Płonęły dwory, a śmierć i zagłada, niby dwaj gorliwi kosiarze, szły krok za krokiem, pozostawiając za sobą skoszone mienia i skoszone życia”.
Ocalały tylko niektóre zdjęcia dworów i pałaców sprzed 1917 roku, wizerunki ogromnej większości zachował dla potomnych
Napoleon Orda - malarz i rysownik, autor ponad tysiąca "Widoków historycznych".



Peczara - sergekot.com
Peczara - sergekot.com
Podfilipie - genealogia.okiem.pl
Podfilipie - genealogia.okiem.pl











 


Totalitaryzm zamiast sprawiedliwości i wolności?
Lektura książki „Burza od wschodu…” jest wstrząsająca chociaż autorka nie epatuje makabrycznymi opisami zdarzeń, które widziała lub o których słyszała od rodziny czy znajomych. Czytając tę publikację zadawałam sobie pytania o człowieczeństwo ludzi popełniających te niewyobrażalne zbrodnie, wśród których z jednej strony znajdowali się ci, którzy podżegali do mordów i wandalizmów, a z drugiej znajdowali się wykonawcy tego dzieła szatana. Jedni i drudzy głosili całemu światu hasła sprawiedliwości społecznej i wolności wszystkich obywateli, natomiast realizowali założenia zbrodniczego totalitaryzmu komunistycznego.


„Państwo totalitarne ma to do siebie, że właściwie całe jest wielkim łagrem, w którym są tylko lepsze i gorsze baraki” (Krzysztof Łoziński)


Tekst ukazał się na blogu Czytam po polsku

czwartek, 23 października 2014

Maria Dunin -Kozicka, Burza od Wschodu




Ta książka była zakazana w PRL-u, bo pokazywała ten kawałek historii, który władze komunistyczne chciały przed obywatelami ukryć. Przedstawiała też prawdziwą rolę wrogich Polakom Ukraińców i Żydów w czasie rewolucji październikowej na Kresach. Opisywała, w jak okrutny sposób sprzymierzeni z bolszewikami Żydzi przyczynili się do wymordowania polskiej szlachty i inteligencji z Ukrainy.

Maria Dunin-Kozicka (z domu Izdebska) pochodziła z rodziny powstańców styczniowych wysiedlonych po 1863 r. w głąb Rosji. Mimo, że rodzina dorobiła się tam sporego majątku, otrzymała, na wszelki wypadek, wykształcenie pedagogiczne. Wyszła za mąż za Kaliksta Kozickiego. Mieszkali we dworze Lemieszówka w taraszczańskim powiecie (stolica – miasto Taraszcza). Mieli jedną córkę Haneczkę. Mąż kierował majątkiem ziemskim, ona zajmowała się sadem i ogrodem. Takich dworów, ośrodków polskości i katolicyzmu, było w okolicy bardzo wiele, były to m. in. Białocerkiew (hrabiny Marii Branickiej), Baczkuryn, Popówka, Rosochowata, Czerepaszyńce, Mołoczki, Monasterzyska i wiele innych. Ten świat polskiego ziemiaństwa trwał na Kresach od kilku wieków. Polacy najpierw zdobywali Kresy tak jak Amerykanie Dziki Zachód, później przeżyli tam krwawe powstania hajdamaków i inne bunty kozackie (opisane w „Ogniem i mieczem”), a potem wejście wojsk Katarzyny II. Było im ciężko pod zaborem rosyjskim. Organizowali powstania. Walczyli. Ale, mimo wszystko, życie pod carskich butem to był pikuś w porównaniu z tym, co im później zgotowali bolszewicy i Żydzi.   
Za cara Polacy mieli wprawdzie mniejsze prawa niż Rosjanie, nie mogli np. zakładać szkół polskich, a i do kredytów bankowych nie mieli dostępu, więc musieli pożyczać na lichwiarski procent od Żydów. Ale poza tym, mogli żyć normalnie. Mieli swoje wiekowe domy, rozwijali rolnictwo i przemysł (to Polacy pierwsi zakładali na Kijowszczyźnie cukrownie i inne fabryki produkujące na rzecz przemysłu spożywczego). Z Ukraińcami, czyli Rusinami, żyli zgodnie. Zatrudniali ich w swoich majątkach i nie było żadnych konfliktów. Wprawdzie stosunki były dość patriarchalne, bo chłopi całowali pana w rękę, ale był to tylko taki zwyczaj, pogłos dawnych pańszczyźnianych stosunków.

