wtorek, 7 lipca 2020

By wszystko się zgadzało... Wywiad z Aleksandrą Ziółkowską-Boehm



Serdecznie zapraszamy do lektury wywiadu z Aleksandrą Ziółkowską-Boehm na stronie Granice.pl! TUTAJ


Aleksandra Ziółkowska-Boehm – doktor nauk humanistycznych UW, stypendystka m.in. Fundacji Kościuszkowskiej i Fundacji Fulbrighta, właścicielka archiwum Melchiora Wańkowicza, który zadedykował jej ostatnią książkę Karafka La Fontaine’a. Ma w dorobku kilka publikacji na temat jego życia i twórczości (w 2019 roku w PIW ukazało się Wokół Wańkowicza). Autorka ponad dwudziestu poczytnych książek, m.in. poświęconych postaciom z najnowszej historii Polski, w tym: Dwór w Kraśnicy i Hubalowy DemonKaja od Radosława, czyli historia Hubalowego krzyża (nagroda londyńskiego Związku Pisarzy na Obczyźnie), Lepszy dzień nie przyszedł już (wątki kresowe), Polakom żyjącym na obczyźnie: Kanada, Kanada..., Senator Haidasz, Amerykanie z wyboru, Korzenie są polskie, autobiograficznych: Nie minęło nic, prócz lat (z Szymonem Kobylińskim) i Ulica Żółwiego Strumienia, a także książek poświęconych: Indianom (Otwarta rana Ameryki), Ingrid Bergman (Ingrid Bergman prywatnie) oraz... kotom (Podróże z moją kotką). Ponad dziesięć jej książek ukazało się w języku angielskim w Stanach Zjednoczonych. W 2001 roku otrzymała Złoty Exlibris Książnicy Pomorskiej, w 2006 roku ‒ amerykańską doroczną nagrodę stanu Delaware w dziedzinie literatury faktu (creative non-fiction), w 2019 roku ‒ nagrodę Instytutu Pamięci Narodowej „Świadek Historii”. Mieszka na stałe w Wilmington, w stanie Delaware. Tegoroczna laureatka konkursu "Wybitny Polak w USA" w kategorii "kultura".


poniedziałek, 11 maja 2020

Dziedziczki Soplicowa - Joanna Puchalska


Poznać przeszłość to zrozumieć siebie

     W 180-tą rocznicę wydania w Paryżu poematu pt. „Pan TadeuszAdama Mickiewicza ukazała się książka o „Dziedziczkach Soplicowa” autorstwa Joanny Puchalskiej – dziedziczki Czombrowa – uznanego pierwowzoru dworu Sopliców. A wszystko zaczęło się od wieczornych opowieści dziadków Karpowiczów (Janusza i Marii) i dworskiego archiwum cudem ocalonego z pożaru w 1943 roku przez ostatnią właścicielkę Czombrowa. Odczytywanie „Starych dokumentów czombrowskich” bez reszty pochłonęło dociekliwą historyk sztuki, która wyraziła przekonanie, iż „Poznać przeszłość to zrozumieć siebie”. W ten sposób literatka rozpoczęła swą wędrówkę po Kresach Wschodnich Rzeczypospolitej, śladami nowogródzkich przodków. Dotarła na teren nieistniejącego już majątku Czombrów w Nowogródczyźnie (obecnie na terytorium Białorusi) i przystąpiła do eksploracji okolicznych przestrzeni. Pomimo znacznego wyludnienia tamtejszych wsi pisarce udało się przeprowadzić wiele znaczących rozmów ze starszymi mieszkańcami, pamiętającymi ostatnich właścicieli Czombrowa. „Dawne historie przestają być bajkami słyszanymi w dzieciństwie i stają się prawdą” skonstatowała autorka publikacji. Z dokumentów, wizji lokalnej i rozmów wynikało niezbicie, że „Czombrów to rzeczywiście prototyp Soplicowa”, w którym toczy się akcja polskiej epopei narodowej zatytułowanej „Pan Tadeusz czyli Ostatni zajazd na Litwie”. Wniosek ten zaowocował cyklem audycji radiowych Joanny Puchalskiej pt. „Droga do Soplicowa” (dwanaście słuchowisk, jak dwanaście ksiąg poematu Adama Mickiewicza). A stąd był już tylko krok do koncepcji opracowania losów dziedziczek Czombrowa. Losy trzech pań na Czombrowie stały się pretekstem do przedstawienia dziejów dworu, gdzie „się człowiek napije, nadyszy Ojczyzny”. Dwór w Czombrowie, wyrokami losu, należał do dwóch kresowych rodzin: najpierw Uzłowskich, a po 1832 roku Karpowiczów. Joanna Puchalska jest potomkinią obu tych rodów – po mieczu Karpowiczów, a po kądzieli Uzłowskich.

Czombrów - dwór Karpowiczów Jan Bułhak Fot. https://pl.wikipedia.org
Czombrów - dwór - Jan Bułhak Fot. pl.wikipedia.org
Kaplica Karpowiczów po renowacji 2019, fot. www.facebook.comandrzej.poczobut.9
Kaplica Karpowiczów po renowacji 2019
Fot. www.facebook.comandrzej.poczobut.9










 

 

