środa, 24 maja 2017

Kresowiana. Obrazy Napoleona Ordy, czyli polskie dwory, dworki, pałace i kościoły akwarelą i rysunkiem utrwalone





Napoleon Orda (1807-1883) to malarz i rysownik, który stworzył ponad tysiąc akwarel i rysunków przedstawiających polskie zabytki, głównie kresowe, ale nie tylko. 
Rozpoczął swoją wielką pracę w latach 1860., w wieku prawie sześćdziesięciu lat (!), wędrując po ziemiach polskich wszelkimi  dostępnymi wówczas środkami lokomocji, najczęściej wozem i bryczką, ale zdarzało się, że i pieszo.  Zaczął od zaboru rosyjskiego, gdzie odwiedził m. in. Wołyń, Podole, Ukrainę, Litwę, Żmudź, Inflanty i Białoruś. Potem przeniósł się na teren zaborów austriackiego i pruskiego. Malował budynki Galicji, Wielkopolski i Prus Królewskich. Na koniec przebywał w Królestwie Polskim.
Za życia wydał publikację „Album widoków historycznych Polski poświęcony Rodakom” składający się z ośmiu serii rysunków i akwarel. Całość zawierała 27 obrazów wybranych z tysiąca, które namalował. Jego praca jest tym bardziej cenna, że dokumentuje wygląd zabytków, które często już nie istnieją, albo też całkiem zmieniły swój wizerunek.  
Napoleon Orda był z pochodzenia Kresowiakiem. Urodził się w Worocewiczach w okolicy Pińska (obecnie jest to Białoruś, Obwód Brzeski, Rejon Janowski). Jego rodzicami byli Józefa z Butrymowiczów i Michał Ordowie. Worocewicze to stara miejscowość, pierwsze wzmianki o niej pochodzą z XV wieku.  W XVII wieku stała się własnością rodu Ordów.  Ich rodzinny dwór już nie istnieje, zachował się tylko na litografii autorstwa Ordy. 

Mały Napoleon Orda uczył się w szkole w Świsłoczy. Potem studiował matematykę na Uniwersytecie Wileńskim. W czasie pobytu w Wilnie brał udzial w konspiracji i z tego powodu został aresztowany przez władze carskie.  Rok przesiedział w więzieniu. Nauki już nigdy nie dokończył. Potem brał udział powstaniu listopadowym, w końcu – wzorem innych polskich patriotów – udał się pieszo (!) na emigrację do Paryża. W stolicy Francji uczył się gry na fortepianie oraz kompozycji u najlepszych ówczesnych mistrzów: Fryderyka Chopina i Franciszka Liszta. Studiował też rysunek u pejzażysty Pierre’a Girarda. W poszukiwaniu tematów malarskich odwiedzał liczne miasta zachodniej Europy. W Paryżu pracował m. in. jako dyrektor Opery Włoskiej. Obracał się w kręgach najbardziej znanych paryskich artystów i polskiej emigracji politycznej.  
Dzięki amnestii ogłoszonej przez cara Mikołaja I w 1856 roku mógł wrócić w rodzinne strony. Osiadł w Wierzchowni na Ukrainie, gdzie pracował jako guwerner i nauczyciel muzyki dzieci generała Adama Rzewuskiego.  Później rozpoczął swoje wędrówki po kraju. Zmarł w Warszawie, a pochowano go w Janowie Poleskim koło Kobrynia. 
Oprócz rysunków był autorem wielu utworów muzycznych (głównie mazurków, polonezów, walców, nokturnów),  „Albumu dzieł kompozytorów polskich”, a także podręcznika języka polskiego dla Francuzów. 
Wydaje się, że twórczość i postać Napoleona Ordy jest obecnie bardziej znana na Białorusi, niż w Polsce. Białorusini uznali go za swojego, rodzimego artystę. Jest patronem ulic w Mińsku, Breście i Grodnie, w Janowie Poleskim znajduje się jego pomnik postawiony w 1997 roku, zaś dwusetną rocznicę jego śmierci, to jest 2007 rok, Białorusini uczcili wypuszczeniem znaczka pocztowego z jego podobizną oraz srebrnej monety z jego wizerunkiem. W  tymże roku w Woroncewiczach otwarto muzeum pamięci Napoleona Ordy, które początkowo mieściło się w małym budynku, a obecnie obok powstaje nowa architektoniczna replika nieistniejącego już szlacheckiego dworu Ordów.   
Dokładny adres to: Białoruś, Obwód Brzeski, Rejon Janowski, Woroncewicze, ulica Krupskiej 36. Telefon: +375 1652 9-19-59
To jest strona muzeum:
Obrazy Napoleona Ordy są tak charakterystyczne, że kto raz zobaczył kilka z nich i poznał jego specyficzny styl malarski, nie będzie miał trudności z odróżnieniem kolejnych. Bardzo trudno było mi zdecydować się, które obrazy zaprezentować, bo – co tu ukrywać – wszystkie mi się podobają. Wybrałam więc te kolorowe, bo na nich dawne polskie zabytki wyglądają prawie jak żywe. 
Pałac Komarów w Bejsagole (Litwa)
Kościół bernardynów w Grodnie (Białoruś)


