Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piasecki Sergiusz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piasecki Sergiusz. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 marca 2018

Sergiusz Piasecki, Zapiski oficera Armii Czerwonej



Oto słynna powieść, którą przeczytałam z okazji kolejnej rocznicy napaści Związku Radzieckiego na Polskę. To świetny utwór, w którym nie ma ani jednego zbędnego słowa. Tekst krótki i prosty, ale pozostawiający czytelnika w ogromnym zachwyceniu i oszołomieniu.
Przyznam się, że „Zapiski oficera Armii Czerwonej” Sergiusza Piaseckiego już raz czytałam. Było to chyba ze dwadzieścia parę lat temu, a ja byłam jeszcze młoda i naprawdę niewiele wiedziałam o historii polskich Kresów, okupacji Wilna przez „pierwszych” i „drugich” Sowietów, tudzież Niemców. Pamiętam, że wówczas odebrałam ten tekst jako zabawną groteskę na zachowanie żołnierzy Armii Czerwonej na naszych kresach. Nawet się wówczas śmiałam podczas lektury, bo jest to opowieść utrzymana w tonie, jaki Rosjanie określają „i smieszno, i straszno”.
Jednak w międzyczasie przeczytałam całe tomy wspomnień Polaków, dawnych mieszkańców Kresów i wiem już, że utwór Piaseckiego wcale nie jest taki do śmiechu jak mi się kiedyś zdawało, choć miejscami faktycznie ociera się o groteskę. Wiem też, że takie przeżycia i taka komunistyczna mentalność, jaką przedstawił w „Zapiskach” były często spotykane u przedstawicieli naszych „wyzwolicieli” ze Wschodu. Wiem też, że jest w tej książce czysta prawda i tylko prawda, choć ten akurat pamiętnik oficera Armii Czerwonej jest fikcyjny.
Piaseckiemu udało się przedstawić psychologiczny portret prostego Rosjanina, mieszkańca Związku Radzieckiego, który u siebie znał całkiem inny świat i po wkroczeniu we wrześniu 1939 r. do Wilna czuł się jakby wylądował na innej planecie. Cały czas dziwiła go ta kapitalistyczna, „pańska” Polska, o której uczono go na szkoleniach Komsomołu. Dziwiło go, że wszyscy jedzą codziennie chleb, że można tego chleba kupić w sklepie, ile się chce; że każdy nosi buty, a kobiety to nawet noszą kapelusze i bieliznę, że każdy może sobie kupić zegarek itd. Potem próbował korzystać z tych „kapitalistycznych” dóbr: nakupił sobie parę kilogramów chleba, kupił zegarek na rękę, zamówił sobie buty i zaczął podrywać piękną jak aktorka filmowa dziewczynę z sąsiedztwa.
Największą zaletą tej powieści jest przedstawienie zderzenia dwóch obcych cywilizacji i mentalności. Z jednej strony, „normalni” Polacy, za drugiej – całkowicie zindoktrynowany przez komunistyczny system, nie wiedzący nic o świecie człowiek, który nawet jak chce – nie potrafi czynić dobra. Mam wrażenie, że poprzez Michaiła Zubowa, autora tytułowego pamiętnika, pokazał Piasecki zło w czystej postaci. Takie dziwne, nieświadome zło, ale właśnie dlatego, że nieświadome, to bardziej niebezpieczne.
Książka składa się z szeregu notatek Zubowa, który zaczyna robić swoje zapiski we wrześniu 1939 r. w Wilnie, a kończy je w tym samym miejscu w styczniu 1945 r. Większość wpisów w tym pamiętniku jest dedykowanych Stalinowi lub Hitlerowi (sympatia narratora waha się pomiędzy jednym, a drugim), jest nawet jeden dedykowany Churchillowi, ale to naprawdę wyjątek.
Oto początek powieści:
„22 września 1939 roku. Vilnius. Towarzyszowi I. W. Stalinowi
Noc była czarna jak sumienie faszysty, jak zamiary polskiego pana, jak polityka angielskiego ministra. Lecz nie ma na świecie siły, która by powstrzymała żołnierzy niezwyciężonej Armii Czerwonej, idących dumnie i radośnie wyzwalać z burżuazyjnego jarzma swych braci: chłopów i robotników całego świata.”
Ciekawą próbką komunistycznego stylu są listy, które Zubow wysyła do swej ukochanej Duni (taki styl za komuny nazywało się „mowa-trawa”, a on tę mowę-trawę funduje swojej dziewczynie, by dodać sobie powagi):
„23 września 1939 roku. Miasto Vilnius.
Najukochańsza Duniaszka!
Piszę do Ciebie ten list z samego centrum polskiej, burżuazyjnej jaskini. Potężnym ciosem naszej żelaznej, czerwonej pięści zmiażdżyliśmy polskich, faszystowsko-kapitalistcznych generałów i wyzwoliliśmy z ucisku burżuazyjnego jęczący w szponach tyranów polski, robotniczo-włościański naród i wszystkie inne narodowości, nielitościwie gnębione i eksploatowane przez krwiożerczych panów.
Ja poszedłem na czele całej Armii Czerwonej i biłem faszystów i ich pachołków, dopóki nie uciekli w popłochu. Mieszkam ja w pięknym domu, którego właściciel-kapitalista uciekł. Tutejsze burżujki naznosiły mi kwiatów i zasłały cały pokój dywanami. A to wszystko ze strachu. Codziennie pływam w wannie. Wanna to są duże niecki zrobione z żelaza, do których nalewa się wody i cały człowiek, nawet z nogami, może się w nich zmieścić.
Możesz być dumna ze swojego Miszki, który, hardo krocząc pod sztandarem Lenina-Stalina, zmiótł na wieki zwierzęcy opór polskich zaborców i wyzwolił wszystkie, jęczące w kajdanach, narody.
Pisać do mnie możesz na Vilnius, bo pewnie przez jakiś czas tu jeszcze będziemy. Dokładny adres jest na kopercie.
Ściskam mocno twoją dłoń i łączę komsomolskie pozdrowienie.
Lejtnant bohaterskiej Armii Czerwonej,
Michaił Zubow”.
Więcej nie zdradzę, trzeba to po prostu przeczytać!
 




