Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Iwaszkiewicz Jarosław. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Iwaszkiewicz Jarosław. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 stycznia 2020

Jarosław Iwaszkiewicz o Kresach





14 lutego 1965

Czytam jakieś słowniki, jakąś pracę o Oriencie w XVIII w., o muzyce - i wszędzie natykam się na Kresy i ludzi kresowych. Co my będziemy robili nadal bez tego wpływu na naszą kulturę? Tym bardziej, że Ukraińcy nie bardzo sobie zdają sprawę z roli naszej kultury u nich i ciągle przypominają sobie, że była tam jakaś "szlachta polska" u nich w zamierzchłych czasach. A przecież to jest ta olbrzymia połać naszego życia, Krzemieniec i Słowacki, i Joseph Conrad, i Karol Szymanowski, i księżna Wittgenstein i kontrakty kijowskie, i pani Hańska itd., itd. Przecież to wszystko ma znaczenie nie ukraińskie i nie polskie w ostateczności, ale europejskie. Jak olbrzymią rolę kulturalną odgrywało to kresowe bogactwo - oczywiście oparte na pracy chłopa ukraińskiego - ale czy na wyzysku? Czy ci sami chłopi nie mieli lepszego życia wokół majątków, cukrowni, manufaktur? Dla mnie to jeszcze pytanie. Ale pomijając to społeczne zagadnienie, na które teraz daje się odpowiedź zbyt jednoznaczną, przecież ta kultura to ma swoje znaczenie do dziś dnia. Mówi się wciąż o magnatach, ale przecież ani Szymanowscy, ani Haniccy, ani Berezowscy (Maja) magnatami nie byli. Był to ogólny wysoki poziom kultury polskiej - i z niej się rodziło tyle, tyle rzeczy. Cieszę się, że mogłem jakoś naładzić moje stosunki z Ukraińcami (ostatnie listy!) i przez to podkreślić te związki kultury polskiej z zapleczem ukraińskim. Oczywiście to wszystko dopiero będzie mogło być zbadane w przyszłości - ale wtedy już mnóstwo materiałów i przyczynków po temu zginie. Bardzo się cieszę z tablicy Karola w Elizawetgradzie - ale znamienne, że żadne pismo polskie nic nie podało do wiadomości o tym zdarzeniu.

Chciałbym, aby się udał projekt podróży latem z córkami do Kijowa.


Jarosław Iwaszkiewicz, Dzienniki 1964-1980
wyd. Czytelnik, 2011

niedziela, 6 marca 2016

Radosław Romaniuk, Inne życie. Biografia Jarosława Iwaszkiewicza.(tom 1)

Zawsze bałam się książek – cegieł. Biografia Miłosza autorstwa Franaszka zmieniła moje nastawienie do takich tomiszczy, a już książka Romaniuka o Jarosławie Iwaszkiewiczu zupełnie przekonała i dowiodła, że nie liczy się ilość, ale również jakość. Obydwie książki zasługują na uznanie, bowiem należą one do tego rodzaju lektury, które się pochłania, a przyczyna tego są wspaniały język, naturalny, bez zbędnej bufonady i traktowanie potencjalnego odbiorcę, jako zwykłego i prostego czytelnika. Moim celem nie jest jednak porównanie tychże książek do siebie, ale przede wszystkim zachęcenie Was i tych, którzy nie są przekonani, abyście sięgali po takie nietypowe objętościowo tomiszcza i przede wszystkim abyście zdecydowali się na przeczytanie książki Radosława Romaniuka. 