Dawne historie przestają być bajkami 

     Historyczna publikacja zaprowadziła czytelników do czombrowskiego dworu, w którym pracował jako ekonom Mateusz Majewski, zaś jego córka Barbara pełniła funkcję panny apteczkowej. Ona to w 1798 roku urodziła chłopca – Adama Mickiewicza, którego do chrztu św. podawała ówczesna pani na Czombrowie – Aniela Uzłowska. Wniosek nasuwał się sam – wydaje się być oczywistym, że poeta tworzący ponad trzydzieści lat później poemat, realia do litewskiego Soplicowa zapożyczył ze znanego sobie z „dzieciństwa sielskiego, anielskiegoCzombrowa. Sukcesorka właścicielek majątku wielokrotnie udowodniła, iż Soplicowo nosi wszelkie znamiona dóbr Anieli Uzłowskiej. Podczas niejednej wizyty w Czombrowie miała okazję wędrować po okolicy i osobiście porównywać krajobraz wokół niego i jego usytuowanie „nad brzegiem ruczaju. Na pagórku niewielkim, we brzozowym gaju”. Korzystając z zachowanego archiwum porównywała gospodarskie zabudowania Czombrowa z mickiewiczowskim Soplicowem. Dwie żydowskie karczmy opodal czombrowskich włości do złudzenia przypominają te prowadzone przez arendarza Jankiela w soplicowskich dobrach.
Wydarzenia, jaki toczyły się podczas sześciu dni w latach 1811 i 1812 w Soplicowie wiernie oddają te, których świadkiem był czombrowski dwór. Liczne kwity rekwizycyjne, do których dotarła autorka dowiodły, że przez okolice Czombrowa przeszły w 1812 roku wojska Wielkiej Armii Napoleona, jak to opisał poeta w Księdze XI – „Rok 1812”. Pasjonatka historii polskich Kresów doszukała się w oryginalnych dokumentach z epoki śladów „Ostatniego zajazdu na Litwie”, jaki w Czombrowie dokonał się roku pańskiego 1821. I tutaj, jak w strofach Mickiewicza, z „pomocą” przyszli „bracia Moskale”.
Kolejna kwestia wspólna dla obydwu majątków to zamiłowanie litewskiej szlachty do procesowania się, będącego specyficzną formą życia towarzyskiego. I na Nowogródczyźnie i na stronach epopei „Każdy procesuje się z każdym”, np. Uzłowscy z Puszkinami, Niezabytowskim, Hreczychą, Siemiradzkim, zubkowską szlachtą. Podobnie jest u Mickiewicza:
Ogiński z Wizgirdem, Dominikanie z Rymszą, Rymsza z Wysogirdem”…
Wnikliwa czytelniczka wersów trzynastozgłoskowca odnalazła wśród osób żyjących w czombrowskich dobrach postacie uwiecznione przez Wieszcza. Jego dziadek Mateusz Majewski posłużył jako prototyp postaci Wojskiego, a matka poety, Barbara, jako pierwowzór córki Wojskiego, także panny apteczkowej.

Powiązania Adama Mickiewicza z dworem w Czombrowie
Powiązania Adama Mickiewicza z dworem w Czombrowie
z recenzji "Kresowi Sarmaci" Joanny Puchalskiej

Wnukowie mickiewiczowskich bohaterów

     Osobnym wątkiem kilkakrotnie przeplatającym się z dziejami dworu w Czombrowie jest niema adaptacja filmowa poematu „Pan Tadeusz”, wyświetlana od 1928 roku (na dziesięciolecie odzyskania niepodległości przez Polskę). Zdjęcia plenerowe do filmu kręcono na terenie dóbr czombrowskich, a obok znanych zawodowych aktorów w filmie wzięli udział „wnukowie mickiewiczowskich bohaterów” z dziedzicem Karolem Karpowiczem na czele. Dzięki tej ekranizacji dwór w Czombrowie grający Soplicowo zyskał tak dużą popularność, że stał się celem licznych wycieczek. Niespodziewanie kilka dni temu udało mi się obejrzeć dwugodzinną wersję zrekonstruowanego filmu, która miała premierę w 2012 roku.

Kraj lat dziecinnych

     Wisienką na torcie „Dziedziczek Soplicowa” są archiwalne fotografie ze zbiorów Joanny Puchalskiej, głównie przedstawiające rodzinę Karpowiczów na tle dworu, folwarku i bliskiej okolicy. Oprócz zdjęć zaprezentowano kopie wybranych dokumentów dworskich, przepisów kuchennych, spisów inwentarza. Wszystkie ryciny opatrzono dokładnymi opisami, a do większości z nich pisarka nawiązała w treści książki, dzięki czemu stały się jej doskonałą ilustracją. Autorem części fotografii był wybitny polski fotografik Jan Bułhak, bratanek Karoliny Karpowiczowej z domu Bułhak. Artysta, często bywający w Czombrowie, świętował tam z żoną swe srebrne wesele w 1926 roku. Na jego nowogródzkie wspomnienia spisane pod nazwą „Kraj lat dziecinnych” niejednokrotnie powoływała się mistrzyni pióra – „Z ganku czombrowskiego oglądało się jak w kalejdoskopie panoramę krajobrazową wielkiej rozległości i rozmaitości”.

Gente Lithuana, natione Polona

     Matka chrzestna Jana Bułhaka, Karolina Karpowiczowa, ufundowała w 1896 roku, na rodzinnym cmentarzu, murowaną kapliczkę. Ubolewając nad tragicznym stanem budowli autorka napisała w książce (2014r.) „Może kiedyś uda się ją odrestaurować”. I udało się! W roku 2019 odbyła się pod Czombrowem uroczystość poświęcenia odnowionej kapliczki, której przywrócono stan sprzed I wojny światowej. Święty przybytek włączono do turystycznego Szlaku Mickiewiczowskiego na Nowogródczyźnie. W ceremonii wzięła udział Joanna Puchalska – potomkini rodu Karpowiczów, uważająca siebie za „gente Lithuana, natione Polona”. Wielka szkoda, że w maju 1943 roku bolszewiccy barbarzyńcy spalili dwór w Czombrowie. Gdyby Opatrzność napisała inny scenariusz dziejów Kresów Wschodnich Rzeczypospolitej, może Joanna Puchalska opowiadałaby swą gawędę o „Dziedziczkach Soplicowa” siedząc przy kominku w salonie dworu w Czombrowie…


