Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Franciszek Wysłouch. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Franciszek Wysłouch. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 czerwca 2017

Franciszek Wysłouch, Echa Polesia


Echa Polesia

Franciszek Wysłouch 1918

Franciszek Wysłouch

 LTW 2012

Z Polesia na Wyspy

     Franciszek Wysłouch urodzony w Pirkowiczach na Polesiu rozłożył na czynniki pierwsze fenomen owej krainy geograficznej obecnie znajdującej się w granicach Białorusi, Ukrainy, Polski i Rosji. Potomek rodu Wysłouchów herbu Odyniec dorastał w patriotycznej atmosferze kresowego dworu. Życiorys Franciszka Wysłoucha obfituje w wydarzenia charakterystyczne dla miłujących Ojczyznę spadkobierców Jagiełły, Batorego, Sobieskiego. Zesłanie na Syberię, walka w Legionach Polskich, udział w wojnie polsko-bolszewickiej, obrona Rzeczypospolitej podczas Kampanii Wrześniowej, internowanie i sowiecka niewola, ucieczka do formującego się we Francji wojska polskiego, pokonał  szlak bojowy z Armią gen. Andersa (m.in. uczestnik bitwy pod Monte Cassino). Po wojnie, jak większość polskich bojowników niegodzących się z komunistyczną rzeczywistością Polski Ludowej, zdecydował się na emigrację w Wielkiej Brytanii. Przebywając na obczyźnie pozostał jednak wiernym synem polskiej ziemi. Wielkiej miłości swego życia poświęcił trzy książki: „Opowiadania poleskie”, „Na ścieżkach Polesia” i „Echa Polesia”, dzięki czemu nazwano go „piewcą Polesia”. Pisarz ten malował również poleskie pejzaże. Będąc zapalonym myśliwym, jak nikt znał i rozumiał poleską przyrodę z jej rozległymi puszczami, nieprzebytymi mokradłami, bezkresnymi polami. Obcując ze światem miejscowej ludności od podszewki poznał Poleszuków, sól tej ziemi…

Od kaczek do wilków

     „Echa Polesia” niosą się daleko i długo z uwagi na niebanalne „opisy przyrody” autorstwa wygnańca ogarniętego wieczną tęsknotą za krajem lat dziecinnych. Franciszek Wysłouch uchwycił najdelikatniejsze tony i najsubtelniejsze barwy poleskich krajobrazów towarzyszące zjawiskom charakterystycznym tylko dla krainy niekończących się mokradeł i oddalonych od siebie siedzib ludzkich. Skupił się na funkcjonowaniu ludzi, zwierząt i roślin oraz trwaniu przyrody nieożywionej, wybierając do opisu większe systemy, np. puszczę,  jak i drobne epizody, np. Litewskie surmy. Pisarz przekazał wrażenia i przeżycia, jakie zakorzeniły się w jego pamięci i zachowały się w niej na długie lata bolesnej emigracji. W duszę myśliwego zapadły obrazy polowań na kaczki i obław na wilki; miłośnik natury z dużą znajomością rzeczy wspominał też o pszczołach, grzybach, drzewach, mszarach, tokach, rybach.
Wilk w nocy - Alfred Wierusz-Kowalski
Wilk w nocy - Alfred Wierusz-Kowalski
Polesie - Iwan Szyszkin
Polesie - Iwan Szyszkin



Zawsze tak było

     Najwięcej jednak miejsca przeznaczył na charakterystykę funkcjonowania społeczności chłopskiej i jej koegzystencji z przyrodą. Urzekły mnie rozdziały o koszeniu łąk, nocnym wypasaniu koni, wykopkach kartofli, wypalaniu łąk i wyrębów leśnych, drzewach mogilnych, lodowych wycieczkach, zimowych połowach. Spośród wielu ludzkich typów autor w szczególnie korzystnym świetle  przedstawił strażników leśnych i „ochotników” żyjących zgodnie z prawami puszczańskimi. „Zamknięty klan leśnych ludzi” postępował zgodnie z łowieckimi obyczajami ulegając przesądom pokutującym od wieków wśród Poleszuków. Pytani o przyczyny panujących nakazów odpowiadali oni, że „zawsze tak było” demonstrując w ten sposób siłę zwyczaju ludowego lub kwitując spostrzeżeniem, iż „tajemnicy bronią wieki”. 
Niewątpliwym walorem opowieści są fragmenty tekstu poświęcone odwiecznym wrogom człowieka – wilkom. Łowca z krwi i kości nie ograniczył się jedynie do relacji z polowań na te drapieżniki, ale pięknie opowiedział o ich stadnych zwyczajach. Z ogromnym znawstwem praw natury nakreślił obraz głodnych wilków, ich skargę wyrażaną żałosnym skowytem.