Kościół w Śmiłowiczach (Białoruś)


Uzdrowisko w Druskiennikach (Litwa)

Pałac Chodkiewiczów w Młynowie (Ukraina)


Pałac w Hanuszyszkach (Litwa)


Zbór kalwiński w Kojdanowie (Białoruś)



Źródło zdjęć: Wikipedia

Tekst ukazał się na blogu Archiwum Mery Orzeszko

niedziela, 21 maja 2017

Barbara Wachowicz, Matki wielkich Polaków







"Jeśli zapomnę o nich, Ty, Boże na niebie,

Zapomnij o mnie"


     Barbara Wachowicz, Pisarka losu polskiego, pochyliła się z czcią nad postaciami Matek Wielkich Polaków. Będąc specjalistką w zakresie biografii wybitnych synów Rzeczypospolitej, osią swej książki uczyniła ich Wielkie Matki. Przedstawiła dostojne Macierze w szerokim kontekście rodzinnym wywodząc ich korzenie do kilku pokoleń wstecz, sięgając do przodków i po mieczu i po kądzieli. Z uwagi na powyższe, tytuł publikacji ograniczony tylko do matek wydaje się niepełny. Może należałoby go rozszerzyć na innych członków rodziny?
Autorka gawędy sięgała do licznych materiałów źródłowych: dokumentów, wspomnień, pamiętników. Jednakże większość swych wywodów i wniosków opierała na korespondencji swoich bohaterów – matek i ich dzieci. Niejednokrotnie posiłkowała się najnowszymi wynikami badań historyków literatury. Do literackiego tekstu dołączyła pogrupowaną wg rozdziałów Bibliografię oraz Indeks nazwisk. Całość dopełniono doskonale wkomponowanymi w treść ilustracjami, opatrzonymi opisami zawierającymi fragmenty lektury.

"Jej odwrócona twarz patrzy przez ramię,

I w oczach widać, że patrzy na syna..."

     W swej pracy Barbara Wachowicz wnikliwie przyjrzała się wzajemnym relacjom matek i synów (tylko jeden rozdział dotyczy matki i wybitnej córki – Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej) oraz przeanalizowała wpływ tych relacji na twórczość i dokonania latorośli. Posiadając olbrzymią wiedzę w dziedzinie kultywowania pamięci i tożsamości narodowej utworzyła studium znaczenia matek w wyborze drogi życiowej i karierze wybitnych dzieci. Pisarka podkreśliła pierwszorzędną rolę matek w kształtowaniu osobowości i poglądów dzieci poprzez tworzenie atmosfery domu rodzinnego – tej kolebki, która przeobraża dziecko w dorosłego człowieka, obywatela, patriotę.
„Rodzina kochająca, wzorowa w mariażach, dbała o edukację młodzi, patriarchalnie zacna i strzegąca tradycji, z pietyzmem chroniąca pamiątki przeszłości, wpisana świetnymi nazwiskami w historię kraju”.

