Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Józef Ignacy Kraszewski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Józef Ignacy Kraszewski. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 29 lutego 2016

Józef Ignacy Kraszewski, „Ulana”



„Ulana” należy do cyklu powieści chłopskich Józefa Ignacego Kraszewskiego. Po raz pierwszy została wydana w 1843 roku. Jej fabuła oparta jest na autentycznym wydarzeniu, o którym autor usłyszał podczas swych podróży po Wołyniu.

Kraszewski pisze we wstępie: „”Ulana” jest jedną z najdawniejszych powieści, pisaną była w roku 1842, tła i treści dostarczyły do niej lata pobytu na Polesiu, dzierżawy w Omelnem i częstych podróży w głąb tego kątka kraju. Wioska opisana leżała na drodze, a historia Ulany jest prawdziwą i ów pasek nawet czerwony, który ją kończy. – Bohaterem był p. B., wśród lasów poleskich. – Za owych czasów Polesie było bardzo poetycznym krajem legend i powieści – a tak od niego do świata było daleko! Odbiło się też ono w naówczas pisanych opowiadaniach nie raz jeden i nie w jednej „Ulanie”. – „Ulanę” tłumaczoną na język francuski umieściła „L’Esperance”.”
Pierwowzorem powieściowego dziedzica był podobno Paulin Rydzewski, syn Mateusza (marszałka szlachty powiatu pińskiego), właściciela majątku Żychnowicze koło Pińska. Paulin uwiódł Handzię, żonę gajowego, która na skutek tego porzuciła męża i dwoje dzieci. W 1829 roku Handzia urodziła córkę Paulina, a dwa lata później młody dziedzic ożenił się w Pińsku z młodziutką Izabelą Hryniewiczówną. W dniu ślubu Handzia popełniła samobójstwo.

I taka jest też mniej więcej dość treść „Ulany”. Rzecz dzieje się na Polesiu Wołyńskim. Młody dziedzic uwodzi piękną Ulanę, mężatkę i matkę małych dzieci. Aby mieć swobodne pole działania, wysyła jej męża z końmi i wozem do Berdyczowa w sprawach majątku. W końcu dziedzic także się żeni, a zrozpaczona chłopka popełnia samobójstwo wieszając się na swym czerwonym pasku typowym dla stroju poleskich wieśniaczek. Fabuła utworu jest dość prosta i banalna, ale za to przepełniona akcentami sprawiedliwości społecznej i wrażliwości autora na krzywdę chłopską.

Wielkim atutem tego utworu są opisy Polesia Wołyńskiego (to właśnie tam , w dzierżawionym przez siebie Omelnie w owym czasie mieszkał Kraszewski, więc znakomicie znał te okolice): „Jeśli jaki kraj cichy, jeśli jaki spokojny, to Polesie nasze.” Czytamy o krajobrazie poleskim, poleskich chatach chłopskich, żydowskich karczmach, gościńcach, lasach i całej prawie dzikiej jeszcze przyrodzie. 

Poleskie Omelno dzierżawione przez Kraszewskiego w pierwszej połowie XIX wieku, sto lat później stało się rozsadnikiem zbrodniczej formacji UPA. Potomkowie tych cichych, spokojnych poleskich chłopów mścili się krwawo na potomkach swych dawnych polskich panów. Polescy Ukraincy uczyli się tam, jak rezać Polaków i podpalać ich domy. W okresie ludobójstwa Polaków na Wołyniu właśnie w Omelnie mieściła się podoficerska szkoła UPA. Aczkolwiek, aby być sprawiedliwym, trzeba wyznać, że już Kraszewski pisał w „Ulanie” o tym, że poleski chłop, jeśli poczuje, że pan robi mu krzywdę, to w ramach zemsty podpala dwór. Tak więc, polskie dwory płonęły na Polesiu wołyńskim na długo przed tym, zanim pojawiła się tam UPA ze swoją ideologią. Taka widać była poleska tradycja. 

Chciałam jeszcze zwrócić uwagę na serię, w której Zakład Narodowy im. Ossolińskich wydał „Ulanę”. Otóż, była to tzw. mała seria klasyki pod nazwą „Nasz Biblioteka”. Wydano w niej wiele tekstów ważnych dla literatury polskiej, w tym także lektur szkolnych. Każde wydanie było naukowo opracowane i opatrzone wstępem oraz przypisami. Wszystkie miały jednolitą szatę graficzną. 

Kraszewski Józef Ignacy, „Ulana”, opracował Stefan Tomaszewski, wydawnictwo - Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1988

Alicja Łukawska

Tekst oryginalny ukazał się na blogu:
archiwummeryorzeszko.blogspot.com/.../jozef-ignacy-kraszewski-ulana....

wtorek, 15 września 2015

Józef Ignacy Kraszewski, Jaryna





„Jaryna” to krótka powieść współczesna Józefa Ignacego Kraszewskiego. Rozgrywa się w połowie XIX wieku na Podolu. Jej główny bohater, Ostap Bondarczuk, pochodzi z ludu. Jest Rusinem. Tak prawidłowo w języku polskim nazywa się lud zamieszkujący Ukrainę. To naprawdę Rusini, a nie Ukraińcy! 

Ostap Bondarczuk jest wykształconym na lekarza prostym chłopem. Kraszewski ukazuje go zgodnie z popularną w XIX wieku konwencją dobrego i sprawiedliwego dziecka ludu. A więc Ostap ma swoje niewielkie gospodarstwo, lecz w wolnych chwilach leczy ludzi, nawet Żydów, i nie bierze za to pieniędzy. Żyje samotnie, kryjąc w głębi serca tajemnicę dawnej wielkiej miłości. Był niegdyś bardzo zakochany z wzajemnością w pewnej kobiecie, ale usunął się na bok i jego ukochana wyszła za jego przyjaciela, hrabiego Alfreda.

Nagle odwiedza go ów hrabia, który musi uciekać ze swego majątku za granicę austriacką, do Lwowa, bo zabił kogoś w pojedynku. Prosi Ostapa, by podczas jego nieobecności zaopiekował się jego majątkiem i rodziną, to jest żoną Michaliną i maleńkim synkiem. Ostap przystaje na to, jednak woli stawić się przed obliczem hrabiny jako człowiek żonaty. Nie chce bowiem kusić losu, kiedy będzie przebywał sam na sam z hrabiną. W tym celu żeni się z młodą rusińską chłopką Jaryną (Ireną), którą wraz z całą rodziną wykupuje od jej pana za dużą sumę pieniędzy. Zaraz po ślubie opuszcza żonę i jedzie do pałacu przyjaciela. 

W tej niewielkiej powieści, takim skromnym obrazku obyczajowym, znajdziemy masę problemów typowych dla ówczesnej kresowej wsi na Podolu. Kraszewski znakomicie opisał sytuację pańszczyźnianych chłopów, ich zależność od pana oraz buntownicze skłonności, które w każdej chwili mogą grozić wybuchem. Chłopi oscylowali wówczas pomiędzy czapkowaniem panu a chęcią krwawej zemsty za swe upokorzenia.

W powieści jest scena, gdy zbuntowani Rusini chcą spalić dwór i zamordować dziedziczkę lub znienawidzonego ekonoma. Pamiętajmy, że w momencie dziania się powieści, od czasu Koliszczyzny, straszliwego powstania chłopów, hajdamaków i Kozaków, które rozlało się na całą Ukrainę, minęło zaledwie kilkadziesiąt lat. W czasie Koliszczyzny okrutni Rusini zamordowali prawie 200 tysięcy Polaków i Żydów. Ich wystąpienia zostały stłumione przez wojska polskie i rosyjskie. Pamięć o tych wydarzeniach tkwi jeszcze w bohaterach Kraszewskiego.

W dramatycznej chwili Ostapowi cudem udaje się uspokoić żądnych krwi poddanych i ocalić dwór hrabiny od spalenia. Broniąc budynku przed chłopskim atakiem tak rozmawia z atakującymi Rusinami:

„Alboż to oni nam bracia?
- Alboż nie?
- A to… Lachy!
- A Lachy i Rusini alboż to nie bracia? – spytał Ostap.
- Język prawie jeden, wiara chrześcijańska, i nie oni winni, że ich Pan Bóg uczynił bogatszymi od was i w lepszym stanie postawił. Pracujcie i wy, uczcie się, a dziś nikomu nie zaparte drogi; możecie i wy, jeśli wam ten stan niemiły, wynijść z niego i dopracować się innego. Alboż to ojcowie tych panów nie wyszli także z pracowitych ludzi? Zresztą, któż to, jeśli nie Chrystus Pan powiedział, że wszyscy ludzie są braćmi?”