                To zaledwie pierwszy tom traktujący o życiu Jarosława Iwaszkiewicza obejmujący lata od 1894 do 1939 roku. Czytelnik nie znajdzie tu żadnego wstępu, bowiem Autor rozpoczyna swoja książkę pierwszym zdaniem w kształcie rozpoczynającym się od słów: Jarosław Iwaszkiewicz urodził się, jako ostatnie dziecko…(s.5). Tej chronologii życia trzyma się Autor konsekwentnie. Przeprowadza czytelnika, podając jak najściślejsze szczegóły, przez dzieciństwo, młodość i okres dojrzały Jarosława Iwaszkiewicza. Romaniuk znalazł znakomity sposób, jak zapoznać odbiorcę z prawdziwą osobowością i artystyczną duszą Iwaszkiewicza. Zajmuje się, bowiem nie tylko jego osobą, ale również przedstawia życie tych, których Iwaszkiewicz spotkał na swojej drodze. Chodzi tu nie tylko o najbliższą rodzinę, ale również tą dalszą, kolegów z ławy szkolnej, nauczycieli, znajomych, narzeczoną, apotem żonę Annę, rodziny, do których jeździł udzielając korepetycje, środowiska literackie.  Zwraca uwagę na status i styl życia, tajemnice, choroby, wesela, pogrzeby, warunki mieszkaniowe. Romaniuk każdorazowo dokonuje analizy, zaznacza, w jakim stopniu dana osoba wpłynęła na kształtowanie się wnętrza Iwaszkiewicza, jego zainteresowań, dokonywanych wyborów. Przedstawia drogę twórczą i ambitne plany Iwaszkiewicza. Wskazuje na watki autobiograficzne w jego twórczości i odkrywanie skłonności seksualnych, pisze o życiu prywatnym i zawodowym pisarza. 

          To książka, która w sposób barwny i żywy pokazuje tło obyczajowe, społeczne, historyczne począwszy od końca XIX wieku.  Czytelnik odnajdzie tu opisy spotkań towarzyskich, salonów, sposoby na spędzanie wolnego czasu i wakacji, modne wyjazdy do Zakopanego, ówczesnej panującej mody, literackich środowisk, czytanych gazet, wyjazdy zagraniczne. Innymi słowy Romaniuk maluje portret Jarosława Iwaszkiewicza na tle XIX i początku XX wieku. Autorowi udaje się sprawnie pogodzić ze sobą dwie rzeczy: ukazać artystyczna drogę Iwaszkiewicza oraz odkryć przed czytelnikiem tajemne strony życia prywatnego pisarza z jego wewnętrznymi rozterkami, wątpliwościami i poszukiwaniem odpowiedzi. A wszystko poparte jest bogatym materiałem źródłowym.

          Trudno jest w kilku zdaniach opowiedzieć o książce, którą się zachwyciło, bo Romaniuk pisze błyskotliwie i ma lekkie pióro. Przywołuje przetrwale wspomnienia o Iwaszkiewiczu, fragmenty jego utworów i zapisków o życiu. W pozycji znalazły się liczne fotografie z życia Jarosława Iwaszkiewicza, ich spis, przypisy do poszczególnych rozdziałów oraz indeks osób. Jest to bardzo dobra i bardzo wartościowa lektura, która pomoże zrozumieć Iwaszkiewicza, poznać go i przede wszystkim zachęcić do bliższych spotkań z twórczością tego pisarza. 

            Jedno jest pewne, z wielką niecierpliwością będę oczekiwać kontynuacji biografii w tomie 2. WARTO, jak dla mnie to obowiązkowa lektura.



Radosław Romaniuk, Inne życie. Biografia Jarosława Iwaszkiewicza.(tom 1), wydawnictwo Iskry, październik 2012, okładka twarda z obwolutą, stron 620.



piątek, 29 stycznia 2016

Radosław Romaniuk 'Inne życie. Biografia Jarosława Iwaszkiewicza. Tom 1"

