poniedziałek, 15 kwietnia 2019

Joanna Puchalska, Polki, które zadziwiły świat





Joanna Puchalska z wykształcenia jest historykiem sztuki. Z jej pisarstwem zetknęłam się po raz pierwszy podczas lektury „Dziedziczek Soplicowa”, w której opisywała ona dzieje rodzinnego dworku w Czombrowie, który był najprawdopodobniej pierwowzorem mickiewiczowskiego Soplicowa. Była to bardzo odkrywcza lektura oparta na cudem ocalałych dokumentach i będąca świadectwem dramatycznych dziejów tej nieistniejącej już siedziby rodzinnej. 

„Polki, które zadziwiły świat” to zestaw trzynastu życiorysów kobiet, często zupełnie nieznanych szerszej publiczności, które odcisnęły swój ślad w przeszłości. W tej niezwykłej podróży przez wieki (biogramy są zestawione chronologicznie) poznamy m.in. arystokratki, pierwszą polską lekarkę, uczoną, malarkę i całkiem spore grono bojowniczek walczących o niepodległość ojczyzny. Zestaw bohaterek jest bardzo różnorodny i – jak sądzę – każdy znajdzie tę, która zrobi na nim wrażenie. 

Na mnie największe wrażenie zrobił szkic poświęcony Salomei Pilsztynowej, która swoim niezwykłym życiorysem lekarki podróżującej po Europie doby rokoko, mogłaby obdzielić kilka osób. Jej spryt i umiejętność przetrwania budzą podziw, podczas gdy zdumiewa jej naiwność w kontaktach damsko-męskich. Warto poznać tę niezwykłą postać! 

Ogromne wrażenie zrobiła na mnie również opowieść o Janinie Lewandowskiej, jedynej kobiecie zabitej w Katyniu, a wzruszyłam się ogromnie czytając o bohaterskiej Wandzie Ossowskiej, szefowej łączności Wydziału Wywiadu Ofensywnego AK w obozie koncentracyjnym w Auschwitz, która doświadczyła prześladowań sowieckich i niemieckich. Życie tych kobiet zadziwia, nie tylko z uwagi na niezwykłe losy, ale – w przypadku niektórych - ich dotychczasową anonimowość. Czytając niektóre opowieści często zadawałam sobie pytanie, dlaczego o nich wcześniej nie słyszałam (np. Pustowójtówna, Ossowska, Iljin-Szymańska). 

Wybór osób, które zostały przedstawione w książce Joanny Puchalskiej, jest całkowicie subiektywny, a jego spoiwem miał chyba być wpływ bohaterek na zagranicznych odbiorców. W mojej opinii nie do końca to się udało, gdyż większość bohaterek działało jednak głównie na terenie ziem polskich.

Książka jest świetnym przykładem literatury popularno-naukowej przybliżającej czytelnikowi ciekawe osoby i historie. Jest napisana przystępnym językiem z szacunkiem dla odbiorcy i bohaterek. Bibliografia jest podana na końcu każdego rozdziału, co z pewnością ułatwi dotarcie do dodatkowych informacji. Książka została wydana w twardej oprawie, tekst urozmaicają czarno-białe ilustracje. 

Warto zapoznać się z tą lekturą i wypełnić istniejące „białe plamy” w naszej edukacji historycznej.

P.S.
Lista bohaterek:
Anna Dorota Chrzanowska,
Salomea Regina z Rusieckich Pilsztynowa,
Maria Amalia Mniszchowa,
Izabela z Flemingów Czartoryska,
Anna Henryka Pustowójtówna,
Helena Majewska-Kirkorowa,
Alicja Dorabialska, Janina Lewandowska,
Beata Obertyńska, 
Halina Konoacka,
Wanda Ossowska,
Cezaria Iljin-Szymańska,
Maria Anto

Tekst oryginalny ukazał się na blogu Notatnik Kaye


piątek, 15 marca 2019

A co, jeśli happy end nie nadejdzie? ,,Lwowska noc” Wiesława Helaka jako pretekst do rozważań o cierpieniu



O ,,Lwowskiej nocy” Wiesława Helaka mogliście Państwo przeczytać na łamach ,,Literackich Kresów” już w 2015 roku. Autorka wpisu nakreśliła wówczas zarys problematyki zawartej w książce oraz bardzo dokładnie scharakteryzowała postać głównego bohatera– Józefa Szendry. Na początek, zachęcam do przypomnienia sobie tego artykułu (klik)
Nasi czytelnicy doskonale wiedzą, o czym wspominałam już kilkakrotnie, że z dostępnością książek Wiesława Helaka jest spory problem – poza ,,Nad Zbruczem”, które zostało uhonorowane Literacką Nagrodą im. Józefa Mackiewicza, wcześniejsze dzieła tego autora były nie do kupienia zarówno stacjonarnie jak i przez Internet. Na szczęście, wraz z wiosną czeka nas miła odmiana w tej materii – wydawnictwo Arcana zdecydowało się na ponowne wydanie ,,Lwowskiej nocy”. Ma to nastąpić już w kwietniu. Czekamy😊
Zatem, jeszcze przed oficjalną premierą nowego wydania powieści Wiesława Helaka, zapraszam na lekturę refleksji, jaka pojawiła się we mnie po spotkaniu z tą ważną książką i jeszcze ważniejszą historią.