Nieco mniej interesująco kształtuje się przedstawiony w „Jarynie” wątek miłosny. Kraszewski nigdy nie był mistrzem w opisywaniu uczuć męsko-damskich. Miłość Jaryny do Ostapa, Ostapa do dziedziczki Michaliny i vice versa – wszystko to jest pokazane w sposób papierowy i schematyczny. Narrator rozwiązuje skomplikowany układ miłosny poprzez zagranie w stylu pozytywistycznym. Hrabina zaczyna rozmawiać z Jaryną, uczyć ją różnych rzeczy i „podnosi” w ten sposób prostą dziewczynę z ludu do poziomu wykształconego Ostapa.

Schematyczne, a nawet wręcz czytankowe, jest także końcowe rozwiązanie całej fabuły. Mimo to, powieść ta, podobnie jak i inne współczesne powieści Kraszewskiego, przynosi wiele autentycznych opisów życia codziennego tamtej epoki. Warto się przyjrzeć, jak przez wieki narastała nienawiść polsko-ukrainska i jak tliła się niszcząca zawiść ukraińskich poddanych wobec polskich panów. Te uczucia były tak mocne, że do dzisiaj pozostaliśmy dla Ukrainców znienawidzonymi „Lachami”, których najlepiej jest zabić, spalić i zniszczyć.

Kraszewski Józef Ignacy, „Jaryna”, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1987


Alicja Łukawska
Tekst oryginalny ukazał się na blogu Archiwum Mery Orzeszko


sobota, 28 lutego 2015

Kunigas - J.I. Kraszewski


Malbork, lata 30-ste XIV wieku. Poznajcie litewską Drużynę A.

Szwentas - lat co najmniej 40, parający się czasami szpiegostwem na rzecz Krzyżaków. W czasie jednej ze swoim misji wywiadowczych na Litwę zmienia front i podejmuje się zlecenia na rzecz księżnej Redy. Ma odnaleźć jej zaginionego syna.

Jerzy - młody rycerz krzyżacki, prawdopodobnie Litwin wysokiego rodu. Pseudonim: Kunigas (zdrabniany również pieszczotliwie do Kunigasika), czyli Książę. Od momentu odkrycia, że jest porwanym jako dziecko Litwinem podupada na zdrowiu i cierpi na melancholię.

Baniuta - pyskata litewska nastolatka, również porwana w czasie jednej z wypraw. Szykowana przez swoją niemiecką opiekunke Gundę na ozdobę nieoficjalnego krzyżackiego zamtuza.

Rymnos - (zdrobniale Romek) - kolejne uprowadzone litewskie dziecko, rodu zapewne pośledniego. W Malborku pełni rolę pachołka i najlepszego przyjaciela Jerzego.

Pewnego dnia ta czwórka połączy siły i dokona brawurowej ucieczki na Litwę. Jednak nie będzie im dane długo cieszyć się powtórnym spotkaniem z bliskimi. Za chwilę bowiem wyruszy kolejna krzyżacka ekspedycja mająca na celu nawracanie pogan ogniem i mieczem. A wtedy Drużyna A będzie miała okazję pokazać na co ich stać w walce z niedawnymi ciemiężycielami.

"Kunigas" jest powieścią parahistoryczną, opartą na jednej z legend zamieszczonych przez Kraszewskiego w antologii "Litwa za Witolda". Trudno powiedzieć, jak wiele jest w niej prawdy, gdyż zakończenie przerasta o głowę wszystkie podnoszące morale i sławiące bohaterstwo historie, jakie kiedykolwiek słyszałam. Przyznam, że ostatni rozdział sprawił, że dosłownie opadła mi szczęka (opadła ona zresztą także będącym jej świadkami Krzyżakom). I dla ostatniej sceny warto przeczytać Kunigasa, nawet, gdyby reszta książki trąciła myszką.

We wstępie wyczytałam, iż Litwini w XIX wieku, w miarę budzenia się ich świadomości narodowej, chętnie korzystali z dorobku Kraszewskiego w dziedzinie etnograficzno-literackiej. Te wszystkie legendy, które on spisywał, to było ostatecznie ich dziedzictwo narodowe.

Nie wiem, na jakim dokładnie etapie znajdował się rozwój litewskiego nacjonalizmu w momencie, gdy książka po raz pierwszy ujrzała światło dzienne. Nie wiem też, jak wówczas wyglądały (i czy w ogóle były) jakieś antagonizmy polsko-litewskie. Nie mogę natomiast pozbyć się myśli, że JIK za pomocą "Kunigasa" i jego zakończenia próbował podrzucić Litwinom kukułcze jajeczko.

Efektowne było to zakończenie? Bardzo. Pokazali Litwini, że mają fantazję i charakter? Nie da się ukryć. A że przy okazji zdobyli pierwszą nagrodę w XIV- wiecznej edycji Nagrody Darwina?

Dlatego coś czuję, że tylko mocno okrojony Kunigas mógł stać się przebojem litewskich czytanek.

Zaintrygowanych zachęcam do przeczytania książki i sprawdzenia o co chodzi.
 
 
Książka w Polsce niemal zapomnana, na Litwie zaś - kultowa. Zachęcam do zajrzenia na Projekt Kraszewski, gdzie wiele pisze o Kunigasie jeden z naszych autorów - Micza.

źródło zdjęcia: smashwords.com


Tekst oryginalny ukazał się na blogu Filety z Izydora

czwartek, 26 lutego 2015

"Sprawa kryminalna" - Józef Ignacy Kraszewski



Ktoś, kto czytał co najmniej kilka książek Kraszewskiego, łatwo zauważy, że w przypadku jego dzieł w ogóle nie należy się sugerować tytułem. Atrakcyjny może skrywać mniej fascynującą treść (i vice versa), często również potrafi wywieść czytelnika na manowce jeśli chodzi o charakter czy wręcz gatunek literacki opowieści. Jak się to ma do "Sprawy kryminalnej"?

Orygowce to majątek jakich wiele na Wołyniu. Podupadłą posiadłość kupuje pewnego dnia "człowiek znikąd" (czyli z Mazowsza) - Daniel Tremmer. Mimo krytyki i zadzierania nosa sąsiadów bierze się za naprawę majątku czyniąc z niego "złote jabłko"- czyli dochodową posiadłość. W wolnych chwilach często odwiedza swoich sąsiadów: Boromińskich - pogrywając w mariasza z papą Boromińskim i dyskutując o książkach z jego córką, dwudziestoparoletnią Leokadią. Młodzi, mając się wyraźnie ku sobie, zachowują się jednak powściągliwie. O małżeństwie, ze względu na to, że Daniel jest ewangelikiem i potomkiem mieszczan, ze względu na uprzedzenia papy Boromińskiego nie ma mowy.

Pewnego dnia Daniel znika. Ślady wskazują na zbójecki napad, jednak nie udaje się odnaleźć ciała. Za śledztwo bierze się dwóch profesjonalistów: asesor Zdenowicz, ostrożny safanduła, który przy pierwszym niepowodzeniu chce wzywać na pomoc wyższe instancje oraz pisarz sądowy Platon Symforionowicz Małejko - prawdziwy pies gończy w ludzkiej (choć niezbyt okazałej) postaci. Kryminalistyka na Wołyniu w latach 20 XIX wieku była jeszcze w powijakach, mimo to Małejko wykonuje wiele czynności znanych i współczesnym policjantom, min. fachowo zabezpiecza ślady. szybko jednak dochodzi do wniosku, że ślady same sobie przeczą, dziwne wydaje mu się również zachowanie niektórych osób z otoczenia zaginionego (w tym panny Leokadii i wiernego służącego).

Nie powinnam już pisać ani słowa więcej, gdyż każda sugestia sprawi, że będziecie znali rozwiązanie zagadki jeszcze przed przeczytaniem. Nie jest to czysty kryminał, akcja szybko skręca w stronę powieści obyczajowej, stąd wydaje mi się, że tytuł jednak jest mylący :). Nacisk w ksiażce położony jest na intrygę, zawikłaną niczym węzeł gordyjski. Do jej dodatkowego skomplikowania przyczynia się pisarz Małejko, który nie odpuści, póki nie rozwiąże zagadki...aż do ostatniego szczegółu.

