poniedziałek, 15 października 2018

Uparty Litwin, czyli Polak z przeszłością. ,,Tchnienie” Wiesława Helaka jako opowieść o rodowodzie patrioty



Obraz może zawierać: na zewnÄ…trzWiesława Helaka nie muszę przedstawiać stałym czytelnikom Literackich Kresów. Obszerną recenzję jego najnowszej powieści ,,Nad Zbruczem” mogliście Państwo przeczytać na naszym portalu kilka tygodni temu. Książka ukazała się w wydawnictwie Arcana i niemalże z miejsca została nominowana do Nagrody Literackiej im. Józefa Mackiewicza. Tymczasem, konia z rzędem temu, kto  będzie w stanie zakupić wcześniejsze powieści tego Autora! Sprawdziłam – dotychczasowy nakład został wyczerpany; wydawnictwo Trio, w którym publikował Helak, zbankrutowało; w bibliotekach występują pojedyncze egzemplarze;  o zakupach w księgarniach stacjonarnych można marzyć; na aukcjach w Internecie, w tak zwanym drugim obiegu, powieści pojawiają się średnio raz w roku, osiągają zawrotne ceny i rozchodzą się na pniu! Ktoś zapyta, jak to możliwe, że w świecie cyfryzacji zbiorów i powszechnego dostępu do literatury, zakup książek prezentujących TAKI poziom artystyczny, jest praktycznie niemożliwy?! Niemniej jednak, żywię nadzieję, że wydawnictwo Arcana zdecyduje się (jak deklarują!) na wznowienie wydania pozostałych dzieł twórcy ,,Nad Zbruczem”.
Tymczasem, mam dla Państwa prawdziwą gratkę - dzięki uprzejmości Autora, w moje ręce trafiły wszystkie jego dotychczasowe powieści. Zapraszam zatem do pełniejszego poznania twórczości Wiesława Helaka. Może dzięki temu zapragniecie doświadczyć jego  dzieł najpełniej, jak to możliwe – przez własne obcowanie z tą niesamowitą literaturą. Zapewniam, że warto!

Budowanie na zgliszczach

O książce ,,Tchnienie” nie napisano wiele -  w Internecie możemy przeczytać raptem kilka zdań. Tymczasem,  jest to powieść diagnozująca polityczno-moralną kondycję Polski po II wojnie światowej. Mnogość metafor, odniesień historycznych i kontekstów literackich sprawia, że odnajdziemy u Helaka bardzo konkretnie osadzony w przestrzeni historycznej obraz zmagań jednostki ze światem po katastrofie.
Głównym bohaterem powieści jest Witold, syn zamordowanego przez bezpiekę żołnierza Armii Krajowej. Razem z matką co niedzielę między ruinami zburzonej Warszawy poszukuje zaginionego ojca. Jest to podróż symboliczna, bowiem ojciec jest dla chłopca ucieleśnieniem starego porządku rzeczy, ukochanego miasta – Wilna, z którego wygnała ich wojenna zawierucha, spokoju, dziecięcej beztroski i szczęścia. Rodzice  mają największy wpływ na życie bohatera – matka wpaja mu bezwzględność wobec wrogów ojczyzny i poczucie konieczności poświęcenia własnego życia dla niepodległości Polski; ojciec – Żołnierz Wyklęty, zamordowany przez bezpiekę, bardziej swoim milczeniem i nie-byciem daje chłopcu lekcję odwagi i niezłomności. Wiadomość o jego śmierci jest punktem zwrotnym życiu bohatera  – to wtedy podejmuje decyzję, że znoszone, szpetne kłapcie, czyli drewniane wiejskie buty, które przywiózł ze sobą z Wilna, należy wyjąć z szafy. Rozpoczyna się w nim bolesny proces uświadamiania sobie, czego oczekuje od niego świat, w którym funkcjonuje i o jaką Polskę przyjdzie mu walczyć przez całe swoje życie. To wewnętrzna niepodległość ojca wpłynęła na to, że Witold postanowił wybrać tę samą trudną i wymagającą drogę. Trochę tak, jakby Helak pokazywał swoim czytelnikom faktyczny, bo niezwykle symboliczny i długofalowy skutek walki Żołnierzy Wyklętych.
Gdzie Kresy? – zapytają czytelnicy. Otóż, w powieści Helaka bardzo mocno zaakcentowane zostały wpływ pochodzenia głównego bohatera na jego wybory. Na forach internetowych i w licznych dyskusjach prowadzonych w mediach społecznościowych natrafiam na termin ,,człowiek kresowy”. Nie jest dalekie od prawdy stwierdzenie, że ludzi urodzonych na Kresach ( w domyśle - czujących poprzez Kresy) łączą pewne cechy charakteru, sposób myślenia i postrzegania świata. Nie chciałabym tutaj definiować tej kwestii, nie jest ona przedmiotem moich rozważań. Niemniej jednak, bohater powieści Wiesława Helaka nosi w sobie pewne cechy charakteru, które każą nam dostrzec w nim owe kresowe, szlacheckie wpływy. Witold jest uparty, odważny, niestrudzony – każdego dnia dokonuje wyboru między pragnieniem spokoju a poświęceniem dla Ojczyzny.  Jednym słowem, bez Kresów nie byłoby takiego Witolda! Bez Kresów, które w powieści stają symbolem wielopokoleniowego dorobku - artystycznego, intelektualnego i moralnego Polaków - różnica między światem sprzed i po katastrofie nie byłaby tak wyraźna, bolesna i nie dawałaby tak dużo do myślenia.