"Jak kamienie przez Boga rzucane na szaniec"


     Nie do przecenienia, według autorki, był system wartości, jaki wpajano młodym Polakom, skutkujący późniejszymi chwalebnymi czynami. Tworzyły ów zbiór „wiara i patriotyzm, narodowa tradycja i solidarność społeczna, miłość i życie rodzinne, wierność i przywiązanie do kraju, do swej ziemi”. Przykładni rodzice Marka i Jana Sobieskich opracowali dla synów wyjeżdżających na nauki „Instrukcyę przez punkta pisaną” z kilkunastoma wytycznymi uściślającymi całokształt funkcjonowania młodzieńców w Krakowie:
"Nabożeństwo, Zdrowie, Obyczaje, Ochędostwo, Konwersacya, Nauka, Języki, Listy do domu, Powinności tych, co przy nich będą, Stół"
Podobną wymowę nadał „Katechizmowi moralnemu dla uczniów Korpusu Kadetów” książę Adam Krzysztof Czartoryski - komendant Szkoły Rycerskiej”.
Justyna z Krzyżanowskich Chopinowa
Justyna z Krzyżanowskich Chopinowa
Salomea z Januszewskich Słowacka
Salomea z Januszewskich Słowacka


















"Serce mojej ojczyzny, Mamo!"

     Wspomniane systemy, wytyczne, przykazania sprowadzały się do realizacji dewizy zaczerpniętej m.in. z polskich sztandarów, a brzmiącej: „BÓG, HONOR, OJCZYZNA”. Zasady patriotycznego wychowania doskonale ujął Julian Ursyn Niemcewicz: „Wspominać młodzieży o dziejach jej przodków, dać jej poznać najświętsze narodu epoki, stowarzyszyć miłość ojczyzny z najpierwszymi pamięci wrażeniami”. Kształtowaniu umiłowania ojczyzny służyły osobliwe legendy opowiadane dzieciom wieczorową porą, jak ta o ptaku (orle?) osłaniającym od upału, rozpostartymi skrzydłami, Stasia Żółkiewskiego – przyszłego hetmana i zwycięzcę spod Kłuszyna. Albo ulubiona bajka Tadeuszka Kościuszki o kosie – buławie, jako zapowiedź formacji kosynierów. Albo o czarnym psie, który pojawił się, aby pilnować Adasia Mickiewicza, a „Gdy niebezpieczeństwo minęło – pies znikł”.

"O matko Polko! gdy u syna twego

W źrenicach błyszczy genijuszu świetność"

     Dziesięć przedstawionych w tomie Matek Wielkich Polaków, niezależnie od ich bardzo różniących się losów, łączy bezwarunkowa miłość do dzieci, nawet tych, które wybrały drogę swej przyszłości wbrew woli rodzicielki. Owa miłość ponad i mimo wszystko wydaje się być heroiczna szczególnie w przypadku matek, które nie dożyły żadnego triumfu syna. Kochające matki i ich synowie o artystycznych wybitnych osobowościach, darzyli się wyjątkowymi nietuzinkowymi uczuciami, których okruchy czytelnik może znaleźć w płomiennych listach krążących między nimi. Dziś niektóre sformułowania z rzeczonej korespondencji sprawiają wrażenie przerysowanych, a wręcz egzaltowanych. A może powinniśmy patrzeć na te zdania z zazdrością? Może to my nie chcemy i nie potrafimy tak pięknie wyrażać swoich uczuć? A może, o zgrozo!, nie umiemy tak kochać?

"Wydźwigają...runął... runął Twój fortepian"

     Mistrzyni słowa polskiego, Barbara Wachowicz, przytoczyła w książce mnóstwo zdań autorstwa swoich bohaterów, nierzadko posługując się „spatynowaną staropolszczyzną”. Większość tych cytatów autorka zręcznie wplotła w przemyślaną narrację, co jest tym ciekawsze, że książka opowiada o matkach pisarzy, poetów. W nienachalny sposób zacytowano urywki wierszy znanych większości Polaków: „Do Matki Polki”, „Do Matki”, „Testament mój”, "Fortepian Chopina”, „Zwykłe Matczysko”, „Serce mojej ojczyzny”. Częstokroć „Miłość jaką dziecko żywiło do matki przeniesie się na postacie matek duchowych: natury, Ojczyzny, Matki Boskiej”.