Powieść o wartkiej akcji i lekko sensacyjnym posmaku czyta się niezwykle szybko. Warto poznać tę jedną z pierwszych prób zaszczepienia kryminałów na polskim gruncie. Zwłaszcza, że Kraszewski zrobił to ... zupełnie po swojemu. Miłośników kryminałów jego pomysły albo skonsternują, albo rozczulą staroświeckim wdziękiem.

Kolejny archiwalny tekst i książka, której akcja niekoniecznie musiałaby rozgrywać się na Kresach. Cóż zrobić, skoro kiedyś było to nieme centrum polskiego uniwersum? 
 
 
Tekst oryginalny ukazał się na blogu Filety z Izydora
 


sobota, 31 stycznia 2015

"Pamiętnik Panicza" - Józef Ignacy Kraszewski


Tytułowy Panicz - hrabia Adaś, to starszy brat znanej już nam Serafiny. Wychowany przez arystokratyczną i snobistyczną matkę miłośnik wszystkiego co angielskie (ze szczególnym uwzględnieniem wyścigów konnych, puchatych ręczników i... angielskiej choroby, czyli spleenu, zwanego przez prosty lud nudą), namiętnie nienawidzi wszystkiego co polskie. Z pogardą wyraża się o wąsatych szlagunach (ubranych w kontusze szlachcicach), nawet, jeśli łączą go z nimi więzy krwi. Polska literatura powoduje u niego mdłości (zresztą - dużo sprawniej posługuje się francuskim), a patriotyzm- konwulsje. Do mrzonek o niepodległości podchodzi z obrzydzeniem, zresztą za swoją stolicę uważa wcale nie galicyjski Kraków i Lwów, a Wiedeń.

Wiele lat spędził za granicą na pobieraniu nauk, a to, że nie udało mu się na żadnej uczelni zdobyć dyplomu, przypisać należy zgubnemu wpływowi niejakiej Lili - brukselskiej kokietki, koniom i kartom- nieodłącznym towarzyszom człowieka dobrego smaku i wysokiej kultury, a także prostemu faktowi, znanemu każdemu studentowi- doba ma tylko 24 godziny, kiedy tu jeszcze się uczyć?

Słodkie byłoby życie nadobnego Adasia, gdyby nie pani matka, która zaniepokojona pustkami w skarbcu, postanawia odwołać swojego jedynaka z zagranicy i wysłać go do Lwowa, w celu skoligacenia z jakąś posażną panną.

Hrabia Adaś instaluje się zatem w najlepszym w mieście Hotelu George (dla człowieka tak bywałego w świecie hotel ten jest jednak nędzną norą), rozpoczyna serię wizyt zapoznawczych, nawiązuje znajomości z innymi dandysami, a nade wszystko - zaczyna prowadzenie pamiętnika.

Z niego dowiadujemy się o kolejnych projektach matrymonialnych. Egzotyczna milionerka Aria, wstrętnie patriotyczna Wanda, żywa, świetnie wykształcona Julia... która z nich stanie się panią Adamową? A może zdystansuje je wszystkie jedyna budząca uczucia w sercu (bądź w innej części ciała) dobrze urodzona choć nieposażna Emilia- wdowa i femme fatale w jednym? A może Kraszewski, mistrz zakręconej fabuły, rozwiąże sprawę jeszcze inaczej?

Myślę, że "Pamiętnik..." jest jedną z tych książek, które wytrzymały upływa czasu, choć 140 lat, jakie minęło od jej powstania, nieco poprzesuwało akcenty. Niegdyś była to złośliwa i inteligentna satyra na klasy próżniacze. Od tego czasu jednak wiele się zmieniło, postawy czysto konsumpcyjne zyskały społeczną akceptację (nawet ekonomiści podkreślają, że aby gospodarka funkcjonowała, ludzie muszą wydawać:)). Hrabia Adaś doczekał się wielu współczesnych odpowiedników - choćby w postaci złotej młodzieży z Beverly Hills 90210 (młodszych czytelników proszę o jeszcze bardziej współczesne przykłady:)). Jego obyczajowe perypetie jako żywo przypominają Bridget Jones (któż nie pamięta jej miotania się między Danielem a Markiem Darcym). Słowem - Kraszewskiemu udało się wstrzelić w pewien trend literatury popularnej, który nie stracił na aktualności. A jednocześnie rzecz ma nieosiągalne obecnie walory językowe i artystyczne:).

"Pamiętnik..." podobał mi się odrobinę mniej niż "Serafina", ale wina w tym wyłącznie doboru głównego bohatera. Obydwie książki prezentują dwa antytypy ludzkich zachowań. W przypadku kobiet potępiona była postawa aktywna, która obecnie znajduje uznanie w oczach świata, i która jest atutem Serafiny. Adaś natomiast to typowy mężczyzna metroseksualny. Przyznajmy szczerze - kogo kręcą tacy faceci, poza akcjonariuszami koncernów sprzedających im żele, toniki i zestawy do sushi? Nic dziwnego, że i mnie jego osobowość nie zwaliła z nóg, choć przyznam, że portret celny i nieźle uchwycony:). A opis świata widziany jego oczyma - bezcenny:).

Jest możliwe, że książka inspirowała gigantów polskiej myśli narodowo-wyzwoleńczej. Oto cytat z Romana Dmowskiego, które aż prosiłoby się wrzucić do posłowia książki:
"Polacy nie znają nawet połowy tych zabiegów, trosk i wysiłków co życie przeciętnego Francuza, Anglika lub Niemca (...) Gdy dla nas potrzeba czynu jeszcze dziś jest smutną koniecznością, dla innych czyn jest warunkiem szczęścia" [1]. Niestety, to celny komentarz do wybiórczego kosmopolityzmu hrabiego Adasia. Podobnie jak Kraszewski, Dmowski krytycznie ocenia także próżniacze wychowania , którego produktem był nasz bohater.

Wydaje się, że nie czytali za to tej książki polscy socjaliści. Klasa próżniacza w niej przedstawiona w niej wydaje sie tak bezpłodna (być może także pod czysto biologicznym względem), że zamiast planowania rewolucji, wystarczyło spokojnie poczekać na jej wymarcie:).

[1] Myśli nowoczesnego Polaka, R. Dmowski, cytat za: "Bierność dawniej i dziś", P. Zyzak, Nowe Państwo 4/2011, s. 55

Obyczajowa historyjka z Lwowem w tle. Zaczynam podejrzewać, że dla Kraszewskiego Lwów był siedliskiem zepsutej arystokracji. Przecież stąd pochodziła też rozwydrzona Serafina....
Tekst oryginalny ukazał się na blogu Filety z Izydora


poniedziałek, 26 stycznia 2015

Józef Ignacy Kraszewski, Wspomnienia Wołynia, Polesia i Litwy

"Pospolitą chorobą (...) jest w Pińszczyźnie kołtun (plica polonica), który trafia się również u Tatarów i w Węgrzech, a nawet w Belgium i nad Renem (...). Szukali w nim starzy medycy jakichś cząstek siarczanych, inni uznali go za prosty skutek niechędóstwa. Inni jeszcze początek kołtunu odnoszą do napadów tatarskich i zatrutych przez nich wód, a nareście przypisują go także użyciu zbytecznemu wódki i dymnym chatom. Na Pokuciu pospolity, kołtun przeniósł się z wojną do Rusi i Polski. Zwierzęta nawet tej chorobie objawiającej się na włosach podlegają, co zdaje się okazywać, że jest przywiązaną do miejsca i wypływa z przyczyn lokalnych. Wszakże jest w bliskim obcowaniu zaraźliwa i dziedziczna, a niezmiernie trudna do wykurowania, wątpliwości nie ulega. Jej szkodliwe skutki włosami się nie ograniczają, humory, które ją sprawują, często kaleczą okropnie i nieznośnych bywają przyczyną boleści."[1]

 

"Nie ma rzeczy na świecie niegodnej uwagi i opisu" [2].
 
Nie tylko wielkie wydarzenia i niezwykłe miejsca - pewnego dnia Kraszewski postanowił chwytać życie na gorąco i spisywać w swoim kajeciku tak ulotne wrażenia, jak i ciekawostki różnej treści. I tak trzymamy w ręku książkę, która powstałą w zasadzie z niczego. Garść anegdotek podróżnych, szczypta opinii o ludziach i miejscach, uchwycone ginące pieśni ludowe i takież zwyczaje, zanotowane inskrypcje nagrobne, rozważania na temat historii sprzed kilku wieków, mity, legendy i obserwacje socjologiczne. Wiele z tych okruchów zostało potem uwiecznionych w innych książkach, już bardziej monotematycznych, niektóre miejsca posłużyły za tło powieści.