Sergiusz Piasecki (na zdjęciu), autor „Zapisków oficera Armii Czerwonej” i wielu innych utworów, sam był postacią jak z powieści. Sensacyjnej powieści. Nieślubny syn Białorusinki i polskiego szlachcica, w dzieciństwie posługiwał się gwarą z pogranicza. Był wyznania prawosławnego, na katolicyzm przeszedł, kiedy się żenił. Podobno dopiero w wieku 20 lat nauczył się poprawnie mówić po polsku. W czasie II Rzeczpospolitej był trochę szpiegiem, a trochę przemytnikiem przez granicę Polski i Związku Radzieckiego.
Piasecki to człowiek, jakiego często określa się mianem „pistolet”. Odważny. Kochał przygody i kobiety. Zażywał narkotyki i handlował pornograficznymi zdjęciami. W latach 20. pracował dla II Oddziału Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, potem został zwolniony i pozostawiony na lodzie. Ostatecznie, skręcił w stronę bandytyzmu. Za napad z bronią w ręku został aresztowany i skazany na karę śmierci, którą zamieniono mu na 15 lat odsiadki. Siedział m. in. w najcięższym więzieniu II RP – na Świętym Krzyżu. Tam właśnie zaczął pisać. Jego trzecia z kolei książki „Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy”, gdzie przedstawił swoje przygody, stała się hitem czytelniczym. Zaczęto się starać o jego uwolnienie, w końcu pod koniec lat 30. ułaskawił go prezydent Ignacy Mościcki.
W czasie II wojny światowej Piasecki przebywał na Wileńszczyźnie, gdzie współpracował z AK, brał udział w brawurowych akcjach, pracował też jako egzekutor podziemia. Podobno odmówił wykonania wyroku na Józefie Mackiewiczu skazanym przez AK za zdradę.
Po wojnie uciekł z konwojem UNRRA za granicę. Żył w Anglii w bardzo skromnych warunkach. Dużo pisał, ale wszystkie jego teksty były objęte w PRL-u zapisem cenzury, były więc zakazane. Dopiero po 1989 r. zaczęto go oficjalnie drukować.
Znany był ze swej niechęci do Czesława Miłosza. Pisał o nim per „były paputczik Miłosz”.  Powód był nie tylko literacki, ale także życiowy i wiele mówi o nobliście jako o człowieku. Bowiem Miłosz uwiódł przed wojną Jadwigę Waszkiewiczównę, córkę wileńskiego lekarza, dziewczynę z bardzo dobrego domu, studentkę prawa, która zaszła z nim w ciążę. Kiedy się o tym dowiedział, przysłał jej obraźliwy list, że prócz niego zadawała się także z innymi mężczyznami. W końcu, zmusił ją do aborcji i porzucił. Po paru latach Waszkiewiczówna została żoną Piaseckiego i opowiedziała mu, jakim człowiekiem naprawdę był Miłosz. Piasecki opisał go w jednej powieści jako Narcyza.     
Sergiusz Piasecki, „Zapiski oficera Armii Czerwonej”, Oficyna Wydawnicza „Gryf”, Gdańsk 1990
Źródło ilustracji: Wikipedia, Plik:Piasecki.jpg