Doświadczenie pokolenia

Wiesław Helak w swojej powieści diagnozuje moralno – polityczną kondycję powojennej Polski. Oto mamy w ,,Tchnieniu” dwa niezwykle symboliczne obrazy – ruiny zniszczonej Warszawy oraz rosnący gmach Pałacu Kultury i Nauki. W ten sposób Autor obrazuje dylemat, przed którym stanęło tysiące Polaków, którzy swoją ojczyznę znali przede wszystkim poprzez postawę rodziców i dopiero mieli wybrać, po której stronie barykady staną.  W ,,Tchnieniu” zgliszcza Warszawy nie wzbudzają specjalnego zainteresowania mieszkańców stolicy, trochę tak, jakby chcieli zapomnieć o tym, co było albo może potrzebują jeszcze czasu, by przeżyć wewnętrzną żałobę i na niej dopiero rozpocząć budowanie swojego świata. Do tego potrzebny jest jednak czas, którego nie otrzymują . Z kolei nowi włodarze Warszawy robią wszystko, by zakłamać rzeczywistość – na piachu i ruinach starego świata budują gmach pałacu (sic!), którego potęga ma przyćmić wszystko, co do tej pory powstało w Polsce. Ich starania mają na celu w młodych, kształtujących swoją postawę względem ojczyzny, wzbudzić zachwyt potęgą i wizjonerstwem nowego porządku.  Bohater ,,Tchnienia” także przeżywa epizod fascynacji  komunizmem. Angażuje się w pochody, ubiera czerwony krawat, coraz częściej spogląda na iglicę wieńczącą pałac. W obrazie tego budynku, sposobie jego oddziaływania na społeczność Warszawy Helak pokazuje niebezpieczeństwo, przed którym stanęła powojenna Polska. Po pierwsze, rozrastający się w zaskakującym tempie budynek sprawia, że uwaga mieszkańców Warszawy zostaje odwrócona od rzeczywistych problemów - braku żywności, perspektyw, utraty niepodległości ojczyzny i wszędobylskiego błota i kurzu. Po drugie,  obraz ,,świecącej” iglicy  wieńczącej gmach pałacu jest doskonałą metaforą fasadowości komunizmu – jej blask oślepia tych, którzy zwiedzeni pięknem brudzą płaszcze i serca  kłamliwą ideologią, bo zapominają, że ta iglica w rzeczywistości jest jedynie szpetnym prętem. Co wybrać? - zdaje się pytać swoich czytelników Helak. Jego bohater odrzuca ułudę ,,świecącej” iglicy, co wiąże się dla niego z koniecznością zauważania i przeciwstawiania się owemu symbolicznemu ,,błotu”.

Droga krzyżowa

Odnalezienie sensu cierpienia Witolda jest jednym z najważniejszych przesłań książki Helaka. Bohater angażuje się w działalność konspiracyjną, kolportaż podziemnej prasy, rezygnuje ze swej prywatności. Decyduje się na cierpienie dla ojczyzny.  Jest świadomy, że walczy o niepodległy kraj, ale z drugiej strony, jako człowiek jest nieszczęśliwy. Zintegrowanie tych dwóch płaszczyzn przychodzi do niego po latach. Udając się w podróż do Jerozolimy, by odnaleźć swego ,,brata” Ziuka, przypadkiem ,,odnajduje” samego siebie. Przechodząc trasę drogi krzyżowej Chrystusa, utwierdza się w przekonaniu, że jego starania i poświęcenia nie były li tylko zmaganiami niewiele znaczącej jednostki, ale stały się przysłowiową kroplą drążącą kamień. Nawiązanie do Mickiewiczowskiego obrazu Polski (w tym przypadku Polaka) jako Chrystusa narodów jest u Helaka oczywiste i rozwiewa wątpliwości, co do zasadności wewnętrznej walki Witolda. Przekonuje się o tym sam bohater, a i czytelnik może wyciągnąć z jego losów odpowiednie, chociaż bolesne, wnioski.