Kraszewski błyska niejednokrotnie poczuciem humoru, drąży interesujące go kwestie z naukową pasją (nie tracąc jednak świeżości amatora-erudyty). Czasem zaś - niestety przynudza. Ale, ale..."wszystko w swoim sposobie użytecznym być może, gdy się tylko zastanowić zechcemy" [3]. Dlatego też omiń czytelniku nieinteresujące dla siebie fragmenty i czytaj dalej. Na pewno trafisz na takie, które do Ciebie przemówią.


[1] J.I. Kraszewski, Wspomnienia Wołynia, Polesia i Litwy, Warszawa 1985, LSW, s. 118
[2] tamże s. 21
[3] tamże s. 22



Tekst oryginalny ukazał się na blogu Filety z Izydora


środa, 31 grudnia 2014

Józef Ignacy Kraszewski, Wieczory wołyńskie



"Nie wiem zaprawdę dlaczego, ale wieczór ze wszystkich pór dnia zdaje mi się najprzyjemniejszą. Jest to chwila uspokojenia, wytchnienia, zwrócenia w siebie, i policzywszy chwile każdego życia szczęśliwe, najwięcej by się między niemi znalazło wieczorów. Umysł podbudzony walką i pracą dnia, rzeźwiejszy jest i ochotniejszy niż rano, a nie tak zastygłe serce z jakiem wstajemy z nocy; fantazja rozwija skrzydła, pamięć nawet do głębi poruszona żywiej się krząta, wynosząc z komórek co skrzętnie sobie uzbierała." 

Dzień się skończył, noc jeszcze się nie zaczęła, a więc jest to czas refleksji w samotności, nad kartką papieru, w czasie rozmów z przyjaciółmi. Czterdziestosiedmioletni Kraszewski we wstępie ciepło wspomina przyjaciół, którzy odeszli, a z którymi spędzał wiele godzin na pożytecznych rozmowach.



Wieczory wołyńskie to nie tylko książka wspomnieniowa, esej, przewodnik turystyczny, ale i wykładnia poglądów pisarza oparta na przemyśleniach, porównywaniu zmian w społeczeństwie Wołynia. Założony cel historyczny i dydaktyczny wydaje się oczywisty, a do tego podany w sposób, którego nie powstydziłby się specjalista od PR.

Wołyń wielokrotnie przemierzany, oglądany i szkicowany, kochany i zasmucający jest bohaterem tej wieczornej opowieści. To w Żytomierzu przy ulicy Berdyczowskiej zamieszkał pisarz z rodziną w 1853 roku. Angażował się w życie miasta i okolic poprzez działalność społeczną. Wieczory wołyńskie stają się plonem obserwacji, przemyśleń, konfrontacji. Różnorodne środki składniowe służące nawiązaniu kontaktu z odbiorcą przechodzą od zachwytu, rzeczowej informacji, porównania, gawędy, do smutku potępienia, wydobycia skaz w niegdyś idyllicznym obrazie, by w końcu wskazać nadzieję.

"Na Boga! czegoż tu nie ma! dzieje świetne, przeszłość wspaniała, chleb, poezja, nie zbywa na niczem! Jest tu i step w miniaturze, i góry kto je lubi, i puszcze, i błota, i polesie straszliwe, i piaski z wydmami, i czarnoziem podolski, jednem słowem co kto zapragnie, co sobie kto wybierze. Kraj cały malowniczy i urozmaicony, a ludność nawet zbiegła się tu ze wszystkich świata krańców, aby na niczem nam nie zbywało."

I jeszcze o ludności:

"Cała ludność naszych prowincji składa się naprzód z najliczniejszej klasy ludu, od wieków na tych ziemiach osiadłego, ze szlachty, która mu przewodniczyła dawniej, z urzędników, przybyłych po większej części z różnych stron kraju, z żydów i drobnych złamków pochodzenia rozmaitego, o których niżej powiemy.

Lud, zasiedlający Wołyń, jest Rusią, to jest plemieniem zmieszanem rusko-polskiem. Jak w naturze nie ma nigdzie nagłych przejść, tak w plemionach obok siebie z dawna zamieszkałych zawsze się znajduje pośrednie, jednoczące je. Z jednej strony tak zwana Białoruś, z drugiej Ruś Czerwona i Małorosja są właśnie takiemi ogniwami spajającemi, których barwa właściwa z dwóch pierwiastkowych się składa. Wyrobiły one sobie pewną samoistność, ale na tle dwóch połączonych narodowości. Na Białej Rusi w języku i charakterze ludu, przemaga polski wpływ, w Czerwonej Rusi pierwiastek ruski. Język, obyczaj, charakter narodowy poświadczają o tem, i rzecz nie potrzebuje dowodzenia."

Piękna ziemia. Raj, ale od człowieka zawsze zależy, jak w nim będzie żył.

"Pozostaliśmy daleko od wszystkich, i wleczemy się ledwie powoli śladami odradzającego się życia; jakaś gnuśność ścisnęła nam serce, obojętność zmroziła uczucia, szyderstwo zatruło zapał wszelki, i tak poglądamy na wczoraj i jutro, jakby jedno ni drugie do nas nie należały."

W wielu miejscach pisarz jest bardzo krytyczny wobec swoich współczesnych, wskazując negatywne strony życia, marazmu, lenistwa, wręcz głupoty.

Bolesne to oceny ludzi, którzy odeszli od ideałów wspólnoty stanów. Teraz "majątek stał się dojną krówką, materiałem do spekulacji, źródłem dochodów i nic więcej." Również zbyt łatwo uszczupla się polski stan posiadania, a dawniej "Szlachcic zdobywał się na największe ofiary, aby się przy niej utrzymać, wypuszczenie z rąk gniazda było mu hańbą i sromem;" 

Spoglądając wstecz widzi: "Dawniej inne miano wcale pojęcie o ziemi, jej posiadaniu i obowiązkach, jakie ona wkładała. Prawo nigdzie nie zapisało tego, co było w obyczaju i tradycji, ale nie mniej dziedzictwo w ziemi uważało się nie tylko za źródło dochodu, ale za symbol obywatelstwa krajowego, za przekaz dziadowski. Rodziny, wiekami ugruntowane na spadkowych majętnościach, związywały się węzły nierozerwanemi z mieszkańcami miejscowemi, z włością całą. (...) Wieśniak i pan stanowili niemal rodzinę, gdy często dwór, dziecię wieśniacze, chłopek pańską dziecinę do chrztu świętego trzymał, a ten związek chrześcijański tak był silny, jak połączenie krwi prawie." 

Według Kraszewskiego siła tradycji tkwi w ziemi, wsi jako ostoi broniącej przed wynarodowieniem i wierze chrześcijańskiej. Dużo miejsca poświęca sprawom wiary, mądrej wiary, pozbawionej chciwości. Gdy spojrzy się na tragedię wołyńską XX wieku, o której pisarz nie mógł wiedzieć, nasuwa się uwaga, że pewne sprawy związane z obserwowaną zmianą warty, dojściem do znaczenie ludzi, dla których świętością były tylko pieniądze i zysk, kiełkowały w obserwowanej przez autora epoce. Kraszewski moralista jest zdecydowany w tępieniu zła, które zaczęło opanowywać jego ziemię. Od krytyki jest tylko krok domagania się oświaty dla ludu. "Mówiąc o oświeceniu, za najpilniejsze uważam religijne podniesienie wieśniaka; oświata od nowego chrztu duchownego począć się powinna i musi; - na innej podstawie nic zbudować nie będzie można. Dzieci i młodzież wyzwolić potrzeba od pracy ciężkiej choć w części, choćby na tem ogólne gospodarstwo przycierpieć miało, a przysposobić je do życia, gruntowniejsze wpajając zasady." Wybiórcze te moje cytaty, bo trudno streścić ideę pisarza-społecznika i patrioty. Wiele tematów porusza, łatwo przechodząc od jednej sprawy do drugiej, łączącej się z poprzednią w sposób logiczny.