Ta polska idylla na Kresach skończyła się wraz z abdykacją cara Mikołaja II. W tym właśnie momencie rozpoczyna się akcja książki Marii Dunin-Kozickiej, która w pierwszym rozdziale opowiada, jak to pojechała wraz z mężem w połowie marca 1917 r. do Kijowa w interesach. Już po drodze, w Białej Cerkwi, przywitał ich Żyd Motel, właściciel hotelu, cieszący się, że nie ma już cara, „Mikołaja Krwawego”. W Kijowie na Kreszczatiku byli świadkami pierwszego pochodu bolszewickiego, któremu najbardziej kibicowali miejscowi Żydzi. Potem szedł pochód zbuntowanego przeciw carowi wojska, do którego też przyłączali się poddani rosyjscy mojżeszowego wyznania: „W tym uroczystym, wolnościowym pochodzie jaskrawo biły w oczy dwie wybitne cechy: brak inteligencji rosyjskiej (…) i przewaga liczebna Żydów. Nie tylko czarny, anarchistyczny sztandar Bundu miał swoich licznych przedstawicieli; byli oni wszędzie, kręcili się we wszystkich grupach, pilnowali porządku – słowem, z lubością i wprawą rzucili się w wir życia społecznego, dotychczas im zabronionego. Prawie wyłącznie z plebsu i Żydów składał się cały pochód rosyjski.”
„Manifestacja polska miała wręcz inny charakter. (…) Wszystkie warstwy społeczeństwa naszego na Kresach były reprezentowane w pochodzie polskim. Stanęli wszyscy do apelu: członkowie Komitetu Wykonawczego na Rusi, siwi weterani 63 roku, inteligencja miejska, ziemianie z Kijowszczyzny, organizacje kobiece, rzemieślnicy, robotnicy, mieszczanie, młodzież szkolna – szli jedni z drugimi w sprawnym ordynku, niosąc amarantowe sztandary. Leciał na czele orzeł biały, rozciągając swe skrzydła nad ukochaną ziemią kresową, równie silny i śmiały, jak ongi za czasów Chrobrych i Śmiałych. Płynęły tony nie „Międzynarodówki”, lecz wiecznie żywych pieśni narodowych…”.

Był więc to doskonały moment na odrodzenie polskości na Kresach. Po abdykacji Mikołaja II Polacy szybko zaczęli zbierać fundusze na polskie szkoły, które miały powstawać w majątkach. Wręcz opodatkowali się dobrowolnie na ich rzecz. Jednak szybko nadzieje upadły. Ukraina ponownie zalała się polską krwią. Zbuntowani Rusini podburzani przez bolszewickich agitatorów, którzy przyjeżdżali z Piotrogradu, zaczęli palić i rabować polskie dwory i zabijać szlachtę. Zaczęło się nowe „Ogniem i mieczem”.

Koziccy spali z bronią pod poduszką, czuwali nocami, wypatrując ukraińskich band włóczących się w okolicy. Kiedy okoliczne dwory były już spalone i obrabowane, zdecydowali się na wyjazd do Kjowa. Mąż autorki na pożegnanie przemówił do swoich chłopów, prosząc o opiekę nad majątkiem. Oni potwierdzili, że będą pilnować, a jakby co, to lepiej, żeby oni sami się obłowili na pańskim, niż obcy… Chociaż, były też wyjątki wśród Rusinów, np. stróż, który nie opuszczał ich do końca i służąca Jewdokia, która bardzo długo wiernie była przy swej pani i panience. Nawet zdarzył się pewien „sprawiedliwy” watażka ukraiński znany z tego, że przypalał pięty bogaczom po dworach, który z życzliwości odwiedził pana Kaliksta w mieście.