Święty ogień boży

     W rozdziale „Ogień – sojusznik człowieka” Franciszek Wysłouch scharakteryzował niepospolity szacunek, jakim Poleszucy darzyli żywy ogień, którego nie należało gasić wodą. Pożaru wznieconego od pioruna nie tłumiono w ogóle, bo był to święty ogień boży. Jak ciepłe uczucia żywił do ognia autor, pokazuje zdanie: „taki mały ogienek przykucnięty”.
Pisarz zręcznie posłużył się nienaganną polszczyzną niejednokrotnie budując frazy mimowolnie zapadające w pamięć, np. „Noc otula ziemię odpoczynkiem”. Sformułował też pełne patosu określenie pożytecznej pracy chłopów podczas żniw: „obrzęd zbioru wobec majestatu gotowego do ofiary dojrzałego zboża. Daru Boga”.
Wyrazistość opisów poleskiej natury i dynamiczne dialogi zbudowały niepowtarzalny nastój opowiadań będących wyrafinowanym wyrazem tęsknoty Franciszka Wysłoucha za rodzinnymi stronami. Z opowieści „Echa Polesia” wyłoniła się raz sielankowa, a raz posępna sceneria świata Poleszuków z ich pobożnością i zabobonami, myślistwem i kłusownictwem. Pisarz obdarzony naturą łowcy wprowadził czytelnika w krainę podmokłych czaharów porośniętych oczeretami, pozwolił usłyszeć brzmienie jesiennej surmy, zbliżyć się do niedostępnej kokorycy czy puścić na wodę krychuchę.
Prypeć 2005
Prypeć 2005
Mapa Polesia w Muzeum PPN
Mapa Polesia w Muzeum PPN

Od Prypeci do Bugu

     Autor, odtwarzając przeszłość, obracał się w kręgu tematów egzotycznych dla współczesnych mu rodaków, tak jak i on przebywających na Wyspach Brytyjskich na emigracji. Uważam, że „Echa Polesia” byłyby lepiej słyszalne, gdyby pisarz do wykreowania kresowej rzeczywistości w dorzeczach Prypeci i Bugu posłużył się formą powieści a nie opowiadań.  Jestem przekonana, że powieść ta z powodzeniem konkurowałaby z tomem Soból i pannaJózefa Weyssenhoffa, tym bardziej, iż tekst Franciszka Wysłoucha obfituje w głębokie przemyślenia wrażliwego humanisty:
„Wtedy dopiero mogłem zobaczyć, jak bogate i pełne naturalnej prężności jest życie, gdy człowiek mu nie przeszkadza”.
Tekst ukazał się na blogu Czytam po polsku

czwartek, 28 maja 2015

Franciszek Wysłouch, Echa Polesia

Barbarzyńskie zmiany na mapie Europy powstałe wskutek drugiej wojny światowej pozbawiły nas niejednego miejsca, które nie pasowało do ówczesnej cywilizacji i nie pasuje do niej do dziś. Jednym z takich regionów była Huculszczyzna, drugim Polesie. Co prawda część tej krainy znajduje się obecnie w granicach państwa polskiego, ale lwia część przypadła Białorusi. Pierwsze moje skojarzenia z przedwojennym Polesiem to bagna, nieprzejezdne drogi, niski poziom wykształcenia i brak świadomości narodowej u większości mieszkańców. Zawsze jednak czułem, że miejsce to ma jakąś swoją drugą naturę. Inną od tej przedstawianej w spisach i oficjalnych sprawozdaniach międzywojennej Polski. Franciszek Wysłouch w "Echach Polesia" przedstawia krainę, w której człowiek żyje z zgodzie z przyrodą, a to przynosi mu satysfakcję i szczęście. Coś w tym musi być. W końcu motyw ten pojawia się w literaturze już od starożytności...

