Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eliza Orzeszkowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eliza Orzeszkowa. Pokaż wszystkie posty

sobota, 24 marca 2018

Eliza Orzeszkowa, „Nad Niemnem”




Kontynuuję swoją podróż przez polską klasykę! Już po raz nie wiem który przeczytałam „Nad Niemnem” Elizy Orzeszkowej. Niedawno czytałam „Lalkę” Prusa i tak się zastanawiam, co lepsze. „Nad Niemnem” czy „Lalka”?
Powiem tak: w sensie klimatu, przestrzeni i powietrza to ja zdecydowanie wolę „Nad Niemnem”. Czytając „Lalkę” dusiłam się w psychicznie, bo tam albo zamknięte pomieszczenia, albo miasto, mało szerokich planów, mało przestrzeni. Jest taka teoria polonistyczna, że Prus dlatego tak pisał, bo cierpiał na agorafobię i był krótkowidzem. No, może, może… 
Co innego u Orzeszkowej! Szerokie plany, przestrzeń, kolory, lato, wieś – wszystko co lubię! A jak Orzeszkowa zatrzyma się nad jakimś szczegółem, to jest to zwykle opis jakiejś rośliny, dokładny niczym z zielnika. No i ta fabuła, wielowątkowa, ale przy tym jakaż logiczna, z początkiem, rozwinięciem i zakończeniem. Nie ma tu mowy o niedomówieniach i niejasnościach, jak w przypadku losów Wokulskiego. 
Tak, zdecydowanie wolę „Nad Niemnem” od „Lalki”!
Zakochałam się w tej powieści Orzeszkowej jeszcze w podstawówce. To była pierwsza połowa lat 1970. Wygrałam wtedy tę książkę w konkursie radiowym. Polegał on na tym, że czytano fragment jakiegoś utworu i czytelnicy mieli odgadnąć co to było. A ja byłam dzieckiem wychowanym na radiu, mój ojciec był przeciwnikiem telewizora, więc u nas w domu nie było tego nowoczesnego wynalazku. Ale radio było. A ja chorowałam, leżałam w łóżku, czytałam książki i słuchałam radia. W tym konkursie czytano fragment książki „Maria i Magdalena” Magdaleny Samozwaniec. A ja ją znałam! No więc, poszłam na pocztę i wysłałam odpowiedź do radia na podany adres. Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się żadnego efektu. A tu masz! Na mój adres przyszła mała paczuszka, a w niej nagroda! 
To były trzy tomiki powieści „Nad Niemnem” wydane chyba w PIW w serii „z delfinem”. Pisane druczkiem maczkiem, ale ja miałam wtedy 13 czy 14 lat i dobre oczy. Od razu rzuciłam się na tą książkę. Spodobała mi się od pierwszych stron. Ta wieś gdzieś tam nad rzeką (szczerze mówiąc, nie wiedziałam dobrze, gdzie jest ten Niemen, chociaż byłam dobra z geografii, ale w PRL nie uczono nas o kresach wschodnich, Niemen kojarzył mi się raczej z Czesławem Niemenem, piosenkarzem bardzo modnym wówczas), ci ludzie, ten cudowny pejzaż, no i te rośliny! Co za wspaniałe opisy roślin! Nigdy wcześniej nie czytałam takich opisów. Jako dziecko żyjące w dwóch przestrzeniach: wakacje na wsi i reszta roku w mieście, tęskniłam za latem i wsią. Zdaje się, że podczas pierwszej lektury tej powieści najbardziej rozkoszowałam się tym, jak ta Orzeszkowa pisze o kwiatach, ziołach i pracy na roli, którą w czasie wakacji podglądałam dokładnie w tej samej formie. Moi krewni mający gospodarstwa rolne na Żuławach też mieli ogrody przy domach, też orali, też organizowali żniwa, chociaż już nie żęli sierpami, ale używali snopowiązałek (a już wchodziły w modę wielkie kombajny). Znałam z autopsji wiejską atmosferę, wiejskie zapachy, kolory i dźwięki. No i ta powieść „przeniosła moją duszę” (lecąc Mickiewiczem) z miejskiego bruku w Bydgoszczy na wiejskie pola i zielone łąki. 
Przy następnym czytaniu zauważyłam, że tam przecież jakiś romans jest ważny. Jest przecież panna Justyna i aż trzech starających się o nią. Panna Justyna była wcześniej romantyczna, a teraz jest rozważna. Jan Bohatyrowicz też ma jakąś inną pannę, która na niego poluje. To też ciekawe! 
Przy kolejnych lekturach zawsze zauważałam coś nowego i nowego, coś odpowiadającego moim aktualnym zainteresowaniom, czy mojemu rozwojowi. Jako feministka (miałam taki etap na swojej drodze życiowej, a co!) zauważyłam, że pani Emilia krótko traktuje męża i zmusza go do wypłacania procentów od jej sumy posagowej. Jako osoba z poczuciem humoru zawsze miałam słabość do pani Emilii, która rozśmieszała mnie swoim leżeniem na szezlongu, chimerami, globusem i westchnieniami w stylu: „Jak myślisz, Tereniu, czy wśród Eskimosów jest prawdziwa, gorąca miłość?”.  