"Wieczory wołyńskie" stały się zapisem poglądów, troski, obserwacji ludzi, ale i opisaniem turystycznym, przewodnikowym Wołynia ze szczególną uwagą zwróconą na Żytomierz, lecz i obserwacji tego, co dzieje się na innych rozdzielonych polskich ziemiach. "W W. X. Poznańskiem skąd na nas przed kilkunastą laty spłynęła filozofia niemiecka, mająca wrzkomo przetworzyć i odrodzić - germanizm pod pozorem cywilizacji podkopuje ostatki narodowości polskiej, w Galicji niespodzianie wyrosły rutenizm dopomina się późno praw swoich, które nieopatrzne zajątrzenie stworzyło... w naszych prowincjach żywioły małorosyjskie stawią się obok polskich, i zasad swych swobodą pozorną mamią tych, których zdają się posiłkować."

Ten skromny, niedoskonały wpis sygnalizuje obecność książki i paru tematów w niej poruszonych. Zabrakło opowieści o kolejnych miejscach, które w czasie podróży można zaobserwować, jakiegoś smutku zaniedbania, braku należytej pamięci oraz piękna przyrody. To pozostawiam uwadze kolejnych czytelników.




"Nadchodząca ciemność przeraża i zasmuca jakby przypominała nieprzespaną noc, w której tonie pamięć poza nami, a przeczucie, w straszliwej przyszłości. Ale pomimo smutku jakim napawa i niepokoju, którym karmi, chwila ta przynosi z sobą słodką jakąś tęsknotę. Człowiek, najmniej przywykły do dumania, zamyśla się, wzdycha i tysiące drobnostek przywodzi mu na pamięć wszystkie wieczory jego życia, za niemi całe życie prawie."


Józef Ignacy Kraszewski, Wieczory wołyńskie, [wyd. I], Drukarnia Zakładu im. Ossolińskich, Lwów 1859.

Książkę przeczytałam w Cyfrowej Bibliotece Narodowej.


Tekst oryginalny ukazał się na blogu Niecodziennik literacki


poniedziałek, 24 listopada 2014

Józef Ignacy Kraszewski, Wspomnienia Wołynia, Polesia i Litwy


Z Józefem Ignacym Kraszewskim odwiedzamy Kresy


 
"Niestety, zawsze szukamy obrazów daleko za sobą, przed sobą, nigdy koło siebie. Jest urok w tej obcej stronie, a swoje tak się osłucha, opatrzy, spospolituje, że wreście stracim dla niego uczucie podziwienia, jakieśmy mu winni, a nawet poznajomić się z nim bliżej zaniedbywamy jedynie dlatego, że machinalnie, materialnie znamy je aż do znużenia. Dlatego też cudzoziemiec nowo przybyły żywiej wszystko uczuje, więcej u nas zobaczy, lepiej opisze. (...) Chciejmy się tylko zastanowić nad swoim krajem, a znajdziemy w nim tysiąc wdzięków, tysiąc pamiątek, tysiąc godnych zastanowienia przedmiotów." - pisał we wstępie do pierwszego wydania.




 
Wspomnienia Wołynia, Polesia i Litwy z 1839 roku należą do dojrzałego okresu twórczości Józefa Ignacego Kraszewskiego. Są pokłosiem paru podróży rozpoczętych w 1834. Były to wyprawy przygotowane pod względem merytorycznym, a w swoich szkicach podróżnych odwołuje się często do swego poprzednika z XVIII wieku na podobnym szlaku, Rzączyńskiego. Wyprawy dostępnymi środkami lokomocji, bez zbędnego pośpiechu przyniosły plon w postaci zapisów podróżnych i rysunków w miejscach postoju poczynionych ołówkiem lub obrazków akwarelowych. Znać w tych pracach talent niemały, ale i duży zmysł obserwacji.

Nawoływanie do poznawania swego kraju, okolic bliskich nie było przejawem jakiejś zaściankowości, megalomanii narodowej, bo pisał to człowiek, który jeszcze nie raz odwiedzi obce kraje, tak popularne w epoce romantyzmu, i napisze o nich. "Podróżopisarstwo romantyczne odróżnia od wcześniejszych przede wszystkim synkretyzm celów. Sama podróż jest tylko pretekstem do zbierania i spisywania różnego typu obserwacji; wszystko, co spotykał podróżnik po drodze, godne było uwagi, zanotowania. Było to podpatrywanie życia w różnych jego przejawach." - podkreśla Stanisław Burkot we wstępie. 

Józef Ignacy Kraszewski przemierza ziemie, których oblicze było kształtowane przez ludzi różnych wyznań, stanów, korzeni narodowościowych. Nie tylko obserwuje miejsca historyczne z ciekawymi obiektami i ruinami, lecz zatrzymuje się w austeriach, zajazdach, widzi mieszkańców miasteczek i wsi na jarmarkach, w ich codziennym trudzie. Jest również gościem możnych obywateli, zwiedzając biblioteki domowe i prywatne zbiory dokumentów, rzeczy mających wartość historyczną. Bywa wnikliwym i krytycznym obserwatorem ziem kresowych, ceniąc to co dobre, pragnąc większego postępu. Nie omieszka wykorzystać swej wiedzy historycznej, gdy obszernie pisze o rodach magnackich, w tym Ostrogskich, Zasławskich, Radziwiłłach, a będąc o Łucku, porusza sprawę stosunków Witolda i Jagiełły. Jesteśmy z nim w Ossowie należącej kiedyś do Felińskiego, bliskiemu mu Horodcu, Pińsku, Sławucie, Dubnie, spotykamy Żydów, chłopów, szlachtę, a nawet cudzoziemców zamieszkujących małe majątki. Przyjmujemy informacje o ciekawym i nudnym krajobrazie. Postój w osadzie Sernicka to niemalże spotkanie z Mickiewiczowskim zaściankiem dobrzynieckim. Dowód to, iż ledwie co wydana epopeja przedstawiała miejsca i ludzi bliskich swoim czytelnikom. "Osada ta licząca do 240 dymów szlachty zatrudniającej się rolnictwem, najmem do robót gospodarskich itd. (...) Wprawdzie siermięgi Sernickich są białe, jak u chłopów, ale mają niby kształt kapot, kołnierze małe innym krojem, pasy nie czerwone, ale czarne, na nogach łapcie takież, jak noszą wieśniacy, lecz przy nich często rzemyki zastępują sznury. Szlachcianki chyba w wielkie święta gorset i trzewiki kładną, i to nie wszystkie, zresztą ich ubiór niczym od chłopianek się nie różni."

Rytm prozy podróżnej godny, niespieszny, wnikliwy, pełen szacunku dla człowieka, mimo sporadycznej irytacji niedogodnościami. Fabuła kształtowana jest tak, by zaciekawić obrazem naocznym, płynącym z serca i zdobytej wiedzy. Składnia niewspółczesna może zatrzymać przy sobie i obecnego czytelnika, który z zaciekawieniem odkryje dawne znaczenia i dzisiaj istniejących wyrazów. Książka jest reportażem i esejem, pokazuje umiejętności warsztatowe Kraszewskiego jako autora literatury faktu.
 

Tekst oryginalny pojawił się na blogu Niecodziennik literacki
 


piątek, 21 listopada 2014

Józef Ignacy Kraszewski i jego Kresy



Obraz Kresów w twórczości Józefa Kraszewskiego to zagadnienie niezwykle rozległe. Poznawczy punkt wyjścia Pisarza wydaje się być znamienny dla ogółu literatury kresowej, która odznacza się niespotykaną topicznością. Staje się nim przestrzeń, która pojmowana jest in concreto, szczególnie w praktyce życia codziennego. Przestrzeń ta nieciągle zamienia się w szereg miejsc, które w owej przestrzeni niczym na mapie można zagęszczać i rozrzedzać w dowolny sposób. Poznać jakąś przestrzeń to przede wszystkim wyszukać w niej właściwe punkty, odpowiednio je rozpoznać, jednocześnie rozwijając ich sens. Do wykonania tego zadania znakomicie nadaje się podróż, o ile spełnia określone warunki. W ujęciu Kraszewskiego owa podróż po Kresach znacznie różni się od jego późniejszych podróży po Europie, o czym czytelnik może przeczytać w jego dwutomowym dziele pod tytułem Kartki z podróży 1858-1864.