Okładka książki Inne życie. Biografia Jarosława Iwaszkiewicza. Tom 1Książka mnie zachwyciła. Obejmuje dzieciństwo Iwaszkiewicza, aż do wybuchu wojny. Jedyne, czego mi brakowało, to fotografie. 
Język jest barwny, bardzo opisowy, plastyczny i zrozumiały. Czytelnik wciąga się kompletnie. Dodatkowo, autor bardzo dobrze analizuje twórczość Mistrza, więc przeplata opowieść 'wersją' Iwaszkiewicza z jego wspomnień oraz analizuje charakterystyczne dla danego okresu utwory. 
Książka opisuje kilka płaszczyzn. 
Po pierwsze jest to znakomita, wnikliwa, szczera, a zarazem przychylna Iwaszkiewiczowi i nie plotkarska biografia. Opisuje wydarzenia z życia, koleje losu, dramatyczne momenty, zawirowania uczuciowe i utwory powstałe wtedy. Mamy więc również genezę książek i wierszy. Autor ustosunkowuje się do informacji o orientacji seksualnej Iwaszkiewicza, i do jego zawirowań miłosnych. Czyni to z kulturą i taktem. Mamy również wiele anegdot z życia. Opis małżeństwa Iwaszkiewiczów w sumie był opisem kochających się ludzi, chociaż nietypowym.
Po drugie, książka jest znakomitym studium życia Kresowiaków, Polaków z 'głębokiej' Ukrainy, które to tereny Polska straciła już w 1918 roku. Autor z rozmachem i plastycznością opisał życie polskich dworków i rezydencji. Pokazuje kulturotwórczą rolę tych miejsc, ale i zróżnicowanie majątkowe! Zbiera nawet dane statystyczne z kilku miejscowości, podając liczbę mieszkańców polskich, ukraińskich i rosyjskich. Potem opisuje rewolucję, czasy gdy właściciele musieli opuścić dworki, a ich przedmioty często lądowały w ogniu lub w stawie, ale i często z ofiarnością były chronione. 
Iwaszkiewicz opuścił swoją ukochaną Ukrainę, ale z tego co zrozumiałam czytając biografię, to zawsze czuł się Kresowiakiem, przybyszem z Kresów, Polakiem o śpiewnym akcencie. Już jego pierwsze podróże do 'centralnej Polski', ale i pierwsze lata w Warszawie, pokazały mu, że jest wewnętrznym imigrantem, że do Warszawy wniósł rozmach stepów, taką wewnętrzną świadomość polskiej kultury, ale i znajomość innych kultur. 
Książka wywarła na mnie ogromne wrażenie, po raz kolejny zachęciła do czytania książek Iwaszkiewicza.
Polecam gorąco.
Post  pochodzi z bloga Literackie zamieszanie

piątek, 24 lipca 2015

Osobowość "dzienna" i "nocna" Jarosława Iwaszkiewicza


Kim byli przyjaciele Iwaszkiewicza, jaki wpływ wywarła na niego jedna z najwybitniejszych polskich rodzin na Ukrainie, czyli rodzina Szymanowskich, w jakich domach zatrudniał się jako korepetytor, jak wyglądała podróż pisarza do Heidelbergu sześć lat przed Hitlerem, który był wtedy   jak potem wspominał  w powietrzu, szukano go, pragnienie powszechne wzdychało do niego, jakie obyczajowe ekscesy wywoływał i jak mu się wiodło w związku małżeńskim z Lilpopówną? Tego dowiedzieć się można z pierwszego tomu książki Inne życie. Biografia Jarosława Iwaszkiewicza, która ukazała się nakładem wydawnictwa Iskry.
Jej autor, Radosław Romaniuk, wykonał tytaniczną pracę, odtwarzając drobiazgowo pierwszy, mniej znany, okres życia Jarosława Iwaszkiewicza. Związany jest on z ukraińskim Kalnikiem, Elizawetgradem (dziś Kirowogradem), Kijowem, a także z przed- i międzywojenną Warszawą. Udało się mu stworzyć bogatą i fascynującą opowieść o wyjątkowym człowieku i burzliwych czasach, w których przyszło mu żyć.

       Opisując ukraiński okres życia Iwaszkiewicza, jego dzieciństwo na przełomie XIX i XX wieku na Podolu, Romaniuk wskrzesił umarły świat, w którym chłopiec uczył się skomplikowanej hierarchii społecznej i towarzyskiej pogranicza, osobliwej mieszanki demokratyzmu i elitaryzmu. W Kalniku żyli bowiem obok siebie ukraińscy chłopi, służba, żydowscy kupcy, ukraińscy i polscy pracownicy cukrowni, ilinieccy księża, ziemiańskie rodziny z sąsiedztwa o różnym statusie materialnym i społecznym. W takim wielokulturowym otoczeniu dorastał przyszły pisarz, co zaważy na całej jego biografii. 