W artykule dotyczącym obrazu Kresów we współczesnej beletrystyce (klik) rozważałam kwestię odnalezienia przez autora idealnej metody opisu rzeczywistości, której czytelnik ma doświadczyć. Powieść jako ,,lustro przechadzające się po gościńcu” to zdecydowanie za mało by zachwycić. Z drugiej strony, popadanie w pseudopsychologiczne rozważania potrafią zdominować narrację, rozmyć prawdziwy sens dzieła, utrudnić jego percepcję i przyczynić się do zmarnowania pomysłu na książkę. Konieczność ,,dogonienia” słowami opisywanego świata wymaga od autora doskonałego warsztatu, wyobraźni i wrażliwości.  Gdy wszystkie te komponenty zagrają w jednej literackiej orkiestrze, możemy mówić o sukcesie – idealnej współpracy między autorem a opisaną przestrzenią.

Wyobraźnia pisarza kontra rzeczywistość

We ,,Lwowskiej nocy” Wiesław Helak zdecydował się na nieco inne podejście do relacji autor-rzeczywistość. Przede wszystkim pisarz nie podejmuje próby okiełznania świata, o którym pisze. Obraz Lwowa, który przeżywa swoją agonię, a który otrzymujemy we ,,Lwowskiej nocy”, jest uzależniony od wrażliwości autora. Helak przyjmuje postawę obserwatora albo filmowca, który towarzyszy wydarzeniom, ale jednocześnie bardzo skrupulatnie dokonuje wyboru obrazów, które trzeba zobaczyć. W tej prezentacji kluczowa jest jego wrażliwość – to on decyduje o tym, co warto zobaczyć, a co przemilczane, oddziaływać będzie na czytelnika z jeszcze większą mocą. Zupełnie inne podejście znajdziemy na przykład u Stanisława Srokowskiego w zbiorze opowiadań ,,Strach”. U Srokowskiego nie ma literackiej estetyzacji apokalipsy Kresów (w tamtym przypadku ludobójstwa), przez co czytelnik może zupełnie odrzucić wiedzę i emocje towarzyszące lekturze ,,Strachu” – jego wrażliwość przestanie przyjmować kolejne obrazy, przez co nastąpi odrętwienie, a w końcu obojętność (co będzie wszystkim mechanizmem obronnym).

U Helaka rzecz ma się zgoła inaczej – obraz Lwowa, miasta pogrążonego w nieprzeniknionym mroku wojny, w którym zmieniają się okupanci, wróg okazuje się gorszy niż zakładano, a odnaleziony przyjaciel jest na wagę złota, jest wielowymiarowy a przy tym mocno estetyzowany. To Helak zdecydował, którą cześć nocy mamy zobaczyć. I ja się na to zgadzam. I ja temu ufam. Wyobraźnia i wrażliwość autora bardzo współgrają mi z pewną fotografią, o której jeszcze opowiem. Podziwiam pokorę autora wobec historii i doceniam fakt, że wytrzymuje ciężar wiedzy o mroku, jaki dosięgnął Lwów, a nam, czytelnikom, pokazuje to, co trzeba koniecznie zobaczyć.

W poszukiwaniu światła

Jako czytelnicy spragnieni jesteśmy szczęśliwych zakończeń. Podświadomie chcemy doświadczyć ulgi i pocieszenia. Z tego względu zauważam pewną tendencyjność w budowaniu w sobie obrazu Lwowa. Idealizujemy jego historię, skupiamy się tylko na jego jasnych dniach i tym samym, ze szkodą dla pamięci o mieście, w naszym umyśle tworzy się obraz nieco odrealniony. Trochę tak, jakbyśmy byli w stanie zaakceptować historię Lwowa tylko bez wyrwy, jaką były lata wojny i wszystko to, co po niej nastąpiło. Trochę tak, jakbyśmy za cenę zbudowania w sobie sentymentalnego obrazu Lwowa, zdecydowali się na pominięcie tych pięciu lat mroku. Coś na kształt zgody na tęsknotę przy jednoczesnej rezygnacji z poszukiwania prawdy o tamtej przestrzeni.
A co, jeśli mrok był nie taki, jak sobie dzisiaj wyobrażamy, lecz dużo bardziej przerażający i wszechogarniający? Jeśli paraliżował nie tylko ciało, a także umysł i serce? Jeśli zmuszał do pogrzebania w sobie zasad moralnych i marzeń w imię przetrwania?! Czy w świecie, który rozpada się na drobne możliwe jest ocalenie w sobie światła?