Wszystkie znane mi gruzy zamków litewskich w Nowogródku, w Trokach na jeziorze, w Lidzie aleksandrowski zachowały ledwie szczęty murów, ledwie ślady dawnej swojej postaci. W Lidzie nic prócz okolonego muru, jednego bastionu i rysów zatartych dawnych ozdób na gzymsach. W Trokach zastanawiają tylko wypłowiałe resztki malowideł […]. Wołyńskie zameczki są dotąd najcalsze, bo najdłużej były potrzebne. Ostrogski, Dubiński, Czartoryski, łucki, ołycki, w Koniuchach itd. Świadczą i liczbą swoją, i zachowaniem, jak ten kraj długo opierał się najazdom, i wojny długie przecierpiał […].

Dzisiejszy Łuck ledwie jest resztką i pamiątką dawnego – życie go opuściło. Tyle wojen, oblężeń, najazdów, tylu sławnych ludzi przeszło tędy, a oprócz zamku nic już o tym nie świadczy. Mieszkańcy jego żyją jak owi Grecy, którzy w ruinach świątyń pobudowali sobie budy i szałasze, nie wiedząc nic o popiołach, na których usiedli.*




Pomijając opisy zabytków i świątyń, Kraszewski interesuje się również wersjami rękopisów, o czym można przeczytać we Wspomnieniach Odessy, Jedysanu i Budżaku. W dziele tym informuje o zbiorach odeskiego Towarzystwa Miłośników Historii i Starożytności oraz cytuje rzadkie wydania, niezwykle istotne, lecz w Polsce nieznane dokumenty, czy też opowiadania ustne odnoszące się do historii Zaporoża, dziejów okolic Odessy czy Krymu.

W przypisach autorskich do Wspomnień Wołynia, Polesia i Litwy przeważają łacińskie inskrypcje nagrobne, tworząc w ten sposób pokaźną i piękną antologię. Z kolei Dodatek zawiera napisy w kościele katedralnym łuckim, u Bazylianów oraz napis grobowy w Ostrogu poświęcony słynnemu Janowi Karolowi Chodkiewiczowi, jednemu z najwybitniejszych bohaterów kresowych. Niemniej, wśród tych ostatnich na pierwsze miejsce wysuwa się sam książę Witold, stając się w trylogii Kraszewskiego arcytypem człowieka kresowego wraz ze wszystkimi sprzecznościami swojego charakteru oraz niespokojnymi i pełnymi dramatyzmu meandrami losu.



Tak więc Kresy jawią się Kraszewskiemu jako ogromna, szeroko rozrzucona w przestrzeni „architektura pamięci”. Lecz jest to architektura w ruinie, która w znacznym stopniu utraciła sprawność i właściwe sobie funkcje użytkowe. Trylogia Kraszewskiego próbuje naprawić ten niezwykły „teatr pamięci” i go restytuować. Niech zatem każde miejsce odzyska swoją lokalną pamięć i zacznie funkcjonować w ramach całości. Niech Kresy zaczną nareszcie mówić głosem historii, która rozłożyła się swego czasu warownym obozem, aby czasami przypomnieć dzieje Witolda i wyruszyć z tego miejsca w podróż do odległych krajów. Kraszewskiemu wydaje się naturalne, że nie będzie to jedna historia, lecz wiele różnych historii, czego przykładem są opowiadania Nikity Korża o Zaporożu, które posiadają te same prawa, jak dzieje polskich rodów. Każda historia powinna przemawiać własnym językiem. Ta wielojęzyczność Kresów stawała się faktem empirycznie sprawdzalnym i oczywistym, szczególnie dla osoby podróżującej.
 

Tekst napisany na podstawie:
E. Czaplejewicz, Kresy Kraszewskiego. Teoria [w:] Kraszewski – pisarz współczesny, E. Ihnatowicz (red.), Wyd. Dom Wydawniczy ELIPSA, Warszawa 1996.

__________________________________

*J. I. Kraszewski, Wspomnienia Wołynia, Polesia i Litwy, Wyd. LSW, Warszawa 1985, s. 179.


 
Tekst oryginalny ukazał się na blogu W krainie czytania i historii
Tekst jest ostatnią częścią cyklu "Czwartki z Kraszewskim" powstałego w ramach uczczenia roku 2012 jako Roku Ignacego Kraszewskiego 
 

sobota, 15 listopada 2014

Józef Ignacy Kraszewski, Całe życie biedna




Stare powieści współczesne można czytać nie tylko dla ich walorów literackich, ale także jako dokument dawnych czasów. Właśnie w taki sposób przeczytałam wczoraj niewielki (tylko 127 stron), wczesny utwór Józefa Ignacego Kraszewskiego pt. „Całe życie biedna”, który jest doskonałym obrazkiem z życia szlachty wołyńskiej w I połowie XIX wieku. Mieszkający w Omelnie na Wołyniu pisarz stworzył ją na bazie autentycznych wydarzeń z sąsiedztwa.

Anna, 16-letnia córka zubożałych rodziców (wcześniej byli zamożni, ale przehulali majątek), dostaje się pod opiekę bogatej ciotki Doroty (wdowa po podkomorzym), która zmusza ją do absolutnego posłuszeństwa, nie pozwala nawet grać na fortepianie i czytać książek, jak to miały w zwyczaju ówczesne panny na wydaniu. Dziewczyna musi towarzyszyć ciotce przez cały dzień, czasem tylko może wyjść do ogrodu. Do jej obowiązków należy bieganie z pieskami ciotki po salonie, by się zwierzęta trochę rozruszały. Ciotka obiecuje, że po jej śmierci Anna odziedziczy cały majątek, to jest posiadłość o nazwie Złota Wola i należące do niej ziemie.

Na tak dobrze rokującą pannę na wydaniu czyha tłum konkurentów, jednak ciotka jest ostrożna i wszystkich odrzuca, terroryzując przy okazji wychowankę: „Któż to widział kiedy, z pierwszą wizytą i zaraz do panny w konwersacje! Proszę, żebyś mi waćpanna drugi raz to pamiętała: udawać, że się nie słyszy. To wcale nie uchodzi, żeby młoda panienka gadała z kawalerami. Powiedz, aspanna, niech Jan tu pościera; podaj mi mój różaniec. Idź precz, Amor! Idź precz! Jaki impertynent! A, bo i ten sędzia; po co go było tu przywozić? Na poduszkę, Żolka, na poduszkę! W Imię Ojca i Syna - idź aspanna do ogrodu, a okryj się ciepło; niechaj Aniela przyjdzie z pończochą do przedpokoju! W Imię Ojca i – a nie pójdziesz precz z krzesła! Weź aspanna chustkę od nosa i trzewiki ciepłe! A która tam godzina? Po szóstej, późno! Dajże aspanna pokój, już nie chodź do ogrodu, bo rosa pada.” W końcu jeden z konkurentów, sprytniejszy od innych, postanawia podejść starszą damę sposobem i zaczyna „zalecać się” w sposób bardzo przemyślany, zaczynając od pozyskania zaufania plenipotenta ciotki.

Najważniejsze w tej powieści jest pokazanie trudnej sytuacji życiowej niezamożnych dziewcząt zależnych od bogatych krewnych, a także walki o zapisy pieniężne związane z intercyzą i spadkiem. Fabuła utworu jest dość prosta, a postać głównej bohaterki Anny - mdła i bezkrwista, utrzymana w stylu płaczliwych heroin powieści sentymentalnych. Ale za to wspaniale i z poczuciem humoru zostały sportretowane postaci drugoplanowe: despotyczna wdowa po podkomorzym Dorota z Dylągowskich Sumińska i jej plenipotent Bałabanowicz, a także inni przedstawiciele wołyńskiej szlachty. Mamy tu również całą masę, uchwyconych z fotograficzną dokładnością, szczegółów dotyczących życia codziennego w polskim dworze kresowym.

Powieść rozpoczyna się opisem posiadłości Doroty Sumińskiej w Złotej Woli: "Wśród rozległej równiny, którą gaje brzóz i sosen zamykały w oddaleniu, wznosił się stary wysoki dom drewniany otoczony obszernym sadem i zabudowaniami gospodarskimi. Do niego wiodła droga wysadzana starymi lipami, wśród których bielała kaplica św. Jana Nepomucena u źródła. Dziedziniec był obszerny i przerznięty kilkakroć ścieżkami wydeptanymi do tak zwanego pałacu, do oficyn i stajen.”