       Publikacja jest wspaniałą opowieścią także o symbolach kresowej kultury, o wysepkach polskości w szumiącym morzu pszenicznej Ukrainy, na przykład o „Tymoszówce” – wiejskiej posiadłości Szymanowskich, która –  jak podkreśla Romaniuk –  dzięki światowemu powodzeniu muzyki Karola Szymanowskiego stała się legendą światową, wschodnią arkadią, której duch panuje w utworach napisanych przezeń przed 1917 rokiem. Do krainy dzieciństwa, Tymoszówki, wróci Iwaszkiewicz sześć lat później, po zdaniu matury w 1912 roku. Sąsiadami Szymanowskich była wówczas rosyjska rodzina Dawydowów, w której majątku –  o czym warto wspomnieć –  trzykrotnie gościł Aleksander Puszkin. W czasie drugiego pobytu w Tymoszówce Iwaszkiewicz stał się polskim poetą, gdyż jako język swojej twórczości wybrał ostatecznie polski. Niezwykle interesujące są również obszerne fragmenty opowiadające o zakątkach Polski, które odcisnęły duże piętno na Iwaszkiewiczu, choćby o położonych między Brzezinami, Łodzią a Strykowem Byszewach. 

      Usytuowanemu w tej miejscowości dworowi zawdzięczał pisarz liczne motywy swojej późniejszej twórczości, które Romaniuk stara się dokładnie wyłuskać. Wątek złożonych relacji między literaturą a biografią jest zresztą jednym z najważniejszych w jego pokaźnej rozmiarami książce. Potem były jeszcze Stawiszcze, gdzie Iwaszkiewicz pracował jako nauczyciel syna Witolda Hanickiego, administratora dób rodu Branickich, Krasnosiółka, w której uczył młodsze pokolenie podolskiej rodziny Lipkowskich, a także Tokarówka, do której podróż pisarza w przededniu wybuchu wojny stanie się zakończeniem jego kontaktów ze szlachecką Ukrainą. W 1917 roku zaczęto burzyć ośrodki kultury polskiej na Ukrainie. Do Iwaszkiewicza dochodziły, jak napisał później w Książce moich wspomnień, złowieszcze wieści: Tymoszówka Szymanowskich, Ryżawka Iwańskich, Hajworon Rzewuskich padały pod niszczycielską ręką. Fortepian Szymanowskiego spoczął w stawie, portret Balzaka u Rzewuskich spalono, kolekcję obrazów Iwańskiego wywieziono do małego muzeum w Humaniu, a dom cioci Masi zrównano z ziemią. Romaniuk zwraca przy tym uwagę, że Iwaszkiewicz bardziej mitologizował, niż pisał zgodnie z prawdą historyczną (dwór w Tymoszówce został zniszczony później, po 1920 roku, a fortepian zabrali sami Szymanowscy), co nie zmienia faktu, że w wyniku wojennej zawieruchy oraz niszczycielskiej siły bolszewików polskie dwory przekształciły się bezpowrotnie we wraki w burzliwym morzu. Rozdziały poświęcone dworom, w którym pisarz zmuszony był przez okoliczności życiowe zdobywać środki na życie, są jednymi z najciekawszych i najbardziej poruszających, ponieważ ukazują wachlarz odmian polskiego życia na Ukrainie. Choćby z tego powodu warto sięgnąć po tę biografię –  aby poznać obyczaje, kulturę i sposób życia Polaków na ukraińskiej prowincji, na wysepkach polskości, przed wybuchem pierwszej wojny światowej. Ukraina już na zawsze będzie dla autora Sławy i chwały skradzioną ziemią i moim życiem ukradzionym –  elementem, który będzie starał się odzyskać w literaturze i muzyce, którym poświęci swoje życie.