Zapewniam, że powieść ,,Tchnienie” nie jest lekka i porywająca. Nie wciągnie Was w sentymentalny świat Kresów, nie spowoduje, że zrezygnujecie z jakichkolwiek innych lektur. Wręcz przeciwnie! Sprawi, że zapragniecie jak najszybciej uciec od trudów, jakie w was wzbudzi. I dlatego właśnie książka Helaka zasługuje na uwagę – to powieść, która  w zostaje w czytelniku na długo i pomaga spojrzeć na Kresy z nieco innej perspektywy – jako przestrzeń będącą źródłem patriotyzmu nie tylko mieszkających wtedy i tam, przed katastrofą świata.

A dziś? Czy Kresy w jakikolwiek sposób determinują nasze dzisiejsze wybory, czy stały się tylko przestrzenią sentymentalną, owym mitycznym światem, który minął?

Agnieszka Winiarska

sobota, 6 października 2018

Aleksander Piskor, Siedem ekscelencji i jedna dama



Cóż za smakowita książka! Jakie opowieści! Czyta się to niczym najlepszy romans z epoki. Książka jest napisana niezwykle barwnym i obrazowym stylem. Przeczytałam dosłownie jednym tchem!
„Siedem ekscelencji i jedna dama” Aleksandra Piskora to książka wydana po raz pierwszy tuż przed II wojną światową. Jej autor był wtedy dziennikarzem endeckiego tygodnika społeczno-kulturalnego „Prosto z Mostu” (dodatek niedzielny do dziennika „ABC). Po raz drugi wydano ją dopiero w 2013 roku w wydawnictwie LTW, ale jak się zdaje książka cały czas była w obiegu, bowiem ogromne fragmenty z niej pełnymi garściami cytowali różni pamiętnikarze oraz biografowie. Piszę o tym, bo teraz, podczas lektury, ze zdziwieniem rozpoznawałam, że wiele historii z tej książki już po prostu znam. A czytałam ją przecież po raz pierwszy!
Fragmenty tej książki były zresztą publikowane na łamach „Prosto z Mostu”. Parę lat temu znalazłam tam np. kawałek o seansach spirytystycznych w Jezupolu, które organizował tam hrabia „Wojtek” Dzieduszycki.
„Siedem ekscelencji i jedna dama” to publikacja przedstawiająca niezwykłe życiorysy ośmiu osób związanych z dawną Galicją, a zwłaszcza ze Lwowem. Mniej więcej połowa książki poświęcona jest tytułowej damie, a pozostała część „ekscelencjom”, czyli męskim bohaterom.
Owa dama to Katarzyna z Bobronicz-Jaworskich Starzeńska, potem Pawlikowska (1782-1862), skandalistka i awanturnica z epoki, która zasłynęła swoimi małżeństwami, rozwodami i licznymi romansami w całej Europie. Zwano ją „La belle Gabrielle”. Dała się poznać nie tylko w Galicji, ale również w Wiedniu i Paryżu. Najbardziej na świecie kochała seks i bogactwo. Jej świat to byli mężczyźni i wydawanie pieniędzy. 
Pierwszym mężem Katarzyny był Ksawery Starzeński, a drugim Józef Benedykt Pawlikowski z Medyki. Romansowała m. in. z Eugeniuszem de Beauharnais, pasierbem cesarza Napoleona Bonaparte, angielskim dyplomatą w Wiedniu Arturem Pagetem, Stanisławem Prekiem (brat pamiętnikarza Konstantego Preka) i wieloma innymi panami. Miała kilkoro nieślubnych dzieci zapisanych na konto pierwszego małżonka. 
Autor przedstawia ją jako kogoś w rodzaju nimfomanki. A życie jej było naprawdę niezwykle barwne, ciekawe i obfitujące w nieoczekiwane wydarzenia. Oto piękna Katarzyna Starzeńska, na portrecie namalowanym przez znanego francuskiego malarza Francois Gerarda:

Wśród ekscelencji największe moje zainteresowanie wzbudził „Emir” Wacław Rzewuski, słynny arystokrata, hodowca koni i pamiętnikarz, który po konie do hodowli jeździł do Arabii:

Interesujący był także inny galicyjski koniarz, to jest Juliusz Dzieduszycki, jak również słynny malarz koni Juliusz Kossak, pierwszy z dynastii Kossaków-malarzy. Inni bohaterowie tej książki to: Wacław Zaleski, Leopold Starzeński, Włodzimierz Dzieduszycki, Jan Aleksander Fredro (syn komediopisarza) i Wojciech Dzieduszycki (teść Ewy Dzieduszyckiej, której pamiętniki niedawno opisywałam na blogu). 