Tekst oryginalny ukazał się na blogu: CzytamPoPolsku.pl




piątek, 8 maja 2020

Profanum, które jest sacrum. ,,Złodzieje bzu” Huberta Klimko-Dobrzanieckiego

Pisanie o człowieku zwyczajnym i niewyróżniającym się z tłumu, jest co najmniej tak trudne, jak snucie fantastycznych opowieści. Owa ,,zwyczajność” to najczęściej pretekst do opowiadania o ludzkiej egzystencji wpisanej w odwieczny rytm świata oraz do snucia rozważań natury filozoficznej – mądrości ludowe są przecież niczym innym, jak parafrazą przykazań moralnych i najczystszych, nieskażonych prawd. Toteż książka Huberta Klimko-Dobrzanieckiego bardzo mocno wpisuje się w tradycje literatury chłopskiej, w której pewna naiwność głównego bohatera służy jako narzędzie do opowiedzenia o historii świata, losie człowieka, cierpieniu i odrodzeniu. Wszystko to splecione z przestrzenią Kresów, w której, jak w żadnej innej, życie i śmierć istnieją w ścisłej relacji.
Czytając ,,Złodziei bzu” nie można pozbyć się wrażenie formalnego podobieństwa do tekstów takich jak: ,,Konopielka” Edwarda Redlińskiego, ,,Kamień na kamieniu” Wiesława Myśliwskiego oraz ,,Historii filozofii po góralsku” Józefa Tishnera. Podobieństwo to realizuje się przede wszystkim na poziomie konstrukcji głównego bohatera – prostego człowieka, uczestnika wielkiej historii świata (historii przełomu). U Klimko-Dobrzanieckiego jest to Antek Barycki, którego losy śledzimy wraz z rozwojem akcji. Widzimy go jako chłopca, później podlotka, wreszcie dorosłego mężczyznę, który przez całe swoje życie usilnie stara się odnaleźć w przestrzeni. Bohater ,,Złodziei bzu” nie tyle kształtuje swoją rzeczywistość, co raczej jest w niej osadzony i ją przyjmuje. Ten zabieg, pozorna niesamodzielność postaci, pozwala czytelnikowi na snucie refleksji na temat gotowości jednostki do podjęcia aktywności. Antek Barycki nie jest postacią heroiczną, jego życie nie składa się z wielkich czynów, z walki o lepsze jutro –  pragnie  przede wszystkim przeżyć, utrzymać się na powierzchni, doświadczyć szczęścia. Nie myśli o tym, by kogoś ratować albo udowadniać odwagę. Barycki żyje swoim życiem, cierpi, kocha, rani. Z drugiej strony, taka konstrukcja bohatera pomaga dostrzec wagę i znaczenie działań podejmowanych przez jednostki silne, które pragną nadać swojemu życiu wyższy sens. W kontekście ,,Złodziei bzu” odpowiedź na pytanie, czy większą wartość ma trwanie, czy działanie, jest niezwykle prosta.
Książka Klimko-Dobrzanieckiego podzielona jest na trzy części, z czego pierwsza, zatytułowana ,,Tamten świat”, jest najbardziej symboliczna i metaforyczna. To obraz Kresów widzianych oczyma dziecka, a więc obraz, na który oddziałuje wyobraźnia, wrażliwość, zasłyszane opowieści, zaobserwowane rytuały czy zwyczaje, których niezmienność kształtuje rzeczywistość. Kresy zostały w książce pokazane, jako swoista przestrzeń tożsamości – to tam dziecko dowiaduje się o powstaniu świata i zasadach, jakie nim rządzą. Świat ojca i matki, dziecięcych wyobrażeń i życiowych sporów z sąsiadami, przypomina trochę mitologiczną arkadię, z której musi wreszcie (jak z każdej chyba arkadii) nastąpić wyjście, tragiczny exodus. Przestrzeń Kresów rozpada się na oczach bohatera i, inaczej niż w literaturze tego nurtu, niewiele z niego zostaje w Antku Baryckim.
Apokalipsa kresowego świata sprawia, że bohater zamyka się na wszystko, co tamtą rzeczywistość reprezentowało. Najbardziej jaskrawym przykładem takiego podejścia jest odrzucenie przez niego wiary w Boga. Właściwie przez dwa kolejne rozdziały obserwujemy próby przetrwania  Baryckiego w trudnej powojennej rzeczywistości. Wydaje się, że Antek nie jest szczęśliwy. W moim przekonaniu książkę można interpretować jako opis powrotu bohatera do swoich korzeni. Ten powrót jest odraczany i odkładany, ponieważ jest równoznaczny z przyjęciem prawdy o tym, co się stało.
Postać Antka Baryckiego ze ,,Złodziei bzu”, daje nam, czytelnikom, pretekst do rozważań nad pochodzeniem człowieka i wpływem jego tożsamości na podejmowane decyzje. Osadzenie bohatera w powojennym świecie, który bezlitośnie obdarł go ze wszystkich zasłyszanych w domu historii, pokazuje, że mężczyzna odrzucając swoje pochodzenie, stał się ubogi. Czy zatem nie jest trochę tak, że rytuały, w których funkcjonuje człowiek oraz to, co pozwala mu chociaż odrobinę zrozumieć świat wkoło niego, jest do życia po prostu konieczne? Czy życie bez tożsamości jest jedynie dryfowaniem na powierzchni? Na te i inne pytanie odpowiedź odnajdziecie w ,,Złodziejach bzu”, będących właściwie traktatem o życiu w ogóle.
8/10
Agnieszka Winiarska
_________
Recenzja ukazała się pierwotnie na stronie www.kulturanacodzien.pl

wtorek, 24 marca 2020

Czy z Kresami jeszcze coś nas łączy? Recenzja książki Ireny Domańskiej-Kubiak ,,Zakątek pamięci” z wydawnictwa Iskry