Kijów też nie był wówczas miejscem bezpiecznym, gdyż cała Ukraina przechodziła z rąk do rąk. Najgorzej było za bolszewików, kiedy do władzy doszła Czerezwyczajka i zaczął się słynny czerwony terror. W Czeka jako komisarze pracowali przeważnie Żydzi, młodzi, oczadziali komunizmem synowie dawnych handlarzy (m. in. jeden z nich, znajomy osiemnastoletni syn żydowskiego handlarza jajek wyrzucał Kozickich z mieszkania). Czeka robiło codzienne rewizje, zabierało złoto i kosztowności. Bolszewicy kazali wypełniać ankiety o pochodzeniu społecznym i majątku, zagęszczali mieszkania, dokwaterowując obcych. Ale to jeszcze nie było najgorsze. Ludzie nie byli pewni dnia, ani godziny, bo czekiści robili łapanki na przechodniów, aresztowali ich, a potem czekali, kto się po nich zgłosi, później oczywiście, aresztowali kolejnych. W jednej z takich łapanek wpadł w ręce bolszewików mąż Kozickiej, Kalikst. Było to tuż przed opuszczeniem Kijowa przez bolszewików, którzy uciekali przed nacierającą armią białych Rosjan Denikina.
Przez kilka dni autorka wraz z córką biegała jak oszalała po wszystkich więzieniach Czerezwyczajki, szukając męża. Na próżno. Weszli denikinowcy, Kozickiego nigdzie nie było. I tu – najstraszniejszy moment tych wspomnień – następuje wędrówka zrozpaczonej kobiety po miejscach straceń, gdzie leżały świeże trupy zastrzelonych przez bolszewików ludzi, a krew i mózg martwych ludzi przylepiały się do butów. Te miejsca to były zwykle podwórka kamienic i ogródki, więc autorka nazwała ten rozdział „Ogrody tortur”. Nie brała tam córki, zostawiała ją przed wejściem, by chronić przed drastycznymi widokami. Ale potem opisała to wszystko tak obrazowo, że nie mogłam w nocy zasnąć, a potem śniły mi się obrazy jak z horrorów.

Męża nie znalazła. Władza Denikina nie była silna. W Warszawie już powstawała Polska, ale ta nowa Polska miała gdzieś Polaków na Kresach. Piłsudski odmówił pomocy wojskowej Denikinowi. Odpuścił sobie Kresy. Nie wiedziałam wcześniej, że tak mógł postąpić, że mógł poświęcić życie i majątki potomków kresowych rycerzy. Piłsudski, wielki polski patriota? Hmmm, teraz będę już inaczej na niego patrzeć. Nie chciał walczyć ramię w ramię z armią białych Rosjan, a przecież gdyby wysłał mu polskie wojsko na pomoc, może historia ułożyłaby się inaczej? Może wspólnie pobiliby bolszewików? Może nie byłoby wojny roku 1920? Nie byłoby Katynia? Tragedii Polaków w czasie II wojny światowej? Katastrofy w Smoleńsku?

Kozicka pisze, że Piłsudski targował się z Denikinem o Kamieniec Podolski i całe Podole. Denikin chciał przywrócenia dawnej Rosji, w starych granicach. Piłsudski chciał więcej. Ale myślę, że trzeba było najpierw wysłać to nasze wojsko na Kresy, ratować rodaków i ich majątki, a potem układać się z Rosjanami. Białymi Rosjanami. Już po pobiciu bolszewików. Oni wtedy byli jeszcze do zwyciężenia. Na Syberii walczył przecież z czerwonymi biały admirał Kołczak. Walczyły z nimi wojska angielskie i francuskie. Ale nasz pan Piłsudski nie chciał, bo nie lubił Rosjan (jego brat brał udział w zamachu na cara wraz z bratem Lenina, ot, ciekawostka, prawda?).

Wracajmy do Kozickiej… Męża nie znalazła, majątek straciła, była w biedzie i rozpaczy. By przeżyć, sprzedawała pierożki na ulicach miasta. W końcu, wraz z córką, w towarowym wagonie, po wielu perypetiach ewakuowała się do Odessy, a stamtąd do Polski. Córka szybko dojrzała i była jej jedyną pociechą. Po powrocie nadal szukała męża. Czy znalazła? Przeczytajcie tę książkę, a dowiecie się, jakie były dalsze losy tej rodziny.