Przyznam się, że późno, bardzo późno, i dopiero pod okiem nauczycielki polskiego z ogólniaka zwróciłam uwagę na „społeczne” i patriotyczne aspekty tej powieści. W szkole nam mówiono, że one są takie ważne, ale ja nadal uważam, że nie są najważniejsze w odbiorze tego tekstu. To nie jest tylko utwór o powstaniu styczniowym jak się mówi uczniom w szkole.  Jest to po prostu piękna baśń kresowa, do której co jakiś czas chętnie wracam. Zaczynam czytać i jakby okno mi się otwierało do innego, barwnego, nierealnego świata, który został przedstawiony tak plastycznie, że jak tu w niego nie wierzyć? Początek lata, Marta z Justyną wracają z kościoła, słońce świeci, kwiaty pachną, Jan Bohatyrowicz wiezie wóz pełen roześmianych dziewcząt, państwo jedzą obiad we dworze, Niemen płynie, a szlachta zagrodowa żyje sobie pełnią życia w swoim zaścianku… 
Co za cudo!   
O tym, że rzeka Niemen leży na kresach wschodnich dowiedziałam się wcześniej, ale właściwie dopiero po 1989 roku, kiedy tematyka kresowa stała się modna, uświadomiłam sobie, że przecież „Nad Niemnem” to epos kresowy. To nie był aspekt, na który zwracano uwagę w szkole w czasach PRL-u. A to przecież nie jest taka wieś, jaką znałam z terenów obecnej Polski. Tamtej wsi nad Niemnem już nie ma. Nie ma już też tych dworów i zaścianków. Być może tamten pejzaż pozostał, pozostały może też kolory i dźwięki tamtej wsi. Ale nie ma już tamtych ludzi. Nie ma już tam Polaków, bo ich przeniosła gdzie indziej żelazna i nieubłagana ręka Stalina. Coś tam wprawdzie niby jest na tych Kresach, jacyś tam Polacy zostali, na YT można znaleźć filmiki o tym, że gdzies tam jeszcze pamiętają o Janie i Cecylii, że są podobno jeszcze jacyś tam Bohatyrewicze i tak dalej. Ale to już nie to samo, co kiedyś.
Chwała i wielkie dzięki Elizie Orzeszkowej, że opisała to wszystko! Cóż za wspaniały zbieg okoliczności, że kiedyś pojechała na wakacje w tamte okolice, poznała tamtą szlachtę zaściankową i utrwaliła dla nas jej życie. Bo dwór szlachecki to znamy z innych tekstów. Ale ten zaścianek! W naszej literaturze są opisane tylko trzy takie zaścianki: Dobrzyńskich  w „Panu Tadeuszu” Adama Mickiewicza, Bohatyrowiczów w „Nad Niemnem” i wieś Smolarnia z „Nadberezyńców” Floriana Czernyszewicza. Powie ktoś, że „zaściankowy” to określenie pejoratywne?  Że to oznacza prowincjonalizm i ciasnotę poglądów? A co tam! Ja kocham wszystko, co prowincjonalne, zaściankowe i może nawet trochę ciasne, ale za to własne, polskie i tradycyjne. Im jestem starsza, tym bardziej robię się konserwatywna i zapatrzona w przeszłość…
Był też film „Nad Niemnem”… Cóż… Tutaj już nie jestem pełna entuzjazmu. Moje pierwsze spotkanie z tym filmem w roku 1987 skończylo się tak, że w połowie seansu wyszłam z kina. Tak mnie ten obraz wtedy zdenerwował. To co zobaczyłam na ekranie było tak niezgodne z moimi wyobrażeniami na temat tej powieści, że na początku bardzo się zraziłam. Później starałam się polubić ten film. Oglądałam parę razy w telewizji i na YT. Eeee, myślę sobie, mieliśmy lepsze ekranizacje klasyki literatury. Jak pomyślę o barwnych „Nocach i dniach”,  „Weselu”, „Chłopach”,  a nawet „Lalce” (mam na myśli serial), to te filmowe „Nad Niemnem” wydaje mi się jakieś takie blade i niedorobione.  Zbyt kameralne to wszystko, zbyt spokojne, do tego - za mało „wygrane”. Najlepsza ze wszystkiego jest  oczywiście pani Emilia w wersji wspaniałej Marty Lipińskiej. Jak ona to zagrała! Klękajcie narody! Ostatecznie znieść mogę Benedykta Kończyńskiego w wydaniu Janusza Zakrzeńskiego. Ale reszta? Jakaś taka nijaka do bólu! Przydałoby się nakręcić nową wersję „Nad Niemnem”, zatrudnić do niej dobrych aktorów i nadać całości koloru i blasku takiego, na jaki zasługuje! 
A, jeszcze jedno! Czytałam egzemplarz wydany przez wydawnictwo Greg, który kupiłam sobie kiedyś w Biedronce, jak sprzedwali lektury szkolne, za bardzo niską cenę. To jest prawda, co piszą na okładce o tym druku. Faktycznie jest przyjazny dla oczu i ułatwia czytanie.