Józef Sztendera, bohater powieści Helaka, mimo że traci absolutnie wszystko, co do tej pory posiadał, podejmuje kolejne próby odbudowania świata, choćby to miał być najmniejszy fragment przypominający dotychczasowe życie. Jego działania mogą początkowo kojarzyć się z budowaniem na piasku – czytelnik ma poczucie obcowania ze światem pogrążonym w chaosie; obcowania z losem, który co rusz wytrąca bohaterowi szczęście i spokój z rąk. Ale to nieprawda. Świat Józefa Sztendery osadzony jest na solidnych fundamentach. Przede wszystkim bohater powieści Helaka nigdy nie odwraca się od własnych przekonań. Nie poszukuje wymówek, nie interesuje go jedynie przetrwanie. Wręcz przeciwnie, poszukuje w sobie światła i obdarowuje nim innych. Aż do końca. Skąd taka siła w bohaterze ,,Lwowskiej nocy”? Odpowiedzi jest kilka. Może kilkanaście.


Mój Przyjaciel ma w zwyczaju przytaczać w określonych momentach pewną anegdotę. Zapytany o to, na czym polega fenomen filmu ,,Potop” w reżyserii Jerzego Hoffmana, zawsze odpowiada, że na ukochaniu ojczyzny, emocjach, wierze i przekonaniach, które nie zostały zagrane, ale prawdziwie były w ludziach, którzy zostali pokazani na ekranie.
Z bohaterem ,,Lwowskiej nocy” jest trochę tak, jak z tymi statystami w ,,Potopie”. Wszystko to, czego broni bohater – honor i godność, jest w nim. Najważniejsze pytanie, które płynie z powieści Helaka – co z nami? Czy jest w nas to, co powstrzyma mrok, gdy on nadejdzie?

Fotografia, czyli pstryczek w nos dla znawców

Przeczytałam ,,Lwowską noc” i dopiero później zauważyłam adnotację na ostatniej stronie - ,, na fotografii matka autora Elżbieta na kolanach u ojca...”. Wróciłam do zdjęcia na okładce. Nie poświęciłam mu wcześniej za wiele czasu. To był błąd – bardzo zmienia się poziom percepcji dzieła, gdy mamy świadomość, że opowiadana historia może nie być li tylko wytworem wyobraźni autora. Skoro więc autor poświęca się dla opowiadanej historii, wykazuje pokorę wobec ludzi, o których opowiada, dlaczego nie powinien robić tego czytelnik? Otóż, drodzy Państwo – powinien. Nie zapominajmy o tym każdorazowo biorąc do ręki książkę. Tę książkę w szczególności.

Agnieszka Winiarska


piątek, 8 marca 2019

Witold Czarnecki - "Kresowe losy"

Witold Czarnecki - "Kresowe losy"

 

Żołnierzom Armii Krajowej

     Towarzystwo Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej wydało, już po przewrocie 1989 roku, interesującą książeczkę autorstwa Witolda Czarneckiego (rocznik 1927) o pojemnym, ale w pełni uzasadnionym, tytule „Kresowe losy”. Opowiedziane koleje życia ich autora okazały się bowiem podobne dla większości przedstawicieli pokolenia kresowego urodzonych w wolnej Polsce. Scenariusze ich życia pisane przez barbarzyńskich najeźdźców zbudowane były z kilku aktów: niepodległościowa konspiracja, walka zbrojna w strukturach wojskowych, zesłanie do łagrów i więzień, powrót do powojennej Polski albo dobrowolna czy przymusowa emigracja. Witold Czarnecki kończy książkę tragiczną listą towarzyszy broni ze swego plutonu, gdzie obok nazwisk figurują wpisy: zginął, zamordowany, więzienie, łagier. W tej sytuacji autor poczuł się "dzieckiem szczęścia".
     Były akowiec zakończył wspomnienia w sierpniu 1945 roku, gdy udało mu się powrócić do Ojczyzny do Białegostoku, z którym związał swe przyszłe życie. Witold Czarnecki jest profesorem architektury i urbanistyki przemysłu na Politechnice Białostockiej oraz v-prezesem Okręgu Białystok Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej. Razem ze swym synem Bartoszem zaprojektowali (pro publico bono) białostocki pomnikŻołnierzom Armii Krajowej” odsłonięty w 1995 roku.
     Przesycone treścią wspomnienia autor rozwinął w wydanych później publikacjach o „Losach Żołnierzy kresowych AK”, „Żyłem ciekawie”, „AK na Białostocczyźnie 1939-45.