Dawno nie czytałam książki, której lektura sprawia tak dużą przyjemność z powodu podjętej tematyki i przyjętej przez pisarza narracji, która doskonale pasuje do tego, o czym jest opowieść. Bo o Kresach trzeba opowiadać z wyczuciem i wrażliwością.  Nie wystarczy opisać przyrodę, zwyczaje, ich historię. Trzeba przedstawić je jako przestrzeń naznaczoną zarówno pięknem, jak i tragedią. I taka właśnie jest opowieść Ireny Domańskiej – Kubiak. W jej książce znajdziemy historię polskiego społeczeństwa skupionego wokół XIX-wiecznych dworów usytuowanych na południowo-wschodnich rubieżach II Rzeczpospolitej. Odnajdziemy w tej opowieści zarówno piękno szlacheckich obyczajów, jak i zapowiedź tragedii wiszącej nad światem, którego nie udało się ocalić…

Irena Domańska-Kubiak zdecydowała się na kompleksowe podjęcie tematu dworów kresowych. Jest to podejście etnografa – odnajdziemy w jej książce odwołania do historii, kultury, obyczajowości, tradycji, a także literatury i innych sztuk artystycznych oraz rzemiosła użytkowego. Pisarka w sposób kompleksowy kreśli przed swoimi czytelnikami obraz tego wyjątkowego mikroorganizmu, jakim był polski dwór. Trzeba jednak zaznaczyć, że ,,Zakątek pamięci…” jest opowieścią o dworze kresowym, który znacznie różnił się, zarówno w wyglądzie, jak i panujących w nim obyczajach, od szlacheckich siedzib w innych częściach Polski. Wyróżniała go niespotykana gdzie indziej gościnność, otwartość na sąsiedzkie spotkania, zamiłowanie do obcowania z przyrodą. Był też szczególny ze względu na specyficzne ograniczenia i uwarunkowania, jakie próbował mu narzucić zabór rosyjski.

Smordwa – pałac Ledóchowskich. Zdjęcie pochodzi ze strony nawolyniu.pl
Mamy w ,,Zakątku pamięci…” obraz funkcjonowania polskiego XIX-wiecznego dworu, ale mamy także bardzo wyraźnie zaznaczoną jego funkcje kulturotwórczą. Podkreślony został także fakt, że to właśnie dwór był depozytariuszem polskiej myśli niepodległościowej. Mamy wreszcie opowieść o przemianach, jakie następowały w polskim społeczeństwie na przestrzeni wieków, a także próbę opowiedzenia o destrukcji polskiego dworu, rozumianego jako konkretny styl życia i podejście do kwestii państwowości. Destrukcja ta dokonana została w wyniku rewolucji bolszewickiej i jej światopoglądowych następstw.
Irena Domańska-Kubiak zabrała swoich czytelników w podróż po obyczajach i zasadach panujących w polskim kresowym dworze. Dzięki tej opowieści zajrzymy do dworskiej kuchni; zwiedzimy gabinet pana domu, w którym przyjmował interesantów; zajrzymy do dziecięcego pokoiku; czasami zaglądniemy do panieńskiej sypialni; przez dziurkę od klucza zerkniemy nawet do sypialni gospodarzy. Wszystko po to, by poznać różne sfery funkcjonowania dworu, rozrywki jego mieszkańców, obyczaje panien i panów, po jadłospisie ocenić poziom zamożności albo poznać aktualne trendy w hodowli zwierzyny i uprawie roślin. Będziemy mogli, przejść się parkową aleją, odwiedzić zabudowania gospodarskie czy zastanowić się nad sposobami rozwoju handlu i przemysłu, który nierzadko był intratnym elementem dworskiego mikroorganizmu. Zachwyca i napawa uznaniem umiejętność autorki do płynnego przechodzenia między poszczególnymi tematami. Opowieść charakteryzuje jasny podział treści, logiczny układ poruszanych tematów i niezwykła spójność narracji. Dzięki temu możemy poczuć się mieszkańcami dworu, który, jak się wydaje, nie ma przed nami tajemnic. Dodatkowo książka posiada zachwycającą warstwę ilustracyjną – znajdziemy w niej fotografie z różnych okresów historii polskiego dworu; materiał został także mocno zróżnicowany, jeśli chodzi o tematykę. Słowem – książka to także ilustrowany przewodnik po świecie, o którym opowiada.Zakątek pamięci. Życie w XIX-wiecznych dworkach kresowych
Irena Domańska – Kubiak wiele uwagi poświęciła kwestii odpowiedzialności szlachty za rozwój wschodnich terenów Rzeczpospolitej. Fakt, że to ze dworu wychodziły wszelkie zmiany, to na salony dworskie trafiały w pierwszej kolejności niepodległościowe broszury i literatura romantyków i pozytywistów – sprawiał, że dwór jako pierwszy był odpowiedzialny za świadomość nie tylko swoich mieszkańców, ale także zamieszkujących okoliczne wsie. Autorka podkreśla starania warstwy szlacheckiej o uświadomienie chłopów, podaje przykłady włączania się mieszkańców dworu w życie kulturotwórcze kraju. Uświadamia także swoich czytelników, że każde działanie tego typu, mimo że było kroplą w morzu potrzeb, miało sens. Niemniej jednak, w moim przekonaniu obraz dworu zawarty w ,,Zakątku…” jest nieco jednostronny i z lekka wyidealizowany. Z drugiej strony, czy nie ulegamy zanadto narracji przedstawiającej polski dwór jako siedliska kołtunerii i wygodnictwa? Czy nie jest trochę tak, że słuchamy opowieści o dworze z jednego źródła, a nie poszukujemy prawdy o nim?
Myślę, że prawda o funkcjonowaniu polskiego dworu leży – jak to bywa najczęściej – pośrodku obu narracji. Zdarzały się przypadki marnotrawienia szlacheckiego majątku (co mocno potępia literatura doby pozytywizmu), ale zdarzały się także sytuacje, że pan dworu pracował w pocie czoła po to, by utrzymać polski majątek w polskich rękach. Nie można zaprzeczyć faktom i warto czytać książkę Ireny Domańskiej – Kubiak z otwartością na obrazy, które dostaniemy. Fakty są takie, że przez wiele wieków to polski dwór był owym tytułowym zakątkiem pamięci, w którym pielęgnowano tradycje, obyczaje i wiedzę o świecie, który był wcześniej.
Na końcu książki znajdziemy rozdział pod tytułem ,,Dziedzictwo”. opowiada on o kulturalnej, mentalnej i literackiej spuściźnie polskich dworów kresowych – miejsc pamięci i kultu wolności. Można powiedzieć, że ten rozdział pełni funkcję zakończenia otwartego.  Autorka pokazuje jak żywe są ,,podworskie” zwyczaje i przyzwyczajenia w nas, żyjących w XXI wieku. Chyba nie do końca zdajemy sobie sprawę jak mocno ten polski dwór, synonim niepodległości i wolności wewnętrznej, jest w nas.
Piękna i inspirująca książka, którą gorąco polecam.
Agnieszka Winiarska
_____
Artykuł pierwotnie ukazał się na łamach portalu Kultura na co dzień