Zamówiłam tę książkę, bo parę lat temu czytałam o niej na blogu Magdaleny Jastrzębskiej

Źrodła ilustracji: Wikipedia:
1.      File:Lwowska Galeria Sztuki - Francois Gerard - Portrait of Catherine Starzeńska.jpg
2.      File:Żwan Wacław Rzewuski.jpg
 
 
      Alicja Łukawska
      
       Tekst ukazał się na blogu Archiwum Mery Orzeszko


czwartek, 27 września 2018

Łatwo przegapić to, co najważniejsze. ,,Przecież tu Polska kiedyś była...Reportaże Kresowe" Teresy Siedlar- Kołyszko



Reportaże to dla mnie gratka. Spragniona obrazów, opowieści o ludziach ,,tu i teraz”, chociaż wypada raczej powiedzieć ,,tam i teraz”, szukam i tropię Kresy, które dla jednych stanowią przeszłość, a dla innych są ich słodko-gorzką (dziś z naciskiem na gorzką) teraźniejszością. Sięgając po książkę Teresy Siedlar- Kołyszko ,,Przecież tu Polska kiedyś była...Reportaże Kresowe” liczyłam na to, że dostanę opowieść o ludziach, którzy żyją i trwają na Kresach mimo przeciwności losu, mają swoją codzienność, dylematy, tęsknoty i wspomnienia. Chciałam odwiedzić małe wioski położone gdzieś z daleka od głównych traktów, dotknąć różnorodności tamtej przestrzeni, poczuć tę emocję, którą tak sentymentalnie w tytule zapowiada autorka...

Nie, nie spodziewałam się opowieści o idyllicznej krainie, w której przeszłość przechadza się dziarskim i równym krokiem. Wręcz przeciwnie – chyba każdy, kto choć odrobinę wie, co towarzyszy naszym rodakom żyjącym na swej ojcowiźnie (a tym samym po II wojnie światowej poza granicami Polski), ma świadomość, że każdego dnia walczą oni o zachowanie tradycji, kultury, wiary i języka. Nie jest to rzecz jasna walka zbrojna, ale bój ten odbywa się na płaszczyźnie symbolicznej, dużo trudniejszej do zdefiniowania. 
Sięgnęłam po książkę Teresy Siedlar – Kołyszko z nadzieją, że otrzymam obraz Kresów z całą ich okazałością i różnorodnością. Niestety, zawiodłam się.

Autorka kocha i zna tamtą przestrzeń  – to pewne. W swej książce  z ogromną swobodą i  lekkością porusza się po maleńkich wioskach. Snuje opowieści o swoich wcześniejszych wizytach, pokazuje, jak zmieniła się przestrzeń pomiędzy kolejnymi odwiedzinami, pobieżnie też przytacza tło historyczno – polityczne danego regionu. Niemniej jednak, w swej literackiej podróży skupia się tylko na jednym aspekcie kresowej przestrzeni – wszystkie reportaże dotyczą sytuacji kościoła, tego, jak się kształtował na danym terenie, jak opierał się szykanom, próbom stłamszenia i zniszczenia. To rzecz arcyciekawa i niezwykle cenna - świadectwo nierozerwalnej więzi polskości i chrześcijaństwa. Dla Polaków na tamtych terenach Rzeczpospolitej kościół był i jest nośnikiem polskości. Wszelkie próby dekonstrukcji są nieprawdziwe w zetknięciu z relacjami świadków i autentyczną wiarą tamtejszych mieszkańców. Z drugiej strony, w moim przekonaniu tworzenie cyklu report p. Siedlar – Kołyszko nie mogłam wyzbyć się przekonania, że autorka właściwie nie miała pomysłu na te reportaże a jedynie spisała wspomnienia i zasłyszane opowieści. Gdyby zastosowała pewien klucz narracyjny, skupiła się nieco bardziej na formie i wyborze historii, które warto opowiedzieć (mam świadomość tego, że absolutnie każde wspomnienie trzeba zarejestrować i utrwalić, ale nie każde nadaje się na publikację), otrzymalibyśmy porywającą historię o tym, czym NAPRAWDĘ są Kresy.
aży o ludziach i miejscach powinno oddawać ich charakter. Tymczasem, czytając teksty

Tymczasem lektura reportaży pozostawia lekki niedosyt. Brak zróżnicowania tematycznego sprawia, że czytelnik mimowolnie wyłącza swoją uwagę – dostaje niemal identyczną opowieść o problemach polskiego kościoła na dzisiejszej Ukrainie i Białorusi, o zmaganiach  Polaków, o tym, jak cierpieli. Monotonia tematyczna sprawia , że nie jestem w stanie (chociaż bardzo chcę) podążyć za autorką opowieści. A przecież warto i trzeba wędrować po ścieżkach, o których niewiele osób już pamięta. Tam jest Polska.

Agnieszka Winiarska
   

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...