We dworze panował porządek staroświecki, patriarchalny, wszystko szło jednym, raz na zawsze wyznaczonym torem. Dzień podobny był do dnia i codziennie o tej samej porze należało wykonywać te same czynności. „Każdy z ludzi był na swoim miejscu, przy swoim zatrudnieniu: mops nawet używał świeżego powietrza z przekonania o potrzebie i z nałogu, nie z żadnej przypadkowej fantazji; była to jego gankowa godzina.”

Nie mogę przestać myśleć o tym, że to właśnie potomków mieszkańców tych wołyńskich dworów sto lat później zarezali kosami i siekierami potomkowie ich spokojnych, nisko czapkujących rusińskich chłopów. Zarezali, ciała wrzucili do studni, a domy spalili. Kraszewskiemu coś takiemu pewnie nie przyszło do głowy, że ten potulny lud może być tak okrutny. O wiele bardziej okrutny niż despotyczna ciotka Sumińska. 

Alicja Łukawska

Kraszewski Józef Ignacy, „Całe życie biedna”, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1956

Tekst oryginalny ukazał się na blogu
archiwum mery orzeszko


piątek, 31 października 2014

Józef Ignacy Kraszewski, Ulana






Józef Ignacy Kraszewski jest autorem cyklu dziewięciu utworów powieściowych o tematyce ludowej, a mianowicie są to: Historia Sawki, Ulana, Budnik, Ostap Bondarczuk, Jaryna, Ładowa pieczara, Chata za wsią, Jermoła, Historia kołka w płocie. Owe powieści pisał autor w latach 1842 – 1860.

Co skłoniło Kraszewskiego do pisania powieści ludowych? Na pewno powodem był pobyt na wsi i wszelkie kontakty z ludnością chłopską. Kraszewski przedstawia w swoich powieściach wieś wołyńską i poleską – z jej akcentem, dialektem, codzienną pracą, poziomem życia materialnego, ale również z troskami, smutkami czy rozterkami. Autor pisał o chłopach pańszczyźnianych, którzy nie umieli ani czytać ani pisać, a nawet bez zgody pana nie mogli zawierać związków małżeńskich. Swoimi powieściami autor włączył się w dyskusję na temat konieczności przeprowadzenia akcji uwłaszczeniowej. Z uwagą możemy śledzić w jego utworach konflikt społeczny jaki powstał między ukraińską wsią, a polskim dworem na Wołyniu i Polesiu.

Ulana opowiada historię niecodziennego romansu. Próżnujący dziedzic Tadeusz ujrzał swą poddankę boso, w białej chustce na głowie i zapłonął do niej uczuciem. Widział w niej „zaniedbany piękny kwiat wśród chwastów”1.

Ulana, żona Oksania Honczara, a przy tym matka, marzy o innym życiu. Zaloty panicza wprowadzają ją w inny świat: „Już nie pierwszy to raz na zawołanie pana biegła z nim w las lub do ogrodu i uplątana w tę miłość pańską, o której tyle w piosenkach słyszała, zapomniała już chatę, męża, wstyd, bo kochała pana.”2.
Podobnie Tadeusz jest szczęśliwie zakochany i zapomina o dawnym życiu, o dawnych zwyczajach, „żył tylko tą osobliwszą sielanką, w ciągłym odurzeniu, nieustannym pijaństwie bez wytrzeźwienia”3. Jednak czy to wszystko ma sens? Czy ta historia skończy się szczęśliwie?

Wtedy pojawia się Okseń- mąż Ulany. Przyjazd męża budzi w niej strach i przerażenie oraz przerywa cudowne chwile z Tadeuszem. Okseń dowiaduje się o zdradzie żony od chłopów w karczmie. Jest wściekły i pragnie ukarać Ulanę. Tadeusz chciałby „otwarcie wbrew wszystkiemu mężowi ją odebrać , albo obszyć się tajemnicą tak, żeby jej nie docieczono, żeby to, co już wiedzą ludzie, wszystkim kłamstwem się wydawało.”4.

Wtedy to, Okseń zostaje znowu wysłany w podróż do Łucka. Mężczyzna początkowo opiera się temu, ale „to już taka dola, skaczy, wraże, jak pan każe”5. Nadchodzi znowu czas spokoju, miłości i namiętności. Jednak dzieje się coś niedobrego, ponieważ „ona rosła w namiętność tylko i gwałtowność jej, jeszcze podscycając nieco słabnącą miłość pana […] ale już rozum częściej i głośniej przemawiał do niego”6.

 
Wzajemne zauroczenie nie ma jednak przyszłości. Nagle dzieją się straszne rzeczy, aczkolwiek Okseń mszcząc się na panu podpala dworskie zabudowania. Następnego dnia Tadeusz zapada w ciężką chorobę, Ulana ciągle jest przy nim, jest wierna i opiekuńcza, natomiast umiera Okseń, co nie wzrusza w ogóle Ulany.

Rozdział XIV powieści przynosi intrygę Augusta- przyjaciela Tadeusza ze studiów, przeciwko Ulanie. Za namową Augusta, Tadeusz wyjeżdża do miasta zostawiając Ulanę samą we dworze jako panią i gospodynię. Jest to okres samotności Ulany.

Przedłuża się nieobecność Tadeusza, przysyła on do dworu list, w którym powiadamia o swoim powrocie z kuzynami i każe usunąć Ulanę z dworu i umieścić ją w pańskim dworku nad jeziorem. Oczekiwanie się przedłuża.

Powraca Tadeusz, Ulana jest bardzo podekscytowana, ogląda przyjazd ukochanego: „w tej chwili odsunęły się firanki powozu i ukazała się głowa mężczyzny […] To był on. A za nim, zwieszona na jego ramieniu, wychyliła się druga głowa, głowa młodej, pięknej kobiety”7. Ulana rozpacza, że tracąc Tadeusza, straciła sens swego życia, wiesza się na czerwonym pasku od swej sukienki na drzewie w ogrodzie.

Tego rodzaju dramatyczna budowa sprawia, że powieść jest nadzwyczaj zajmująca i czyta się ją z niesłabnącym zainteresowaniem.

Chłopka nie jest tutaj niewinnym podlotkiem ani bawiącą się flirtem wychowanką romansów. Zachowała szczerą prostotę uczuć, ale w niszczący związek idzie ze świadomością biologicznej dojrzałości. Zdradzona przez kochanka, odrzucona i potępiona przez wieś jako sprawczyni samobójczej śmierci męża, nie umie znaleźć sensu życia.

Kraszewski jako romantyk, stara się czytelnika przygotować powoli na to, co spotka bohaterów. Pojawiają się więc w powieści co pewien czas przeczucia głównych bohaterów, np. Ulana przeczuwa, „że w takim kochaniu śmierć być musi na końcu, śmierć koniecznie8, a Tadeuszowi wydaje się, że epilogiem jego romansu będzie ogień i krew.

Kraszewski mało był wrażliwy na piękno przyrody, mimo to udało mu się doskonale oddać melancholijny i posępny charakter krajobrazu poleskiego, np. „tak myśląc wlókł się brzegiem jeziora nieprzytomny i poglądał to na niebo wieczorne, poczynające się już bladymi gwiazdkami ubierać, to na wioskę, przez której czarne, niskie, okopcone chaty widział Ulanę”9. Głównym zadaniem opisów przyrody jest tu odwzorowanie malowniczego pejzażu Polesia Wołyńskiego, na którego rozgrywa się akcja powieści. „Na ówczesnej mapie guberni wołyńskiej można odnaleźć nie tylko Łuck czy Ołykę, ale także Jezioro i Silne”10, sprawia to, że miejscowości wyróżnione w powieści są autentyczne, a nie fikcyjne jak uważano.Głównym problemem utworu jako powieści ludowej jest oczywiście sprawa wzajemnych stosunków wsi i dworu. Są to czasy poddaństwa i pańszczyzny, i chłop jest właściwie niewolnikiem dziedzica. Motyw nieszczęśliwej miłości, mezalians jest bardzo typowy dla romantycznej literatury.
 
