wtorek, 12 stycznia 2016

Ewa Krystyna Hoffman-Jędruch 'Ślady na piasku. Z Tarnopola do Argentyny. Kresowa rodzina w wojennej zawierusze' - wspomnienia elitarne

Okładka książki Ślady na piasku
 
Dziś na ząb wzięłam książkę wydaną przez Świat książki w październiku 2012 roku. Już od ponad roku czekała ona na moje przeczytanie. Piękna okładka, która przyciąga. To zaś znalazłam o autorce:

Ewa Krystyna Hoffman-Jędruch urodziła się w 1938 roku we Lwowie. Wojnę przeżyła w Polsce. Od 1946 roku mieszka za granicą: początkowo w Anglii, następnie w Argentynie, gdzie ukończyła inżynierię chemiczną, a obecnie w USA. Po przejściu na emeryturę wstąpiła ponownie na uniwersytet i w 2010 roku obroniła pracę doktorską z historii średniowiecza.
 
Zdjęcie autorki, zaczerpnęłam z programu Kanapa 01.05.2013 https://www.youtube.com/watch?v=QiZdqWD27MA,
 
 
Okazuje się, że dobry, patriotyczny temat nie wystarczy, żeby napisać ciekawą książkę. Wynudziła mnie ogromnie. Przez pierwsze 50 stron brnęłam dzielnie przez opis koligacji lwowskich rodziny autorki. Ten z tamtą, tamta z tym, a wszyscy 'z towarzystwa'. Mili ludzie, patrioci, ale autorka napisała portret elity, tak, elity lwowskiej czasów przedwojennych, ale zarazem ludzi, którzy od zwykłych ludzi byli bardzo daleko. Może i jest to opowieść sentymentalna, że 'łezka się w oku zakręci'? Prawdopodobnie jest w tej pierwszej części prawda i tylko prawda o tamtym świecie, ale jakże smutna to prawda.Bo czytajmy tylko to co autorka pisze, był to świat kastowy, konserwatywny i taki, w którym rodziliśmy się z przypisanymi rolami. Ewunię hołubiono, bo była z bogatego rodu, ale co miały mówić te dziewczynki z sierocińca, które cytuję 'uczono na szwaczki i podkuchenne". Patrzy na to młody wuj Ewy, który w ławce swojego gimnazjum siedzi razem z synem lekarza i jeszcze jednym dzieckiem ważnego lwowskiego notabla? Do domu pana inżyniera przychodzi arcybiskup, mecenas, lekarz, właściciel fabryki. Role są ściśle przypisane. Można zrobić skok społeczny, ale jest to wyjątkiem. Nawet żeby zostać prawnikiem, przydały się znajomości - tak było w książce. 

I jeszcze jedna sprawa, inżynier zatrudniał na stałe 2 służące, kucharkę, chłopca na posyłki i nianię. Więc moje pytanie jest takie, czy pensje inżynierów aż tak się różniły od pensji zwykłych ludzi? Albo odwrotnie. Jakie grosze musiano płacić tym służącym żeby pani inżynierowa nie musiała pełnić żadnych obowiązków domowych?! Oburza mnie taki świat, bo ja 'z ludu'. I jak czytam takie prawdziwe wspomnienia ze Lwowa, to jakoś nie tęsknię, bo zdaję sobie sprawę, że w tamtym świecie może skończyłabym 4 klasy... 

Ale teraz też mamy szklane sufity, a świat, w którym 'pieniądz trzyma z pieniądzem' się odradza. Tylko że wtedy te elity były przy swoim bogactwie bardzo wykształcone, i kulturodawcze... Teraz pozostało zwykłe swatanie.