Ale jest pewien problem. Mam poważne podejrzenia, że dwie panie z wydawnictwa Greg, które opracowywały tę lekturę, nie czytały jej w całości i dokładnie. Na zakończenie podają spis ważnych osób i piszą o pani Starzyńskiej, matce Jana Bohatyrowicza, że była wdową. A ona miala już trzeciego męża, który cieszył się w powieści dobrym zdrowiem, był żywy, został nawet swatem na weselu Elżuni Bohatorowiczówny. O Antolce, siostrze Jana, panie napisały, że „pomaga w domu matce”. Hola, hola! Jakiej matce? Matka, to jest pani Starzyńska, przekazała Antolkę pod opiekę brata Jana i szwagra Anzelma, kiedy dziewczynka miała sześć lat! Potem Starzyńska wyszła za mąż i zamieszkała w domu męża, który miał tyle swoich dzieciaków, że nie chciała tam sprowadzać jeszcze swojej nieletniej córki. Antolka mieszka w domu z przyrodnim bratem Janem i jego stryjem Anzelmem. Matka tylko ich czasem odwiedza.
Szanowne Wydawnictwo Greg! 
Robicie dobrą robotę, wydając klasykę polską i światową za niską cenę.
Ale…
Poprawcie się! Róbcie lepsze opracowania, jeśli już je robicie. Niech te osoby, które u Was piszą te opracowania lektur, chociaż z raz przeczytają książkę, o której piszą. Bo tak to się wprowadza w błąd czytelnika, a zwłaszcza ucznia, do którego taka lektura jest przecież adresowana. 
Na koniec - przepiękna pieśń, która jest motywem tej powieści:  
Orzeszkowa Eliza, „Nad Niemnem”, wyd. Greg, Kraków 2014

Alicja Łukawska

Tekst ukazał się na blogu Archiwum Mery Orzeszko

środa, 10 maja 2017

Nadniemeńska epopeja


Kocham tę epopeję! Ze zdumieniem zauważam za każdym razem, gdy czytam to arcydzieło (zwłaszcza gdy grypa przykuwa do łóżka), nieprzemijalność jej głównej problematyki (szczególny wgląd  w dramat ojczystych dziejów, pamięć o wielkich momentach dziejowych, kult pamiątek przeszłości, opis próby zachowania polskiej tożsamości, poszukiwanie miłości). Owszem sztafaż historyczny, społeczny i obyczajowy znacząco odbiega od tego, co dziś obserwujemy w naszej codzienności na przełomie XX I XX wieku, ale w warstwie wartości, które przemyca, powieść-rzeka Elizy Orzeszkowej pozostaje opoką, kamieniem węgielnym naszej polskości. Dopóki będziemy czytać tę epopeję, duch w narodzie nie zginie!