Franciszek Wysłouch należy rzecz jasna do warstwy szlacheckiej. Nie natknąłem się jeszcze na jakąkolwiek informację o wspomnieniach z Polesia wydanych przez "tutejszego" (z oczywistych względów). W relacji uderza bliskość dworu z miejscową ludnością. Autor wielokrotnie wyruszał na polowania z chłopami, prowadził z nimi rozmowy podczas wspólnych wyjazdów i utrzymywał kontakty nazwijmy to "gospodarcze". Polescy tubylcy byli dość specyficzną grupą. Nie rozumieli oni do końca terminu "własność". Nigdy nie uważali lasów czy łąk za dobra, które mogą być przypisane do kogoś. Nie respektując obowiązujących zasad dowolnie korzystali z zasobów leśnych. Oczywiście nie można obarczać ich winą. Pamiętajmy, że naprawdę niewielki procent z nich był objęty choćby podstawowym kształceniem. Warto podkreślić, że rodzina Wysłouchów nigdy nie robiła w związku z tym żadnych problemów i tolerowała korzystanie przez miejscową ludność z ich lasów.

Obraz Polesia, który wyłania się z książki jest niezwykły. Pola i lasy otoczone ogromnymi połaciami bagien, które dają schronienie wielu gatunkom zwierząt. Część z rozlewisk i torfowisk dostępna była tylko zimą, kiedy wszystko skuwał lód. Do części w ogóle nie można było dotrzeć. Należało wszakże uważać na zapadliny, które niejednego śmiertelnika wciągnęły do, jak to się mówiło, otchłani piekielnej. W pewne miejsca nie zapuszczały się nawet wilki...

Widać, że autor niesamowicie tęskni za Polesiem. W końcu to jego rodzinne strony, gdzie się wychował. Ale mam wrażenie, że nie tylko o to chodzi. Franciszek Wysłouch jest bardzo wrażliwy na przyrodę. Odnajduje w niej spokój. Obcowanie z nią przynosi mu radość i stabilizację. Nagła wyprowadzka zniszczyła cały jego świat. Świat, w którym głuszce i cietrzewie nie znajdowały się w Czerwonej Księdze Gatunków Zagrożonych, ale były dość pospolitymi mieszkańcami poleskich lasów. Świat, w którym ogromne obszary kraju nigdy nie zostały dotknięte ręką ludzką. Świat, w którym łódź jest podstawowym środkiem transportu. Świat, w którym życie zaczyna się od niczym niezmąconej ciszy poranka i kończy mieniącym się na rozlewiskach słońcem. Świat, który nie jest jedynie środkiem do zaspokajania materialnych korzyści, ale źródłem zadumy, refleksji i wyższych uczuć.

"Echa Polesia" to jedne z ciekawszych wspomnień z życia w przedwojennej Polsce, które czytałem. Trochę irytowały mnie zbyt częste opisy polowań. Naprawdę nie rozumiem, co jest ciekawego w tarzaniu się w bruździe ziemi o świcie tylko po to, żeby strzelić do kaczki... Cudowne opisy przyrody rekompensują jednak tę niedogodność. Poza oczywistymi walorami historycznymi i przyjemnością z lektury (autor posługuję się pięknym językiem) książka pokazuje, jaką rolę odgrywa przyroda w równowadze wewnętrznej człowieka. Franciszek Wysłouch nie jest, rzecz jasna, pionierem w takim podejściu. Literatura od najdawniejszych czasów zna ten wzorzec i chętnie się nim posługuje. "Echa Polesia" dotyczą jednak świata relatywnie bliskiego nam i czasowo, i przestrzennie.





 Tekst oryginalny ukazał się na blogu
Libri amici, libri magistri


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...