      Romaniuk, przedstawiając drobiazgowo barwne koleje losu pisarza, opowiada także polskie – używając słów samego Iwaszkiewicza z wiersza Do Pawła Valery –  splątane ślady na kartach historii. Pisząc o kijowskich latach szkolnych przyszłego pisarza, autor biografii maluje dramat pokolenia dorastającego w przededniu wojny światowej i rewolucji, przedwcześnie dojrzałego, intensywnie wykorzystującego czas, który zostanie odebrany, pokolenia, nad którym wisi miecz historii. Truizmem byłoby stwierdzenie, że przemiany polityczno-gospodarcze będą wpływać na wybory dokonywane przez przyszłego pisarza, kształtować jego stosunek do polskości, obowiązków patriotycznych, literatury, Ukrainy i Polski. Wspominając po latach podróże do Byszew, napisze Iwaszkiewicz: nie można powiedzieć, abym był podówczas zrusyfikowany, ale brak oporu ze strony rosyjskiego społeczeństwa wciągał mnie po trosze w tamtą kulturę. W 1914 roku, jako że nie był urodzonym żołnierzem ani rosyjskim patriotą, wybrał instynkt życia i tworzenia dyktowany przez kondycję artysty i pozostanie tak obranej drodze wierny do końca. Jak zauważa Romaniuk, w życiorysie Iwaszkiewicza model ten będzie się powtarzał w bardziej skomplikowanych moralnie wariantach.

    Nie brakuje, oczywiście, w publikacji wzmianek o homoerotycznych fascynacjach i przyjaźniach Iwaszkiewicza. Biograf opisuje, jak się rodził erotyzm pisarza, zaznaczając, że nigdy nie był to homoseksualizm walczący  ani o prawa do realizacji miłości, ani też z samym ukierunkowaniem uczucia. Romaniuk nie epatuje jednak czytelnika tym wątkiem życiorysu pisarza, starannie wyważa proporcje i unika związanych z tym niepotrzebnych dywagacji, charakterystycznych dla epoki politycznej poprawności.

     Autor nie formułuje także jednoznacznych sądów na temat życia i twórczości Iwaszkiewicza, którego osobowość była pełna sprzeczności, wręcz przeciwnie - oceny i interpretacje pozostawia czytelnikom. Wizerunek autora Brzeziny wyłaniający się z publikacji, daleki jest od marmurowej posągowości. Staje przed nami człowiek o osobowości z jej stroną „dzienną” i „nocną”: pełen wzniosłych ideałów i celów, kochający życie nieoglądające się za siebie i czerpiący z niego garściami, przywiązany do rodziny, tęskniący za nią, gdy przebywał w oddaleniu, ale jednocześnie buntujący się przeciwko mieszczańskim wartościom, skłonny do popadania w depresję i męczący się życiem codziennym. Wszechstronnie utalentowany (dziś zapomina się, iż był również doskonałym muzykiem, a także dobrze zapowiadającym się aktorem), władający kilkoma językami, znakomity poeta i pisarz, ale zarazem zbyt mało pewny swojej wartości jako literat, marzący, by zostać, jak to ujmował, przeciętnie dobrym pisarzem. Kochający przebywać w blasku życia towarzyskiego, ale równocześnie mający kompleksy młodego twórcy i nieśmiały, nawet wtedy, kiedy skamandryci tworzyli już tę znaną bandę na półpiętrze –  jak wspominała Ola Watowa. Czuł, że odstawał od towarzystwa zbierającego się w Ziemiańskiej, skarżył się, że traktuje go jak popychadło, co chyba nie było dalekie od prawdy, gdyż –  jak zaznacza Romaniuk –  Lechoń uważał, że jest nieinteligentny, a Słonimski ukuł eufemizm, że Jarosław ma „Londyn w głowie”, więc nie należy jego twórczości traktować poważnie. Po śmierci teścia potrafił jednak ten poeta wykazać zmysł praktyczny i nieźle prowadzić interesy w okresie największego kryzysu gospodarczego XX wieku.