Pisarka z rozmachem, ale i zarazem ogromnym wyczuciem, ukazała panoramę życia polskiego na kresach dawnej Rzeczypospolitej, nad litewskim Niemnem. Z wielkim znawstwem opisała życie różnych warstw społeczności polskiej doby popowstaniowej: od arystokracji po chłopstwo. Orzeszkowa była znakomitą obserwatorką zarówno świata ludzi, jak i świata natury. Zanim przystąpiła do pisania, starała się poznać specyfikę krajobrazu nadniemeńskiego, ludowe zwyczaje i pieśni oraz codzienność ludzi żyjących nad Niemnem.  O poważnym podejściu do tego problemu świadczy cytat z listu (1886 r.):

 Dla tej powieści odbyłam...formalne studia botaniki miejscowej, tudzież pieśni, bajek, zagadek, podań tutejszego polskiego ludu.

Dzięki temu pisarka mistrzowsko i realistycznie ukazała piękno polskiego pejzażu. Opisy przyrody czyta się więc z zainteresowaniem i bez znudzenia.


Zakładka wykonana przez pisarkę (zbiory Biblioteki Narodowej: Polona.pl)




wtorek, 24 stycznia 2017

Powstanie Styczniowe z perspektywy szlacheckich dworów na wschodnich kresach Rzeczpospolitej w opowiadaniach Elizy Orzeszkowej


Oni (R. 1863) Elizy Orzeszkowej (ze zbioru opowiadań Gloria victis: 1906-1908)

Pisarka wraca pamięcią do lat swojej młodości spędzonej w stronach poleskich, gdzie obserwowała owo "wrzenie serc i głów w kotle niewoli, pod pokrywą tajemnicy". Wiosną 1863 roku Eliza Orzeszkowa miała dwadzieścia dwa lata. W poleskim dworze słuchała wtedy i obserwowała Romualda Traugutta, który zgromadzonym członkom organizacji powstańczej paru powiatów poleskich miał oznajmić, iż "przyjmuje dowództwo nad miejscowym oddziałem zbrojnym lub też je odrzuca". Eliza Orzeszkowa czuła się związana z obozem demokratycznym, pomagała w ukrywaniu i przewożeniu przez granicę Romualda Traugutta, była łączniczką partyzantów, zaopatrywała ich w żywność.

 
Dzięki opowiadaniu poznajemy sylwetkę późniejszego ostatniego dyktatora Powstania Styczniowego przez pryzmat młodej kobiety, która miała sposobność przypatrzenia się jego sposobowi myślenia i działania, gdy zaczynał walczyć na Polesiu. Traugutt wyznał, że jeszcze niedawno był przeciwnikiem powstania i zwolennikiem "białych", ale kiedy "znaczna część kraju w ogniu już stoi", doszedł do wniosku, że trzeba się zjednoczyć i przejść do czynu. Uważał, że "niewola zabija dusze", że "nikomu nie wolno zabijać dusz ludzkich i odwrotnie: duszom ludzkim nie wolno pozwalać, aby ktokolwiek je zabijał". Eliza Orzeszkowa stała się wówczas członkinią "legioniku kobiet", który miał wspierać materialnie lub w innej formie oddział dowodzony przez Traugutta. W opowiadaniu pojawia się motyw echa leśnego, podobnie jak w utworze Żeromskiego: "Z horeckich lasów wylatywały częstsze wieści i rozlatywały się po przestrzeni szerokiej, budząc w sercach i głowach głębokie i wierne echa".

