wtorek, 27 grudnia 2016

'Wołyń bez komentarza. Wywiady radiowe, wspomnienia ocalałych, dokumenty'

Opowieści o rzezi wołyńskiej słyszałam już w dzieciństwie, z komentarzem, nie mów w szkole. Rodzina ze strony mojej mamy pochodzi z Wołynia, ale udało im się uciec. Więc słyszałam o rżnięciu ludzi piłą, o nadziewaniu dzieci na płoty i wrzucaniu w studnię, o paleniu całych kościołów, o masakrowaniu ludzi. Parę lat temu moja ciocia opowiadała o tym strachu, które przeżywała jako dziecko. Tego nie da się zapomnieć. Potrzeba czytania o tych tragediach jest ogromna, bo dotychczas była tylko książka Siemaszków. No i film, na który boję się iść.
Ucieszyłam się więc, gdy zobaczyłam, że Zona Zero wydało książkę o Wołyniu. Ukazała się ona 12 października 2016 roku. 
Liczy sobie 400 stron i zawiera około 50 relacji ocalałych oraz dokumenty: protokoły przesłuchań, dyrektywy UPA i raporty i meldunki delegatów Polskiego Państwa Podziemnego oraz Korpusu Obrony Wołynia. Ciekawa jest rozmowa z metropolitą Andrzejem Szeptyckim. 

Relacja pierwsza pod tytułem 'Kainowa zbrodnia' to zapis radiowego reportażu. Słuchałam tego reportażu, pamiętam, w 70 rocznicę mordów wołyńskich i tego drżenia w głosie pani Ireny Gajowczyk opowiadającej o tym, jak na listku kapusty niosła wodę dogorywającej matce, której m.in. ucięto piersi. I właściwie ten pierwszy reportaż oddaje to, co jest główną zawartością tych wszystkich dramatycznych relacji: strach ofiar, bezrozumna agresja agresorów, pastwienie się nad ofiarami, celowe zadawanie im bólu, mordowanie całych rodzin i wiosek. Było to tak bestialskie, że nawet żołnierze niemieccy byli potem przerażeni. Pojawia się gdzieś w środku książki opowiadanie o zakrwawionej izbie, gdzie opłatek był zbryzgany krwią, a wszyscy domownicy porżnięcie na kawałki. Gdzie kończy się rozkaz, a gdzie zaczyna 'inicjatywa oprawców?"

Trauma ludzi trwała przez dziesiątki lat. Do dziś ludzie boją się jechać na Ukrainę. Ja nie jestem w stanie zrozumieć tego pastwienia się nad ludźmi, tego że zadawano im tyle cierpień. Nawet Niemcy zabijali strzałem, nawet Rosjanie w Katyniu - strzałem. Rozrywanie ludzi na kawałki jest przejawem jakiegoś zezwierzęcenia, które porównać można z mordami w Rwandzie.
W rozmowach ocalałych widać żal, że przez tyle lat nie uznano tego za ludobójstwo, że banderowcom stawiane są pomniki, że strona ukraińska pomija temat milczeniem. Jest się czego wstydzić, to prawda, ale takie omijanie tematu nie załatwia sprawy.
Z wielką uwagą wczytywałam się w dokumenty. Parę wniosków miałam. 
Po pierwsze język dokumentów polskich i UPO-wskich. To prawda, odezwa UPA była kierowana do ludzi, a dyrektywy strony polskiej do przełożonych, ale różnica w języku jest DIAMETRALNA. Literacki język dyrektyw generała Roweckiego oraz pełna inwektyw Odezwa Komendanta Głównej UPA z czerwca 1943 roku 'do nardu ukraińskiego', zamieszczona na stronach 183-188. Co tam mamy? Obwinianie Polaków o mordowanie wiosek, nakaz żeby nie wierzyć Polakom, wiele przymiotników typu 'masowo', 'zbrodniczego' itd. Zważywszy na to, że odezwa pisana była już po wielu rzeziach, a przed tą największą 11 lipca, brzmi to oburzająco. Razi przemieszanie stylu oficjalnego z kolokwialnymi określeniami, które nie pasują do stylu oficjalnego, jakim jest odezwa, ale pewnie były zrozumiałe dla adresatów. Jednakże stylistycznie jest to okropne i drażniące. A w dodatku kłamliwe. Oto ten fragment:
Jest jeszcze w książce kilka protokołów z przesłuchań dowódców poszczególnych band UPA. Znamienne, że każdy z nich zeznawał, że w chwili napadu był nieobecny, ale znał wszystkie detale....
W opowieściach ludzi mamy też te, które mówią o zdradach przez najbliższych sąsiadów, ale i o ostrzeganiu Polaków, o tym, że za pomoc groziła taka sama śmierć jak Polakom. Nie wiem czy IPN zrobiło jakieś wyliczenia na ten temat.
Książka opatrzona jest zdjęciami. Oto jedno z nich:
 Tutaj pozwolę sobie urwać rozważania. Napiszę tylko, że tej książki na pewno nie zapomnę.

Daję książce 10 gwiazdek
Za egzemplarz do czytania dziękuję Księgarni Ludzi Myślących i wydawnictwu Fronda:
https://www.wydawnictwofronda.pl/wp-content/themes/fronda-book-catalog/assets/images/logo.png
  Post pochodzi z bloga Literackie zamieszanie

5 komentarzy:

  1. Koniecznie musze zdobyc ta ksiazke bo tematyka bardzo mnie interesuje, a faktycznie niewiele mozna znalezc. Filmu tez jeszcze nie widzialam, bo mieszkam za oceanem, ale z pewnoscia obejrze. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo interesująca publikacja, nie znałam jej, będę szukać!
    Trauma wołyńska trwa nadal i jest przenoszona z pokolenia na pokolenie. Malutkie miasteczko na Ziemiach Odyzyskanych, gdzie obecnie zamieszkuję, to prawie sami ludzie z Wołynia i ich potomkowie. Prawie nikt tam nie był, nie jeździ, bo się boi. Słyszałam o jakimś gościu, który pojechał tam i chciał na cmentarzy położyć płytę pamiątkową ku pamięci dziadków zamordowanych przez UPA. Poszedł do popa, który administruje tym cmentarzem, ten mówi, żeby nie kłaść płyty, bo i tak ludzie (Rusini, Ukropy) zaraz ją zniszczą. Poradził, by taką płyte powiesić na scianie cerkwi. I żeby nie pisać "zamordowani", a już, uchowaj Boże, przez kogo. Pop kazał napisać tylko imiona i nazwiska dziadków i datę śmierci oraz urodzin. Facet tak zrobił, zamówił płytę, dał popowi jakąś kasę, by się opiekował tą tablicą. Ale nie wie, czy ona nadal tam wisi. To jest jakaś wioska pod Łuckiem, dawniej cała była polska.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak w jakimś horrorze: nie jechać nocą. Żartuję, ale to przerażające. Uważam, że ten temat OBA kraje muszą w sobie przepracować.

      Usuń
    2. Nie da rady! Wojna polsko-kozacka trwa od 1648 roku, od czasów opisanych w "Ogniem i mieczem". Potem była Koliszczyzna, później rabacja Szeli w Galicji (no, tu trochę Austria zamąciła), potem ludobójstwo na Wołyniu. Nie da się, oni nas nienawidzą i zawsze będą rezać :(

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...