      Tom pierwszy biografii Jarosława Iwaszkiewicza to nie tylko niesamowicie zajmujący i szczegółowy opis życia oraz twórczości jednego z najwybitniejszych i najbardziej kontrowersyjnych zarazem polskich pisarzy dwudziestowiecznych, lecz także imponujący fresk Ukrainy i Polski w latach 1894–1939, europejskiej sceny politycznej tego okresu oraz bogatej polskiej kultury, kształtującej się na tle wiekopomnych i tragicznych w swych skutkach wydarzeń. Lektura książki Radosława Romaniuka pozwala prześledzić także losy innych luminarzy polskiej sztuki, których ścieżki przeplatały się z zawiłymi i dziwnymi drogami pisarza. Wiele obszernych fragmentów publikacji to doskonałe przyczynki do portretów przyjaciół i współpracowników Iwaszkiewicza z czasów jego dzieciństwa, młodości i dorosłego życia. Oczywiście, o niektórych z nich sporo już wiemy, ale większość została zapomniana i domaga się większej uwagi. Lektura tomu pierwszego, mistrzowsko napisanego, wręcz z epickim rozmachem, to wspaniałe doświadczenie poznawcze, naturalnie zaostrzająca jedynie apetyt. Każe czytelnikom z niecierpliwością czekać na tom kolejny, który będzie dotyczyć, jak nietrudno się domyślić, losów autora Panien z wilka w czasie drugiej wojny światowej oraz jego wyborów powojennych. Można żywić nadzieję, że dowiemy się czegoś nowego, gdyż nawet dla córki Iwaszkiewicza, Marii, przedstawione w tomie pierwszym informacje o jej ojcu były sporym zaskoczeniem  - szczególnie te, dotyczące ukraińskiego etapu jego biografii.

Recenzja ukazała się na portalu Granice.pl i blogu Szczur w antykwariacie

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Jarosław Iwaszkiewicz, Książka moich wspomnień



Jarosław Iwaszkiewicz też był Kresowiakiem. Lektura jego pamiętników idealnie wpisuje się więc w blogowy projekt „Kresy zaklęte w książkach”. 

Przyznam się, że z dużym oporem sięgnęłam po kolejną książkę Iwaszkiewicza. Ale skoro już wyciągnęłam z dna bibliotecznego piekła zakurzone „Zarudzie”, by przeczytać zawarty tam tekst „Noc czerwcowa”, przyszło mi do głowy, by przeczytać również nieznane mi do tej pory kresowe wspomnienia autora „Sławy i chwały”. 

Skąd te moje opory wobec Iwaszkiewicza? Cóż, „za moich czasów”, a dokładnie w latach 1980., kiedy studiowałam filologię polską, dobrowolne czytanie Iwaszkiewicza było strasznym obciachem. Nie tylko poloniści, ale wszyscy ludzie czytający podzielali powszechne zdanie, że ten pisarz był pieszczochem komunistycznej władzy i lepiej trzymać się od niego z daleka. Krążyła opinia, że stopień jego zeszmacenia był wprost proporcjonalny do jego talentu literackiego. Bo talent literacki Iwaszkiewicz miał niewątpliwie. Tyle tylko, że wykorzystywał go w niewłaściwy sposób. 

No więc, jak dobrze pamiętam, nikt tego Iwaszkiewicza z własnej woli nie czytał, choć jego książki wydawano go w kolosalnych nakładach i leżakowały kiedyś w księgarniach na dużych stosach. Jedyne, co ludziom w PRL-u się podobało, to filmowe adaptacje opowiadań Iwaszkiewicza w reżyserii Andrzeja Wajdy, takie jak „Brzezina” czy „Panny z Wilka”. W swoim czasie czytałam te opowiadania, jak również przebrnęłam przez kilkutomową „Sławę i chwałę”. 