poniedziałek, 17 lutego 2020

Małgorzata Jackiewicz-Garniec, Mirosław Garniec - Pałace i dwory dawnych Prus Wschodnich

 

Dobra utracone czy ocalone

     „Dobra utracone czy ocalone” – zadaje pytanie autorka tekstów publikacji zatytułowanej „Pałace i Dwory dawnych Prus Wschodnich” – Małgorzata Jackiewicz-Garniec, której mąż Mirosław Garniec zajął się graficzną stroną książki, wykonując fotografie, plany, mapy, rzuty, itp. W pięknie wydanym albumie, absolwenci Wydziału Sztuk Pięknych, zaprezentowali kilkaset obiektów cudem ocalonych z pożogi wojennej i powojennej dyktatury proletariatu. Niestety, o innych reprezentacyjnych budowlach, autorka mogła napisać „Pałac nie uległ zniszczeniu w czasie II wojny. Przez jakiś czas stacjonowały w nim wojska Armii Czerwonej. Cenne wyposażenie pałacu w większości rozszabrowano, dużą część zniszczono”. Większość pałaców i dworów pruskich, za przyczyną działań wojennych i zaniedbań po zakończenie wojny popadła w ruinę i została bezpowrotnie utracona.

Na grzbiecie szlachetnego konia...

     Dzięki lekturze „Wprowadzenia" czytelnicy mieli możliwość zapoznania się z nieznanymi zagadnieniami zabytków architektury znajdujących się na terenie południowej części Prus Wschodnich. Na szczególną uwagę zasługuje tekst autorki, dokładnie wyjaśniający, jakie kwestie i dlaczego, poruszono w dalszych częściach publikacji. W pierwszej kolejności znajdujemy tam rzeczowe wyjaśnienie terminu użytego w tytule – Prusy Wschodnie. Dalej, historyk sztuki, zdefiniowała pojęcia kompozycji przestrzennej założeń pałacowo- i dworkowo-parkowych pozwalające czytelnikom wyodrębnić, z całości założenia, pałac, dwór, park, folwark, czworaki. Na kilku stronach podjęła się bardzo skrótowego przedstawienia dziejów budownictwa rezydencjonalnego z uwzględnieniem cezury lat 1945/6, gdy majątki ziemskie rozparcelowano, a odebrane właścicielom siedziby szlacheckie upaństwowiono. Dwudzielną strukturę tomu: album i katalog, uzasadnioną w słowie odautorskim, wzbogacono mapą regionu z zaznaczonymi obiektami architektury pruskiej.
     W rozdziale pt. „Trochę historii” interesująco wybrzmiały wypowiedzi dawnych właścicielek latyfundiów: o historii Prus ingerującej w dzieje rodziny Dönhoff oraz wspomnienia z podróży do stron ojczystych rodu Eulenburgów. Ze zrozumieniem przeczytałam słowa hrabiny Dönhoff: „Kto kiedykolwiek na grzbiecie szlachetnego konia galopował po jesiennych ścierniskach… ten nigdy nie nazwie innej krainy swą ojczyzną jak tylko Prusy Wschodnie”. Tymczasem doktor Kamila Wróblewska, muzealnik i kustosz, jak nikt inny, przybliżyła nam przypadki walki „zabytkowych ochroniarzy” pruskich posiadłości, z realiami powojennej Polski Ludowej.