Wilno i Wileńszczyzna

     Witold Czarnecki, niczym dwie strony medalu, najpierw zaprezentował w książce blaski przedwojennego Wilna, a w następnej kolejności przekazał suchą relację z pobytów w łagrach, które odcisnęły trwałe piętno na duszy osiemnastolatka.
Wileńska inteligencja czasów międzywojnia bywała w tamtejszych teatrach, filharmonii, kinach, pod Ostrą Bramą. Autor poprowadził nas do miejsc spotkań towarzyskich ludzi sztuki, nauki, lekarzy, inżynierów; do sławnych kawiarń, restauracji, hoteli. Zaprosił, razem z ziemiaństwem Wileńszczyzny, do arcypolskich dworów, takich jak majątek Onżadowo w obwodzie grodzieńskim czy majątek koło Zelwy nieopodal Wołkowyska, gdzie „Piękny, stary drewniany dwór z gankiem, do którego prowadziła aleja wysadzana lipami, gazon przed gankiem. Na osi domu sień, na prawo sala jadalna z portretami przodków”.

Białostocki pomnik „Żołnierzom Armii Krajowej”Fot. fluidi.pl
Białostocki pomnik „Żołnierzom Armii Krajowej” Fot. fluidi.pl
Rota Przysięgi Żołnierza Armii Krajowej Fot. niezlomni.com
Rota Przysięgi Żołnierza AK Fot. niezlomni.com



















Harcerstwo, Armia Krajowa, sowieckie łagry

     „Kresowe losy” Witolda Czarneckiego obejmują jego wileński okres i przygodę z harcerstwem aż do wybuchu II wojny światowej. Autor jako nastolatek uczył się w gimnazjum i pracował zarobkowo, później uczęszczał na tzw. komplety tajnego nauczania. Wokół toczyła się wojna; do Wilna wkroczyły armie: bolszewicka, litewska, niemiecka. Szesnastoletni Witold rozpoczął działalność konspiracyjną, następnie złożył Przysięgę Żołnierza Armii Krajowej (listopad 1943). Służąc w 3. Wileńskiej Brygadzie AK „Szczerbca” Czarnecki przyjął pseudonim Kadet (czerwiec 1944). Po zakończeniu operacji Ostra Brama i wspólnych walkach Armii Krajowej z Armią Czerwoną, w wyniku podstępnego, zdradzieckiego manewru, razem z kilkoma tysiącami polskich żołnierzy znalazł się w niewoli sowieckiej (lato 1944). W ciągu jednego roku młody człowiek „poznał” łagry w Kałudze, Ludinowie, Tichanowej Pustyni. Przeżył pobyt na nieludzkiej ziemi: chroniczny głód, katorżniczą pracę, niebezpieczne choroby, przemoc fizyczną i psychiczną, próby ucieczki, krwawe represje, więzienną hierarchię. Wrócił do pojałtańskiej Polski, ale już nie do Wilna. Sowieci przesunęli granice Polski na zachód, zagrabiając ponad trzecią część terytorium Rzeczypospolitej oraz pozostawiając kilka milionów Polaków poza tzw. Linią Curzona na wschodzie.
"Kolejka po bałandę" Rys. Wiktor Strzałkowski ps. "Fok" Fot. @muzeumpamiecisybiru
"Kolejka po bałandę" Rys. Wiktor Strzałkowski ps. "Fok"
Fot. FB @muzeumpamiecisybiru


Polska w granicach z roku 1939 i obecnych Fot. propertyrestitution.pl
Polska w granicach z roku 1939 i obecnych
Fot. propertyrestitution.pl









 

 

 

 

Судьба человека

     Na zalety wileńskich czasów, zwrócił uwagę autora jego rosyjski współwięzień z łagru Kaługa stwierdzając „Czewoże ty grustisz, wied’ ty żył, a ja wsiu żyźń suszczestwował”, lub pisane cyrylicą  „Чего же ты грустишь ведь ты жил а я всю жизнь существовaл” (w wolnym tłumaczeniu zaś: Czego się smucisz, przecież ty żyłeś, a ja całe życie egzystowałem). I wyjaśniając swoją opinię dodał, że jego „ojciec jest na Syberii, matkę niedawno posadzili, a siostra odsiedziała połowę wyroku”. Taka to była Судьба человека (sowieckiego)


Towarzystwo Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej 1995


Tekst ukazał się na blogu www.CzytampoPolsku.pl 




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...