Jednak tutaj, w powieści Kraszewskiego został on ukazany w inny i nowy sposób. Otóż „miłość szlachcica do chłopki pańszczyźnianej, gdzie obie strony występują przy powstaniu uczucia i namiętności jako równorzędni prawie partnerzy, była aktem prowokacji wobec przyjętych konwencji obyczajowych”11.
Między Tadeuszem a Okseniem toczy się zdecydowana walka. Aby pozbyć się niewygodnego męża Ulany, Tadeusz korzysta ze swojej wszechwładzy nad wsią i wyznacza Oksenia raz po raz na dłuższe wyjazdy. Czuje bowiem wstręt na myśl, że ma dzielić się Ulaną z prostym chłopem. Okseń zaś przewiduje co się święci, niby wykonuje rozkazy pana i uśmiecha się przy tym, ale w cichości knuje zemstę i dokonuje jej. Za to dostaje się na rozkaz Tadeusza do więzienia i tam ginie.
Autor swoją sympatię na pewno kieruje w stronę Ulany, co świadczą o tym wszelkie opisy jej odczuć. Kraszewski pokazał tutaj jak bardzo wielką posiadał umiejętność psychologiczną oraz to, że maksymalnie wczuł się w rolę i sytuację pańszczyźnianej chłopki.

Niewątpliwie Ulanę możemy uznać za powieść realistyczną, stwierdzając np. w części powieści, kiedy Kraszewski ukazuje nam jak zmienia się uczucie Tadeusza, kiedy odczuwa, że jednak między nim, a jego ukochaną jest wyraźna granica społeczna, kiedy to nie może patrzeć na jej wyczerpane pracą ciało i to, jak szczerze Ulana wyraża swoje uczucia ku niemu. Mimo to, że namiętność ukazana została w charakterze romantycznym to autor bez szwanku umocował ją w panujących wtedy warunkach społecznych wsi pańszczyźnianej. Pokazane jest to na przykładzie losów postaci, m. in. Tadeusz opuszcza Ulanę, a ta w konsekwencji tego popełnia samobójstwo. Jak mówi Danek „w warunkach społecznych połowy XIX w. inaczej być nie mogło”12. Giną najbardziej pokrzywdzone osoby, tutaj Okseń i Ulana, a wciąż żyje sprawca całej katastrofy- szlachcic, dziedzic folwarku.

Styl, jakim jest pisana Ulana, to styl jasny, prosty, unikający niezwykłych środków artystycznych. Język zaś posiada pewne cechy kresowe, właściwe samemu Kraszewskiemu, np. użycie biernika po przeczeniu, np. „Dzieci, chata nic ją już nie obchodziły”13 lub takie zwroty: „dwóch braci się zabili”14, „kilka stert płonęły”15. Nie zapomina jednak Kraszewski o potrzebie oddania lokalnego kolorytu poleskiego przy pomocy języka i dlatego zabarwia mowę przedstawicieli ludu licznymi wKraszewskiego znajdziemy również wiele przysłów ludowych i tamtejszych powiedzonek, np. „stado wron na słotę krakało”16, „sowi głos”17 i wiele innychyrazami ukraińskimi, np. skazka, mołodyce, ale również na wzór języka ukraińskiego pozbawia czasowniki w ustach ludu końcówek, np. byli my. W powieści .

Podsumowując, w utworze swym Kraszewski chciał poruszyć tematy, które były również ważne dla innych twórców romantycznych. Na pierwszy plan wysuwa się chociażby uwłaszczenie chłopów i nadanie im praw. Poza tym mamy tu wątek miłości i zdrady, który był często wykorzystywany, zwłaszcza we wczesnej twórczości romantycznej.

Powieść Kraszewskiego jest pierwszą polską powieścią realistyczną. Nawiązuje tu autor do różnych motywów sentymentalnych i romantycznych. Zauważalna jest troska i dbanie o to, aby wszystko było prawdopodobne, tj. wydarzenia i postacie. Stefan Tomaszewski chwali również niewątpliwie „psychologiczne pogłębienie postaci, dostrzeganie innych poza społecznymi motywacjami ich postępowania, mistrzowskie operowanie dialogiem, interesujące eksperymenty narracyjne”18.

Walory Ulany decydują o tym, że staje się ona bardzo ważna dla literatury i powieści polskiej. To, że wartość dzieła Kraszewskiego została bardzo wyróżniona nie tylko w Polsce, świadczą na pewno tłumaczenia utworu.
Przypisy:

1J.I. Kraszewski, Ulana. Powieść poleska, wydanie 5, zmienione, oprac. S. Tomaszewski, Wrocław 1988, s. 48
2Tamże, s. 70
3Tamże, s. 70
4Tamże, s. 85
5Tamże, s. 88; przysłowie ludowe o podobnym znaczeniu jak: Pan każe, sługa musi.
6Tamże, s. 97
7Tamże, s. 119
8Tamże, s. 63
9Tamże, s. 81
10Tamże, wstęp, oprac. S. Tomaszewski
11W. Danek, Józef Ignacy Kraszewski, Wiedza Powszechna, Warszawa 1973
12Tamże, s. 173
13J.I. Kraszewski, op. cit. , s. 106
14Tamże, s. 62
15Tamże, s. 101
16Tamże, s. 99; w ludowej meteorologii często przepowiadano pogodę na podstawie zachowania się ptaków i innych zwierząt. Na Polesiu, a także na innych terenach słowiańskich, rozpowszechnione było przekonanie, że intensywne krakanie stada ptaków krukowatych zwiastuje bliski deszcz.
17Tamże, s. 51; tu: głos złowrogi; w wierzeniach ludowych niejednokrotnie utożsamiano niepokojące, nocne głosy sów, zwłaszcza puchacza i puszczyka, z obłąkanym złowieszczym śmiechem duchów, upiorów lub diabłów.
18Tamże.

(Tekst pochodzi z mojej pracy pt. "Romantyczna powieść ludowa w utworach Józefa Ignacego Kraszewskiego".)


Tekst oryginalny ukazał się na blogu Recenzja pisana emocjami

 


poniedziałek, 29 września 2014

Polesia czar: "Ulana" - J.I. Kraszewski

 


Ulana Honczarowa miała wyjątkowego pecha w życiu. Nie dlatego, że uwikłała się w romans z dziedzicem - wiejska społeczność nie takie rzeczy toleruje, jeśli musi. Także nie z powodu zazdrosnego męża, który zareagował na całą sytuację ze skumulowaną energią kilku zazdrosnych mężów razem wziętych.

Pech Ulany polegał na tym, że się zakochała...

Opowieść o miłości niemożliwej mogłabym spuentować co najwyżej linkiem do pewnej piosenki grupy Die Ärzte (klip
tu, tekst tu), gdyby nie pewna rozmowa (pierwsza rozmowa Ulany i jej loverboya):

"-A zwitki ty?- spytał Tadeusz. - Z seła. - Z Ozera?..."[1]

Akcja większości dotychczas przez mnie przeczytanych książek JIK-a rozgrywa się (przynajmniej częściowo) na kresach. Jedynym wyjątkiem jest tu Stara Baśń, tu żadnym sposobem nie dało się wprowadzić do akcji choćby kilku Poleszuków bądź Wołyniaków. Wszystkie poprzednie książki traktowały jednak o ludziach z warstwy średniej czy wyższej, mimo rusińskich korzeni zazwyczaj od pokoleń spolonizowanych i odcinających się od ludu. Odrębność tych terenów wypływała na powierzchnię rzadko, np. w
"U babuni" jeden z bohaterów stwierdza, że jedzie "do Lachów" - miał na myśli sandomierszczyznę. Mimo jednak tej odrębności - kresy były cześcią Polski, być może najważniejszą dla określenia jej unikalności. Porównując świat JIK-a i dzisiejszy, fakt, że zniknęły nie tylko z mapy, ale ze świadomości Polaków, wygląda na amputację.

Mamy jednak drugą stronę tego obrazu. Polskie (bądź spolonizowane) były tylko warstwy "trzymające władzę", u ludu wprawdzie jeszcze w momencie pisania książki (1842), jeszcze nie zaczęła się kształtować odrębna świadomość narodowa (w tym przypadku ukraińska, Polesie, gdzie rozgrywa się akcja książki, leży w tym momencie na pograniczu Ukrainy i Białorusi).

"Ulanę", właśnie dlatego, że próbuje pokazać pełniejszy obraz społeczeństwa i zwraca uwagę na specyfikę kulturową, zaliczyłabym do nurtu powieści kresowej (obok "Nad Niemnem" i "
Zasypie wszystko, zawieje"). Nie wiem, czy sięgnę po raz kolejny po kolejną powieść ludową Kraszewskiego. Na pewno jednak "Ulana" zaostrzyła mój apetyt na kolejna literacką podróż na kresy. Choćby na Polesie. Spójrzcie jak tam pięknie....
 
 
Tekst oryginalny ukazał się na blogu Filety z Izydora
 

  
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...