Wólka Golubska fot mojemazury.pl
Wólka Golubska fot mojemazury.pl
Trutnowo fot commons.wikimedia.org
Trutnowo fot commons.wikimedia.org




Za służbę Zakonowi Krzyżackiemu

     Historia niektórych z rycerskich majątków zlokalizowanych w Prusach sięga do czasów krzyżackich, gdy dobra powstawały w wyniku nadań za wierną służbę Zakonowi Krzyżackiemu. Pruskie korzenie kolejnych właścicieli rezydencji porozrzucanych na terenie dzisiejszej Warmii i Mazur diametralnie różnią się od pochodzenia szlachty polskiej zamieszkującej np. Kresy Wschodnie Rzeczypospolitej. Z tego powodu lektura autorstwa pp. Garniec wymagała ode mnie zmiany w podejściu do przeszłości rezydencji, która w tym przypadku nie wypływała z dumnej historii Polski tak, jak dzieje naszych dworów ziemiańskich czy pałaców możnowładców. W analogiczny sposób zmuszona byłam do odmiennego spojrzenia na architekturę budowli z wyraźnymi wpływami baroku niderlandzkiego, neogotyku angielskiego, stylu italianizującego czy „kostiumu” francuskiego. Siedziby pruskiego rycerstwa w żadnej mierze nie powinny być porównywane ze staropolskim dworem szlacheckim o idealnych proporcjach wysokości dachu i ścian, o symetrycznej fasadzie skierowanej na godzinę jedenastą, o łamanym dachu polskim, o kolumnowym portyku z tympanonem, w którym prezentowano herby właścicieli.
     Niezwykle czytelna struktura opisów dworów i pałaców w części albumowej zawiera najważniejsze wiadomości na temat architektury założeń pałacowo- i dworkowo-parkowych, historii rezydencji aż do czasów współczesnych (rok 2000), wielkości majątków ziemskich, kolejnych właścicieli i inicjowanych przebudów obiektów, jak również komentarze do zamieszczonych planów założeń, uwagi o architekturze budowli, jej wnętrzach i wyposażeniu oraz o stanie obecnym zilustrowanym barwnymi fotografiami. Nieco uboższe charakterystyki siedzib pruskich wypełniły katalog ponad trzystu zabytkowych obiektów, których indeksy w języku polskim i niemieckim kończą studium o reliktach przeszłości Prus Wschodnich.

Ponura przeszłość i legendy

     Niewątpliwą atrakcją informacji dotyczących wyróżnionych obiektów są dygresje związane z ich tragicznymi dziejami. W niektórych z posiadłości umieszczano hitlerowskie organizacje, jak np. NSDAP w Silginach czy Hitlerjugend w Białej Oleckiej, lub stawały się siedzibami przywódców III Rzeszy, jak Brożówka dla Heinricha Himmlera. W sąsiedztwie dworu w Gierłoży wzniesiono tzw. Wilczy Szaniec – główną kwaterę Hitlera. Dramatycznie potoczyły się losy właścicieli posiadłości w Barzynie i Karnitach, którzy na wieść o zbliżających się czerwonoarmistach popełnili samobójstwa. Natomiast starą hrabinę w pałacu w Ponarach, rozstrzelano po grze w szachy z  radzieckim komendantem.
     Wśród legend krążących wokół pruskich rezydencji znalazłam tę o sercu odciśniętym na schodach pałacu w Nakomiadach, jako skutku nieszczęśliwej miłości. Albo o duchu we dworze w Trutnowie, który kradł poduszki. Ozdobą pałacu w Judytach są posągi lwów, z których ten od strony wjazdu jest w stanie czuwania, a ten po przeciwnej stronie – w stadium snu.

Od hotelów po klasztor

     Autorzy książki przekazali również informacje o aktualnym stanie i zagospodarowaniu pruskich siedzib. Część z nich przeznaczono na hotele, pensjonaty, domy pomocy, instytucje kultury i nauki, placówki edukacyjne, a nawet klasztor (Rychnowo). Ponieważ od daty wydania publikacji minęło niemal dwadzieścia lat, to z pewnością w tym czasie wiele dworów  i pałaców Prus Wschodnich, jako dobra ocalone przywrócono do stanu świetności „odnosząc się z wielkim pietyzmem do substancji zabytkowej”. Cieszy mnie fakt, iż ocalałe pruskie dwory i pałace usytuowane na terenie Warmii i Mazur stały się ozdobą Polski północno-wschodniej.

Łężany (film Kamerdyner) fot Waldemar Ulanowski - Twitter
Łężany (film Kamerdyner) fot Waldemar Ulanowski - Twitter

"Żebym wrósł w ziemię, jak stare drzewa"

Tekst ukazał się na blogu CzytamPoPolsku.pl 




środa, 12 lutego 2020

Kasper Pawlikowski - Z Medyki wspomnienia rodzinne


Można wiecznie żyć historią

     Wspomnienia rodzinne Kaspra Pawlikowskiego sięgają do Medyki, Zakopanego, Lwowa, Rzymu, Londynu – miejsc, gdzie wykuwała się osobowość, charakter i morale kontynuatora tradycji znamienitego rodu. Niezwykle drobiazgowe, plastyczne opisy gniazd rodzinnych i ich mieszkańców powstały z okruchów pamięci polskiego emigranta żyjącego sześćdziesiąt pięć lat poza granicami Kraju. Niesprawiedliwymi wyrokami historii Kasper Pawlikowski wraz z rodziną, niemal całe dorosłe życie spędził z dala od Polski, od rodowego majątku w Medyce, od Domu pod Jedlami w Zakopanem…
Zżymam się ilekroć dobiegają do mnie oburzone głosy „nowoczesnych” Polaków, euroentuzjastów, domagające się zerwania z przeszłością – „nie można wiecznie żyć historią!” – krzyczą, „dość tego rozpamiętywania przeszłości”.
Budząca grozę historia II wojny światowej oraz brunatnej i czerwonej okupacji odcisnęły niezatarte piętno na wszystkich polskich rodzinach, i tych patriotycznych, nieustraszonych, dzielnych, jak i tych kolaboranckich, asekuranckich, tchórzliwych. Te pierwsze rodziny poniosły jednak niewspółmiernie wysokie straty, a wraz z nimi poważnego uszczerbku doznała polska kultura, nauka, sztuka. Jak więc można zapomnieć o krzywdach zadanych żywemu organizmowi Rzeczypospolitej, odradzającej się po ponad wiekowej niewoli? Tego robić nie wolno!