Maria z Kisielnickich Kossakowa
Maria z Kisielnickich Kossakowa
Stefania z Zieleńczyków Baczyńska
Stefania z Zieleńczyków Baczyńska

"Ale matka za to wszystko zapłaci,

Jeśli syn jej nie powróci cało..."

     Pomimo tego, że tematyka pracy osadzona jest w przeszłości Rzeczypospolitej, można znaleźć frazy wybornie nadające się do komentowania współczesnych zjawisk społecznych w naszej Ojczyźnie, jak ta o marszałku Sejmu: „gdy usiłował godzić zwaśnionych, każde umiarkowańsze zdanie przyjmowane było wrzaskiem”. Można by zastosować do niego inne zdanie „Nazwano go miłośnikiem wolności, nieprzyjacielem samowoli”. Nie raz bowiem, w przeszłości, sobiepaństwo niektórych rodaków skazywało całe pokolenia na składanie zobowiązania: 
trzeba nam teraz umierać, 
by Polska umiała znów żyć”.

"Czy to była kula, synku, czy to serce pękło?"

     Ucieszyło mnie zakończenie publikacji, w którym Barbara Wachowicz posłużyła się cytatem z wiersza Krzysztofa Kamila Baczyńskiego i skomentowała cytat podobnie jak ja w uwagach do Opowieści o batalionach Zośka i Parasol autorstwa Aleksandra Kamińskiego.
kto cię będzie, Polsko, kochał, w sercu niósł?” – odpowiedź młodzieży obecnej na spotkaniu z autorką – MY!

     Najgłębiej jednak utkwiło mi zdanie Marusi Kasprowiczowej, oddające jej stosunek do męża, Jana Kasprowicza. Zdanie, pod którym podpisuję się z radością, adresując je do mojego Męża - Marcina:
„Życie z nim jest odpoczynkiem”.
Tekst ukazał się na blogu Czytam po polsku

środa, 17 maja 2017

"Ścieżki życia" Feliksa Trusiewicza - harcerza, żołnierza wołyńskiej Armii Krajowej i pisarza




Ścieżki mojego życia to napisana przepiękną polszczyzną kresową autobiografia - urodzonego u zarania niepodległości Drugiej Rzeczpospolitej - wybitnego Polaka, przez całe życie wiernego trzem wartościom: Bóg, honor i Ojczyzna, harcerza, kolejnego zasługującego na odznaczenie Sprawiedliwego wśród Narodów Świata, żołnierza wołyńskiej Armii Krajowej, mechanika samolotowego, mającego na swoim koncie wiele osiągnięć inżyniera, debiutującego w późnym wieku obiecującego pisarza, a także męża, ojca i dziadka.

Ścieżki mojego życia to cenny dokument historyczny, to bowiem charakterystyka kawału polskiej historii rozgrywającej się przez cały XX wiek, ale także zapis obserwacji rzeczywistości dzisiejszej, postnowoczesnej. Jej siłą są rzeczowość, pokora, powściągliwość ocen, szczerość opowiadania. W tej autobiograficznej książce znajdziemy także swego rodzaju pamiętnik z okresu dojrzewania i lat edukacji kolejno w Łucku, Klewaniu, Kołkach i znów w Klewaniu (nie brakuje interesujących anegdot dotyczących szkolnych przygód, kolegów Żydów i Ukraińców oraz nauczycieli), a także subtelną, zapisaną między wierszami historię rodzącego się uczucia do przyszłej żony Wiesławy. Ponadto z ogromnym pietyzmem Feliks Trusiewicz odtworzył topografię swojego domu i gospodarstwa, obyczaje i codzienne życie ludzi zamieszkujących Wołyń przed drugą wojną światową, szczególnie jego rodzinną wieś Obórki i okolice. Z czułością i miłością sportretował swojego przedwcześnie zmarłego ojca, macochę, rodzeństwo i ukochaną babcię Wiktorię Kopij, której zadedykował tę książkę.