Oficer (R. 1863) Elizy Orzeszkowej (ze zbioru opowiadań Gloria victis: 1906-1908)
To kolejna piękna opowieść pisarki o "ludziach, którzy byli miąższem swojego ojczystego drzewa", jak zapowiada we wstępie. Zapoznajemy się ze szlakiem bitewnym partii powstańczej pod wodza Romualda Traugutta na poleskiej ziemi. Głównym bohaterem jest Oleś Awicz, który po klęsce swojego oddziału w poleskich lasach trafia do więzienia. Tam poznaje polskiego pochodzenia oficera służącego w rosyjskiej armii, z którego oddziałem niedawno przegrali powstańcy. Okazuje się on bratem stryjecznym Olesia przyjaciela, który zresztą zginął w tej bitwie. W więziennej celi toczy się dyskusja pomiędzy tak różnymi osobami, między Polakami, ale walczącymi we wrogich sobie wojskach. Powstaniec przekonuje oficera w służbie Moskalom: "To są prawa natury, które w nas przemówiły, to wola Boga, który każdemu z ludzi i z narodów dał duszę osobną i wolną, to krzyk naszej duszy do świata, do ziemi, do nieba, że żyjemy i że żyjących nikt nie ma prawa wtrącić do mogiły. Zginiemy - dobrze, ale ten krzyk nasz, krwią i łzami ociekły, zostanie w powietrzu i tym, co po nas przyjdą, umrzeć nie da i sennych zrywać będzie z puchowych pościeli [...]". Oficer przejdzie przemianę duchową. Podstępem wyprowadzi powstańca z więzienia i wypuści na wolność, ratując go od kajdan sybirskich, a potem odbierze sobie życie. 

Bóg wie kto (R. 1863) Elizy Orzeszkowej (ze zbioru opowiadań Gloria victis: 1906-1908)
Zabarwione humorem opowiadanie o życiu, które zamienia się w galimatias, i młodości, której cechą jest płatanie figli. Orzeszkowa wspomina, jak z grupką kobiet w pośpiechu robiła szarpie i bandaże, szyła koszule jedwabne i konfederatki. Najważniejszego materiału potrzebnego do wykonania konfederatek, czyli barankowego oszycia, posiadały bardzo mało, więc martwiły się, czy go wystarczy do stu czapeczek. 

A cóż to były te konfederatki i jak wyglądały? Były to sukienne czapki bez daszka o główce z kwadratowym denkiem i otokiem, obszyte  barankiem. Powszechnie noszono je w Polsce od XVI w. Orzeszkowa opisuje barwnie ów marcowy dzień, który spędziła z ośmioma innymi kobietami na szyciu dla powstańców. Kiedy zorientowały się, że zabraknie materiału, wpadły na iście szatański pomysł. Cała sprawa przybierze obrót nieoczekiwany dla pań.

Gloria victis (R. 1863) Elizy Orzeszkowej (ze zbioru opowiadań Gloria victis: 1906-1908)

 To najbardziej znane opowiadanie ze zbioru w całości poświęconego tematyce powstańczej i mającego walory cennego źródła historycznego. Cały utwór ma osnowę na poły baśniową, na poły realistyczną. Akcja rozgrywa się na Polesiu Litewskim, w lasach horeckich. Historię walecznych powstańców i ich wielkiego dowódcy opowiadają drzewa: "Leciał tedy wiatr nad Polesiem" i nad całym światem, ażeby "zbierać jego prawdy i baśnie, minione dzieje, wyronione jęki, echa staczanych walk [...]". Jak echo powtarzają słowa: "Przeznaczenie stoi za ludźmi welonem tajemnicy zasłonięte i w dłoni trzyma kołczan z tysiącem zdarzeń...". Ważniejsi bohaterowie to Maryś Tarłowski, Jagmin, który zakochany jest w siostrze Tarłowskiego - Anielce. Przyroda odgrywa w tym utworze pierwszorzędną rolę, jest świadkiem i uczestnikiem zdarzeń.

Eliza Orzeszkowa z dużym autentyzmem i artyzmem odtworzyła atmosferę tamtej doby. Przypomina bohaterstwo i tragedię uczestników zrywu powstańczego, głoszą apoteozę czynu patriotycznego i jego historyczną, nieprzemijającą wartość. Język cechuje się liryzmem, poetycznością i heroistycznym patosem. W opowiadaniach Orzeszkowej można dostrzec sporo dydaktyzmu oraz przejawów wiary w sens walki o dobrą sprawę, nawet jeśli nie kończy się ona zwycięstwem.



Tekst ukazał się pierwotnie na blogu Szczur w antykwariacie


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...