Kto Ty jesteś? – Polak mały

     Wspomnienia potomka rodu Pawlikowskich, „medyckich Medyceuszy”, pozwoliły choć na chwilę przenieść się myślą do okresu sielankowego dzieciństwa chłopca wyrosłego w atmosferze domu pełnego miłości. Domu, który wychowywał i uczył… Tradycyjny polski dom szlachecki wyposażał dzieci w moralny kod i wyrabiał w nich etyczne postawy. Przekazywał potrzebę otwartości na świat i ludzi (stąd m.in. nacisk na naukę języków obcych). Jednocześnie w domu tym „obce wpływy były… selektywnie kontrolowane, a własne kultywowane”. Podstawy patriotyzmu wpajano młodemu pokoleniu na różne sposoby: gawędy starszych, odpowiednie lektury, celebrowanie polskich świąt, aż po przykład własnego zaangażowania w „polskość”. Wśród przodków i krewnych Kaspra Pawlikowskiego mnożyły się bohaterskie życiorysy osób poświęcających się służbie społeczeństwu, a nawet składających swe życie na ołtarzu ojczyzny. Beata Obertyńska (Dziodzia), ciotka autora, więziona była przez NKWD we lwowskich Brygidkach, Kijowie, Odessie, Charkowie, Starobielsku i wywieziona do łagru Loch-Workuta. Wuja Kaspra, Ludwika Wolskiego (Luk), Ukraińcy aresztowali, torturowali, rozstrzelali i wrzucili do dołu śmierci. A kilkanaście lat wcześniej jego ojciec chrzestny, Władysław Bełza, napisał dla małego Luka znany wszystkim Polakom „Katechizm polskiego dziecka”.
Kto Ty jesteś? – Polak mały…

Biblioteka Medycka

     Kasper Pawlikowski – spadkobierca znakomitego rodu – w swobodnym tonie, bez cienia próżności, jednym tchem wymienił nazwiska wybitnych postaci krewnych i powinowatych Pawlikowskich herbu Cholewa. W poczet tych znamienitych Polaków należeli: Mieczysław Pawlikowski, Jan Gwalbert Pawlikowski, Michał Gwalbert Pawlikowski, Jan Gwalbert Henryk Pawlikowski, Maryla Wolska, Beata z d. Wolska Obertyńska, Aniela z d. Wolska (Lela) Pawlikowska, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska (Lilka),… O ich zasługach dla Polski i Polaków Kasper Pawlikowski wspomina jakby mimochodem, nie epatując czytelników doniosłością dokonań przodków czy to w zakresie ochrony przyrody, czy dziedzictwa narodowego, kultury, sztuki, literatury (vide wydawanie tomów Biblioteki Medyckiej, Archiwum Pawlikowskich przekazane do Biblioteki Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie).

Pałac w Medyce - https://fotopolska.eu/
Pałac w Medyce - https://fotopolska.eu/
Dom pod Jedlami w Zakopanem - https://fotopolska.eu/
Dom pod Jedlami w Zakopanem - https://fotopolska.eu/









 

Medyka, Lwów, Zakopane

     Autor książki opuścił Polskę jako nastolatek. To, co zapamiętał, zachował w sercu na dziesięciolecia, by w sędziwym wieku dziewięćdziesięciu lat opowiedzieć rodakom w Polsce i poza jej granicami o losach swojej rodziny. Losy te związane były z trzema flagowymi siedzibami: pałacem w Medyce, willą Zaświecie we Lwowie i Domem pod Jedlami  w Zakopanem. Z ogromnym pietyzmem autor oprowadził nas po wnętrzach baszty, gotowalni, salonów, sypialni i po zimowym ogrodzie Medyki. Po mistrzowsku przekazał atmosferę zmieniających się pór dnia czy pór roku. Pozwolił przyjrzeć się zwyczajom panującym w poszczególnych domach. Zwyczaje te uległy diametralnej zmianie w czasach wojny i okupacji, czemu emigrant z Medyki daje wyraz w swych „Wspomnieniach rodzinnych”. Za sprawą wojennych gości dworu w Goszycach ściany domu wypełniały się do granic wytrzymałości”, a jego właściciele spełniali się w roli dobroczyńców dziesiątków uchodźców ze wschodu i zachodu Polski. Trudno się temu dziwić, skoro właśnie w Goszycach 3 sierpnia 1914 roku Ułańska Siódemka Władysława Beliny-Prażmowskiego otrzymała wsparcie od gospodarzy po przekroczeniu granicy zaboru rosyjskiego.

 

Ukryte sensy dawnych zdarzeń

     Nade wszystko jednak, na retrospekcyjnych kartach publikacji, Kasper Pawlikowski skupił się na bliskich osobach, które zaistniały we wczesnych latach jego życiorysu. Niejednokrotnie przeznaczał całe rozdziały na prezentację swych krewnych, nie ograniczając się do obrazu własnych relacji z danym człowiekiem, lecz ukazując ich w szerszym kontekście przekonań, poglądów, pasji, osiągnięć. Pisarz często przeprowadzał niemal psychologiczną analizę postaci, pragnąc tym samym „zrozumieć ukryte sensy dawnych zdarzeń”. Tworzone przez niego wizerunki członków rodziny zmieniały się w czasie dorastania dziecka, młodzieńca, aż do postrzegania ich przez dorosłego człowieka. W unikalnych zwierzeniach „dziecięcia wieku” przeważa opisanie matki autora – Leli – uzdolnionej malarki, córki poetki Maryli Wolskiej, i wnuczki Wandy Monné – narzeczonej malarza Artura Grottgera. Z wielką atencją syn stworzył portret Anieli Pawlikowskiej, bardziej artystki niż matki, przechodząc od zauroczenia małego dziecka tajemnym światem malarki, aż do pełnego uznania zasług matki dla utrzymania rodziny w początkach emigracji.