A teraz mam już za sobą pamiętnik Iwaszkiewicza. Pierwsze wrażenie? Ta książka to mistrzostwo świata w zakłamywaniu rzeczywistości.  No, bo to jest prawdziwa sztuka, aby napisać w sumie dużo o sobie, ale tak żeby nie napisać prawdy historycznej! Nie umieścić swego życiorysu w kontekście historycznym. Nie zająknąć się nawet o rzeczach najważniejszych, o tragedii związanej z utratą polskich Kresów, o tym, że to właśnie bolszewicy byli sprawcami tej zagłady. Nie pisać o tym, co jest głównym tematem książek Zofii Kossak-Szczuckiej („Pożoga”) i Marii Dunin-Kozickiej („Burza od wschodu”). A przecież wspomnienia Iwaszkiewicza dotyczą tego samego okresu historycznego. On jednak umie, ślizgać się po temacie i zamiast o zbrodniach czerwonych Rosjan i podpaleniach polskich dworów pisze o tym, jak pachniały trawa i tatarak na Ukrainie.   

 Iwaszkiewiczowi udało się szczęśliwie ominąć wszystkie niebezpieczne i niemożliwe w PRL-u do poruszania tematy. Potrafił tak przedstawić Kresy, skutki rewolucji październikowej i wojnę polsko-bolszewicką, w której brał udział jako żołnierz, aby w najmniejszym stopniu nie narazić się władzy ludowej. Jak to zrobił? Ano, bardzo prosto! Przybrał metodę „na Prousta”.  Zamiast o datach, faktach i nazwiskach, pisał o kolorach, zapachach, smakach i różnych artystycznych wrażeniach. Jak Proust o magdalence, tak Iwaszkiewicz o wielkanocnych babach na Wołyniu. Jak Proust o spacerach w stronę Guermantes, tak Iwaszkiewicz o wędrówkach w stronę Byszew. I tak dalej przez większą część pamiętnika, aż minął w końcu zdradliwe rafy wspomnień, które mogły się nie spodobać peerelowskiej cenzurze. Dalsza część "Książki moich wspomnień" to głównie wspominki o znajomych (istotne dla osób interesujących się okresem Dwudziestolecia Międzywojennego). 

Skupmy się jednak na związkach Iwaszkiewicza z Kresami. Urodził się w miejscowości Kalnik (dzisiejszy Obwód Winnicki na Ukrainie), w niedużym służbowym mieszkaniu przy cukrowni, w której jego ojciec był urzędnikiem. Mieszkali tam i pracowali sami Polacy. Cukrownie były jednym z najważniejszych działów przemysłu spożywczego, jaki na Ukrainie rozpoczęli i rozwijali polscy ziemianie. Rodzina Iwaszkiewicza miała korzenie szlacheckie, jednak nie posiadała już własnego dworu i ziemi. Jego dziadek przeputał swój cały majątek. Na stare lata został mu tylko powóz i konie, więc jeździł od jednych krewnych do drugich, pomieszkując to tu, to tam jako rezydent. Ojciec Iwaszkiewicza musiał więc iść do obcych na służbę i zarobkować jako buchalter. 

Ten wątek bogatej kresowej szlachty i biedniejszego Polaka – sługi przewija się we wspomnieniach pisarza. Młody Iwaszkiewicz miał okazję poznać kwiat polskiego ziemiaństwa na Wołyniu, ale właśnie z pozycji sługi. W czasie wakacji dorabiał sobie bowiem jako guwerner w majątkach bogatej arystokracji, i to zarówno polskiej, jak i rosyjskiej. Traktowano go różnie. W niektórych dworach po przyjacielsku. W innych – niczym lokaja. Czasem bywał proszony do stołu, mógł jeść z państwem w jadalni, ale nie podawano mu ręki. Nie sposób tu nie pomyśleć o ubogich angielskich guwernantkach opisywanych przez siostry Bronte. Młody Iwaszkiewicz był na Ukrainie taką właśnie Jane Eyre, kimś pośrednim między gościem a sługą. I tak jak Jane Eyre bywał wpuszczany do salonów, gdzie obserwował gości. Tak jak Jane Eyre bywał wpuszczany do ziemiańskich bibliotek, gdzie mógł buszować w zbiorach nagromadzonej tam literatury. 