Książka „Burza od Wschodu”, debiut literacki Marii Dunin-Kozickiej, uchwałą Międzynarodowej Komisji Współpracy Intelektualnej w Lidze Narodów, została wpisana na listę najwybitniejszych polskich dzieł literackich za rok 1925 r.  

Niezwykle poruszające dzieło, czytałam to z łzami w oczach i ściskaniem w gardle. Lektura obowiązkowa dla każdego Polaka chcącego poznać historię swojego narodu.

A jeśli chodzi o Kresy, to jestem optymistką. Nic w historii nie jest wieczne. Nigdy nie mówi się „nigdy”. Może jeszcze wrócimy na Kijowszczyznę? Tam ciągle pełno pamiątek po polskich czasach. 



Alicja Łukawska



Dunin-Kozicka Maria, „Burza od wschodu. Wspomnienia z Kijowszczyzny”, wyd. LTW, Łomianki 2007.



Tekst oryginalny ukazał się na blogu
archiwum mery orzeszko

piątek, 17 października 2014

Maria Dunin - Kozicka, Ania z Lechickich Pól

                         



Powieść dla młodzieży „Ania z Lechickich Pól” Marii Dunin-Kozickiej, podobnie jak jej wspomnienia z Kresów pt. „Burza ze wschodu”, była po wojnie wycofana z wszystkich bibliotek w PRL-u i absolutnie zakazana. Na samo nazwisko autorki był zapis cenzury, nie wolno było nawet o niej wspomnieć w druku, bo cenzor i tak to wykreślał. Po raz pierwszy wznowiono tę książkę dopiero po 1989 r.

Maria Dunin-Kozicka była niewygodna dla komunistów, bo pisała prawdę. Opowiadała polskim czytelnikom, jak żyło się niegdyś polskim ziemianom na Ukrainie, jak tamtejsza polska szlachta przeżyła straszny rok 1917 r., jak podbuntowani przez bolszewików ukraińscy chłopi palili dwory i wyrzynali „polskich paniw”, jak bolszewiccy komisarze zabijali wszystkich, którzy mieli zbyt białe, mało spracowane ręce. Opisała okrutny napad bolszewików na polski dwór na Ukrainie, rabunek całego dobytku, palenie budynków i polowanie na właścicieli, by ich zabić. Pokazała również, że to właśnie Polacy nieśli od wieków na Kresy rozwój i kulturę i uczyli ukraińską, kozacką dzicz jak korzystać ze zdobyczy cywilizacji. Polacy mieszkający na Kresach byli ludźmi wykształconymi, prowadzili wzorowe gospodarstwa rolne, zakładali fabryki, w tym zwłaszcza cukrownie, urządzali małe szpitaliki i przychodnie dla chłopstwa, zakładali szkoły dla wiejskich dzieci i kasy oszczędnościowe dla swych poddanych.

Na koniec cytat z książki Dunin-Kozickiej:

„Rok 1919, krwawy tyran, zbratany najściślej ze śmiercią, wykazał od pierwszych chwil swego istnienia potworną lubość w zadawaniu mąk i wyszukanego cierpienia. Sypał żarem zagłady i pomsty, ogłaszając równocześnie przebudowę bizantyjskiego ustroju dawnej carskiej Rosji na otwartą dla wszystkich świątynię komunizmu, w której zamiast Boga panował naczelny budowniczy – Lenin.

Wieś, oślepiona nęcącym programem, obiecującym zmianę, „wsiech, wsiech” w ulubieńców fortuny i szczęścia, kłoniła się chętnie ku wygłaszanym hasłom. Stosunek do dworu wykoślawiał się jak w krzywym zwierciadle. Najkulturalniejsze zamierzenia „pana” zaczęły podlegać brutalnemu zniszczeniu. W ambulatorium, prowadzonym z wielkim staraniem przez panią Verę, urządzono hałaśliwy pogrom flaszek z lekarstwami, wypędzając na cztery wiatry felczerkę. (…) Resztki ocalałej od band zarodowej obory i stadarni rozszarpano pomiędzy siebie, kłócąc się zajadle przy podziale. Rozgromiono murowaną chatę, w której mieścił się „Banczek”, założony przez pana Alfreda dla chłopów w celu walki z żydowską lichwą.