Fotografie, listy, obrazy

     Autor posłużył się znakomitym materiałem źródłowym w formie kilkuset listów swych dziadków Jana Gwalberta i Wandy Pawlikowskich. Głęboka analiza korespondencji sprzed wieku pozwoliła autorowi uzyskać wgląd w stosunki rodzinne i przyjrzeć się rodzinnej przeszłości. Bogaty zbiór ilustracji przybliżył czytelnikom obraz epoki Pawlikowskich h. Cholewa, a publikowane reprodukcje dzieł sztuki dowiodły artystycznych talentów członków rodziny. Fotografie pochodzące z archiwum autora nie były wcześniej rozpowszechniane, co stanowi dodatkowy atut pozycji wydawnictwa Znak. Mankamentem książki może wydawać się nierówny styl i język lektury, lecz jeśli uświadomić sobie sześćdziesiąt pięć lat egzystencji twórcy poza granicami Kraju, pozostaje tylko podziw dla jego polszczyzny oraz szacunek należny człowiekowi, dla którego „trwanie przestało istnieć” we wrześniu 1939 roku…

Pamiętnikarska saga rodzinna

     Publikację zakończył niezwykle interesujący tekst Wojciecha Ligęzy – pracownika naukowego Katedry Historii Literatury Polskiej XX wieku, specjalisty w zakresie literatury emigracyjnej. Studium zatytułowane „Pamiętnikarska saga rodzinna” pisał krytyk literacki i eseista, na co dzień zagłębiający się w rozważaniach na temat pisarstwa polskich uchodźców. Recenzja jego autorstwa, poświęcona wspomnieniom Kaspra Pawlikowskiego, zawiera wyjątkowo trafną analizę rzeczonego utworu literackiego, w szerokich kontekstach interpretacyjnych – biograficznym, społecznym, historycznym, lingwistycznym. Wybitny autorytet w dziedzinie literatury podkreślił „służebną pozycję autora memuarów”, który wypełnił „zobowiązanie moralne, powinność wobec bliskich należących do świata minionego”. W całości podpisuję się pod uwagami Wojciecha Ligęzy, patrząc zazdrosnym okiem na literacki kunszt jego wypowiedzi.

     Niech wolno mi będzie spuentować refleksje wywołane lekturą pamiętnikarskiego tomu „Z Medyki…” fragmentem wiersza polskiego pisarza emigracyjnego - Kazimierza Wierzyńskiego.
„Ktokolwiek jesteś bez ojczyzny
Wstąp tu, gdzie czekam po kryjomu:
W ugornej pustce jałowizny
Będziemy razem nie mieć domu”
Tekst ukazał się na blogu CzytamPoPolsku.pl

poniedziałek, 20 stycznia 2020

Jarosław Iwaszkiewicz o Kresach





14 lutego 1965

Czytam jakieś słowniki, jakąś pracę o Oriencie w XVIII w., o muzyce - i wszędzie natykam się na Kresy i ludzi kresowych. Co my będziemy robili nadal bez tego wpływu na naszą kulturę? Tym bardziej, że Ukraińcy nie bardzo sobie zdają sprawę z roli naszej kultury u nich i ciągle przypominają sobie, że była tam jakaś "szlachta polska" u nich w zamierzchłych czasach. A przecież to jest ta olbrzymia połać naszego życia, Krzemieniec i Słowacki, i Joseph Conrad, i Karol Szymanowski, i księżna Wittgenstein i kontrakty kijowskie, i pani Hańska itd., itd. Przecież to wszystko ma znaczenie nie ukraińskie i nie polskie w ostateczności, ale europejskie. Jak olbrzymią rolę kulturalną odgrywało to kresowe bogactwo - oczywiście oparte na pracy chłopa ukraińskiego - ale czy na wyzysku? Czy ci sami chłopi nie mieli lepszego życia wokół majątków, cukrowni, manufaktur? Dla mnie to jeszcze pytanie. Ale pomijając to społeczne zagadnienie, na które teraz daje się odpowiedź zbyt jednoznaczną, przecież ta kultura to ma swoje znaczenie do dziś dnia. Mówi się wciąż o magnatach, ale przecież ani Szymanowscy, ani Haniccy, ani Berezowscy (Maja) magnatami nie byli. Był to ogólny wysoki poziom kultury polskiej - i z niej się rodziło tyle, tyle rzeczy. Cieszę się, że mogłem jakoś naładzić moje stosunki z Ukraińcami (ostatnie listy!) i przez to podkreślić te związki kultury polskiej z zapleczem ukraińskim. Oczywiście to wszystko dopiero będzie mogło być zbadane w przyszłości - ale wtedy już mnóstwo materiałów i przyczynków po temu zginie. Bardzo się cieszę z tablicy Karola w Elizawetgradzie - ale znamienne, że żadne pismo polskie nic nie podało do wiadomości o tym zdarzeniu.

Chciałbym, aby się udał projekt podróży latem z córkami do Kijowa.


Jarosław Iwaszkiewicz, Dzienniki 1964-1980
wyd. Czytelnik, 2011

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...