Jak wspomniałam, mało jest tego u Iwaszkiewicza tego, co najbardziej lubię w literaturze wspomnieniowej, czyli konkretu historycznego. Ale  nawet wśród nużącej i usypiającej powodzi artystowskich impresji młodego literata czasem jakiś ciekawy konkretny detal można wyłowić. W „Książce moich wspomnień” znajdziemy trochę opisów krewnych i znajomych, i to zarówno z okresu dzieciństwa i wczesnej młodości Iwaszkiewicza, jak i czasów późniejszych, czyli nauki w szkołach średnich i studiach w Kijowie. Zdarzają się zanotowane zabawne epizody anegdotyczne, historie kresowych dziwaków i ekscentryków,  jak np.. zdewociałej pani Madeyskiej, której życie polegało na wędrówkach z jednego odpustu na drugi. Pani Madeyska „ascetyzm swój posuwała do tego stopnia, że nie chciała sypiać w łóżku. U mojej ciotki Didkowskiej w Ilińcach sypiała zwykle na kożuchu pod stołem – za co obdarzono ją przezwiskiem „Podstoliny”. U nas sypiała w sieni na ogromnej skrzyni (…) i pewnego rodzaju mój ojciec, myśląc że to pies podwórzowy spędza noc na owym kufrze, zdzielił porządnie laską biedną panią Madeyską.”

Tuż przed rewolucją bolszewicką zrobił Iwaszkiewicz objazd tego starego świata na Kresach. „Jak gdyby na zakończenie moich kontaktów z polską, szlachecką Ukrainą, odwiedziłem wachlarzem leżące miejscowości, z którymi było związane życie moich przodków i krewnych, gdzie jeszcze istniały gniazda mojej dalszej i bliższej rodziny, magnackie dwory otoczone romantyczną legendą z połowy XIX wieku, pejzaż wreszcie, który w naszej literaturze odgrywał taką rolę. Był to ostatni rok istnienia wszystkich tych ośrodków. Zahaczając o majątek Henrykostwa Lipkowskich, Konelę Podhorskich, Piatyhory Czeczelów i Leona Lipkowskiego, Hajworon Rzewuskich, Szapijówkę Stanisława Tyszkiewicza i Tokarówkę Święykowskich, prowadziła mnie ta droga samym sercem południa, granicą między Kijowszczyzną a Podolem, stepem dawnym i pamiętnym.”

A potem prześlizguje się Iwaszkiewicz z niezwykłą lekkością nad mordami bolszewików na Kresach, ucieka stamtąd do Warszawy i stawia krzyżyk na polskości tych terenów takimi oto słowami: „Katastrofa roku 1917-1918 była tylko jak gdyby coup de grace dla klasy, która nie miała zdolności do życia. Kultura polska na Ukrainie była wspaniałym kwiatem bez łodygi i musiała prędzej czy później uwiędnąć.” Czy przez Iwaszkiewicza przemawia zawiść wobec tych dumnych polskich ziemian z Wołynia, którzy nie zawsze chcieli traktować jego, biednego guwernera, jak równego? Oj, chyba tak. 

Autor tych słów sam uciekł z Ukrainy bosy i goły do Warszawy, a potem wżenił się w bogatą rodzinę żydowskiego fabrykanta i - dzięki jej pieniądzom - sam stał się ziemianinem na Stawisku pod Warszawą. Był ostatnim, czerwonym ziemianinem w PRL-u. Służył władzy ludowej jako pokazowy okaz polskiego szlachcica, a jego dom był (i jest nadal) pokazowym dworem polskim. Obecnie Iwaszkiewicz  jest uważany za patrona polskich homoseksualistów. Natomiast polskie środowiska kresowe jakoś nie mają ochoty przyznawać się do niego. 

Więcej o Iwaszkiewiczu można przeczytać tutaj:

PIERWSZY HOMOSEKSUALISTA PRL - Jarosław ...

 Stawisko: Miejsce sławy i hańby Jarosława Iwaszkiewicza ...

To był tęgi cwaniak - KULTURA - Newsweek.pl


Iwaszkiewicz Jarosław, „Książka moich wspomnień”, Wyd. Literackie, Kraków 1963

Alicja Łukawska

Tekst oryginalny: archiwum mery orzeszko


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...