Są w autobiografii zachwyty nad pięknem tamtejszej przyrody o każdej porze roku, często groźnej i niedostępnej, jest pamięć o niezwykłych mieszkańcach tej krainy podmokłych łąk, mszarów, lasów, błot i rozlewisk… Jak wspomina autor,

[…] chodziłem z kolegami na długie wycieczki na wschód od Klewania. Tam w okolicy Smorżew były przepastne jary i tajemne, ukryte w zieleni pieczary po wydobyciu kredy. Taka jest rzeźba wyżyny rówieńskiej, pofałdowana i pełna jarów.

Autor zapamiętał również przejażdżki saniami w zimowej scenerii do Łopatnia, wycieczki szkolne, między innymi do Janowej Doliny, na cmentarze legionistów w Koszyszczach i Kostiuchnówce, do Czartoryska nad Styrem, gdzie zwiedził „piękny gotycki kościół i jego rozległe tajemne podziemia”. 

Mapka w Leksykonie zabytków architektury Kresów południowo-wschodnich

Obok reminiscencji znajdziemy w książce wspaniałe, pełne cennych detali przyczynki etnograficzne (np. fascynujące opisy bogatej kultury ludowej Wołynia, jego folkloru, architektury miast i miasteczek, powszednich i świątecznych obyczajów) oraz historyczne. Autor przypomina na przykład, że

Kołki doskonale znał Józef Ignacy Kraszewski, który przez siedem  był zarządcą majątku we wsi Omelno, oddalonej o siedem kilometrów od Kołek. W tym czasie pisarz napisał Wspomnienia Wołynia, Polesia  i Litwy. Według Kraszewskiego to miasteczko nazywało się kiedyś Romanów, ale po pożarze, który je strawił w połowie osiemnastego wieku, nadano mu nazwę Kołki.
Miasteczko to było typowe dla północnego Wołynia. Położone nad rzeką Styr, długim szeregiem parterowych drewnianych budynków ciągnęło się wzdłuż prawego brzegu tej rzeki. Ubogie i cywilizacyjnie zacofane, jak cały otaczający region, nie posiadało kanalizacji, studni głębinowych, porządnych chodników ani utwardzonych ulic […]. Dopiero na przełomie lat 20. i 30. wybrukowano część głównej ulicy biegnącej od mostu. Większe budowle w miasteczku to: kościół, cerkiew, synagoga, młyn, no i most, wszystko drewniane.

Na następnych stronach możemy przeczytać charakterystykę wielonarodowościowego społeczeństwa kołkowskiego. Jak pisze autor, „taka różnorodność występowała też w szkole, zarówno wśród uczniów, jak i nauczycieli”. Nauczycielką polskiego w klasach szóstej i siódmej była Dora Herszkowiczówna - Żydówka. Warto przytoczyć historyjkę związaną z jedną z prowadzonych przez nią lekcji, którą Feliks Trusiewicz zapamiętał szczególnie:

Pewnego razu ćwiczyliśmy inscenizację wiersza Adama Mickiewicza Pani Twardowska. Ja grałem rolę Twardowskiego. W miejscu, gdzie należało mówić: „z bród żydowskich ma być strzecha…”, pani Dora przerwała mi, mówiąc: „Trusiu, powiedz z bród hiszpańskich…”. Byłem zadowolony z tej zmiany, bo wobec moich żydowskich koleżanek i kolegów brzmiało to niezręcznie. Żydzi dobrze postrzegali Mickiewicza, chociażby za Jankiela, ale dzieci i młodzież mogła czuć się urażona zwrotem „z bród żydowskich ma być strzecha…”. Jak wiadomo, w czasach mickiewiczowskich wszyscy Żydzi mieli długie brody, zaś Polacy, Litwini i Rusini - rzadziej.

Autor wspomina z dumą swoją przynależność do harcerstwa, Krucjaty Eucharystycznej, organizacji „Strzelec” w Obórkach, lektury wielu książek, mrożącą krew w żyłach przygodę… z wilkami (tak! tak!) oraz ciężką pracę polową w gospodarstwie, by utrzymać rodzinę po śmierci ojca. Wszystko to ukształtowało silny charakter i zaszczepiło wartości, dzięki którym pokolenie Feliksa Trusiewicza, co on sam podkreśla, zdało egzamin w czasie drugiej wojny światowej.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...