- On to robił dla własnej korzyści, a nie dla was! – wmawiali agitatotorzy podstępnie. – Niech nawet śladu nie zostanie po tych burżuazyjnych „primankach”.”





Alicja Łukawska
 

Dunin-Kozicka Maria, „Ania z Lechickich Pól. Dzieciństwo”, wyd. AiR, Warszawa 1991
Dunin-Kozicka Maria, „Ania z Lechickich Pól. Młodość”, wyd. AiR, Warszawa 1991

Tekst oryginalny na blogu: archiwum mery orzeszko

piątek, 26 września 2014

Maria Dunin-Kozicka, Burza od Wschodu





Autorka - ziemianka z Kresów Wschodnich, właścicielka Lemieszówki podjęła się spisania swych wspomnień okraszonych analizą społeczną i polityczną tamtych lat. Polscy ziemianie na Ukrainie przez lata wiedli w miarę spokojną, dostatnią egzystencję. Kraj bogaty w czarnoziem dostarczał środków na godne życie, wyjazdy zagraniczne, gromadzenie pięknych bibliotek, dzieł sztuki, pamiątek rodzinnych. Ziemia i dwory przekazywane z pokolenia na pokolenie stawały się skarbnicą pamięci, ostoją polskości, ale także miejscem dającym okolicznym chłopom pracę. Lemieszówka - biały dwór na wzgórzu z niewielkim balkonikiem, niczym jaskółcze gniazdo, drewnianą werandą, tarasem otoczonym żelazną balustradą, na którą wspinały się latem bukietowe różyczki. Otoczony lasem i parkiem. W środku jasne pokoje, urządzone staroświecko z biblioteką mieszczącą 5 tysięcy tomów.

Nadchodzi jednak rok 1917. Rewolucja w Rosji. Chłop agitowany ze wszystkich stron łatwo uwierzył, że ma prawo do korzystania ze wszystkiego, co do tej pory stanowiło własność pana. Rękę wyciągnął po to bez wstydu, z każdym dniem coraz hardziej i bezczelniej. Gdyby chodziło tylko o podział ziemi. Wielu właścicieli godziło się oddać nawet połowę swych ziem, by tylko móc pozostać u siebie, nie iść w nieznany świat.

Do Lemieszówki ktoś kiedyś przyniósł świstek agitacyjny, na lichym papierze pełen frazesów o panach - krwiopijcach, którzy stoją na drodze szczęścia i bogactwa ludu. Podpisany był krótkim nazwiskiem, którego wówczas jeszcze prawie nikt nie znał: Lenin.
Rewolucje rodzą najgorsze instynkty... Morderstwa, gwałty, grabieże, strach, ucieczki.
Dunin-Kozicka opisuje przejmująco zagładę polskiego, ziemiańskiego świata na Kresach Wschodnich.

"Szliśmy szybko, brnąc po kostki w świeżo nawianym śniegu, który śpiesznie i niezmordowanie zasypywał ślady stóp naszych. Z każdym krokiem oddalaliśmy się od zgasłej, ukochanej przeszłości, która po tylowiekowej pracy polskiej na Kresach zostawała teraz za nami w gruzach zwalonych siedzib rodzinnych, w zgliszczach narodowej kultury i piękna, w popiołach spalonych, bezcennych księgozbiorów, a wreszcie w krwi ofiar, co legły na wieki w dalekiej ziemi jako jedyna już odtąd jej straż!" (s. 333)

Po większości rezydencji, dworów, cukrowni należących do dawnych kwitnących, świetnie zarządzanych i prosperujących majątków, dających pracę okolicznym mieszkańcom, nic do dzisiejszych czasów nie zostało. Czasem smutne ruiny... Czasem nie została nawet jedna cegła.

Autorka przez Kijów, Odessę dotarła do Warszawy. Postanowiła pisać. Jej debiutancka "Burza od Wschodu" została wpisana na listę najwybitniejszych polskich książek za rok 1925. Maria Dunin-Kozicka zmarła w 1948 roku.


 Ten tekst oryginalnie ukazał się na blogu O biografiach i innych drobiazgach

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...