No więc po tych 50 stron opisów zastaw rodowych i żon poszczególnych wujków, znudziłam się potwornie, i przeskoczyłam 50 stron. Było już o Syberii. Zesłano tam babkę i matkę Ewy. Potem szlak Andersa.Rozdziały te są drętwe, a może nie są drętwe, ale te pierwsze 50 stron o wujkach, ciotkach, biskupach i posagach tak mnie wynudziły, ze nie miałam siły się przebijać. Ale jednak drętwe, bo były troszkę jak wyliczenie losów tych biednych ludzi, wygnańców, Polaków. Dopiero ostatnie 65 stron znów było ciekawe. Tu autorka wraca do swoich przeżyć, tego co sama jako dziecko widziała i przeżyła. Jest więc Lwów, potem przyjazd co Jarosławia, Bytomia, a następnie emigracja do Anglii. To, co autorka opisała na podstawie własnych doświadczeń jest ciekawe, szczere i pełne jakichś uczuć. Można to nazwać epiką. Innych części nie nazwałabym tak.

Prawdopodobnie wartością książki są oryginalne zdjęcia, ale moja wersja ich nie miała.

Jestem zawiedziona książką, ale polecam ją potomkom elit Lwowa. Ich ogarnie nostalgia, bo są daty, miejsca, adresy. Ale poza ostatnią częścią pisaną na podstawie własnych dziecięcych przeżyć, jest dla mnie zbyt chwaląca się, zbyt pokazująca elitarność, bogactwo i koneksje, zbytnio robiąca ze swojej rodziny laurkę. I zbyt mało opisująca świat przedwojenny Lwowa i Tarnopola. Więcej jest wyliczeń stanowisk, posagów i zasobności i irytującego samozadowolenia, takiego przekonania, że się należy, niż magii Kresów. Przypomina o tym, że 90% ludzi tego wtedy nie miało. I jakie pogodzenie z takimi przypisanymi rolami społecznymi przebija z tych opowieści. Taki skostniały konserwatyzm. I denerwuje mnie takie podejście bardzo, bo zauważam, ze ono się odradza, ale w formie prymitywnej. Widocznie potrzeba szpanowania pieniędzmi i koneksjami jest w ludziach zakorzeniona głęboko. Przez tę książkę zrozumiałam dlaczego narodził się ruch socjalistyczny. Żeby nie było aż takich różnic. Żebym ja 'z ludu', 'potomkini służących i biedoty' mogłam iść na studia i dostać jakąś szansę na godne życie.


Post pochodzi z bloga
Literackie zamieszanie
 
 

7 komentarzy:

  1. Czytałam i miałam podobne odczucia. Wielki potencjał (opowieść o dawnym Lwowie) został jakoś tak zmarnowany. Szkoda, bo temat książki świetny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bałam się zamieszczać tę recenzję na tej stronie, bo dotychczas czytałam same peany na cześć tej książki. A ja bym z tego zostawiła tylko końcowe 30 stron. A resztę - w kosz, tudzież do opowiadania przy wieczornej herbatce.

      Usuń
    2. W moim prywatnym rankingu jest to jedna z najgorszych wspominkowych książek o Kresach. Tak mi się nie podobała, że szkoda mi było czasu, by o niej pisać na blogu. No i zawsze ten dylemat: nie podoba mi się, to napiszę. No, dobrze, ale jak napiszę, to podbijam jej słupki wyszukalności w guglach. To już lepiej nie pisać chyba?

      Usuń
  2. A ja wlasnie chcialam kpic ta ksiake, ale po Twojej recenzji nie bede sie na nia rzucac. Dziekuje Ci i pozdrawiam cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może ją kup, najwyżej sama ocenisz. A może Tobie się spodoba?

      Usuń
    2. A po co kupować? Można wypożyczyć z biblioteki i ocenić. A kupić dopiero, jak się spodoba.

      Usuń
  3. Uwielbiam Kresy a więc i ksiązki o Kresach.
    Szkoda, że ta książka Cię zawiodła.
    P.S. Tu też będę zaglądać.
    prawiewszystkiemojepodroze.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...