Alicja Łukawska

Tekst ukazał się na blogu Archiwum Mery Orzeszko




piątek, 17 kwietnia 2015

Sergiusz Piasecki, Człowiek przemieniony w wilka




Wilno w czasie II wojny światowej. Okupacja sowiecka i litewska. Zagubiony w tym mieście Józef, bohater powieści (porte parole autora), który na fałszywych papierach, udając uchodźcę z Warszawy, pomieszkuje u znajomych kobiet, a na chleb zarabia pozowaniem do aktów studentom Akademii Sztuk Pięknych.

Z ciekawostek: wśród otaczających bohatera kobiet jest Helena porzucona przez mężczyznę zwanego tu Narcyzem. Józef nie kocha Heleny, ale przyjaźni się z nią. Ponieważ wszystkie postaci w książkach Piaseckiego są znaczące, także i ta nie jest przypadkowa. Naprawdę chodzi o Jadwigę Waszkiewiczównę, córkę wileńskiego lekarza. Ów Narcyz, który ją uwiódł i porzucił w ciąży, to Czesław Miłosz, którego Piasecki całe życie nie znosił, a w latach 50. napisał o nim słynny tekst „Były paputczik Miłosz”. Owocem romansu Waszkiewiczówny i Piaseckiego był syn.

Fabuła powieści – jak zwykle u Piaseckiego, czyli mocno sensacyjna. Powieściowy Józef poznaje różnych ludzi i różne środowiska. Angażuje się m. in. w prace podziemnej organizacji niepodległościowej, jest w komórce zajmującej się egzekucjami. Mamy tu wiele smaczków dla historyków wileńskiej AK.

Ale najbardziej chyba interesujące są trafne obserwacje stosunków narodowościowych w Wilnie w tym okresie. Na przykład o okresie okupacji Wilna przez Litwinów pisze Piasecki tak: „Litwinów było w mieście trzy czwarte jednego procenta ludności. Polaków 66 procent. Żydów 28. Rosjan około 4. Białorusinów nieco mniej niż jeden procent. A pół procentu przypadało na Niemców, Karaimów i Tatarów. Poza tym, dla ozdoby tej żywej mozaiki, był jeden Murzyn. Otóż okazało się, że tylko trzy czwarte procentu ludności litewskiej oraz przyjeżdżający teraz z rdzennej Litwy wojskowi, urzędnicy, kupcy, studenci są tubylcami, natomiast 99 procent są to obcokrajowcy – nawet jeśli się tutaj urodzili, a ich przodkowie żyli w Wilnie od stuleci. Od razu wprowadzono, jako urzędowy i wszystkich obowiązujący język litewski. Zmieniono nazwy ulic na litewskie.”

W tym czasie zdarzały się takie sytuacje, jak ta opisana w powieści, że spotykają się w Wilnie dwaj kuzyni. Jeden z nich uważa się za Litwina, drugi za Białorusina. A kłócą się oczywiście – po polsku!

Bardzo ciepły portret wystawił Piasecki Rosjanom, którym – jego zdaniem – rządy bolszewików zniszczyły duszę. O Rosjanach pisze bowiem tak: „żaden naród nie ma tak pięknych cech duchowych jak naród rosyjski. Nie cech wtórnych, wypracowanych albo wykształconych, lecz naturalnych, takich jak serdeczność, żywe współczucie dla nieszczęśliwych, szczerość, wylewność, zdolność do wielkiej przyjaźni. I wszystko to w nich zabito. Wydarto im nawet instynkt miłości rodzinnej. Pozostał im tylko (przytępiony) instynkt życia.” 

Wracając do powieści… „Człowiek przemieniony w wilka” to pierwszy tom z szeroko zakrojonego cyklu „Wieża Babel”, którego tytuł nawiązuje do ówczesnego pomieszania narodów i języków w Wilnie. Piasecki zdążył napisać tom drugi, czyli „Dla honoru organizacji”. Miała być jeszcze część trzecia, to jest „Upadek Wieży Babel”. Niestety, dalsze prace nad tym cyklem przerwała przedwczesna śmierć autora. Powieść wyszła na emigracji w latach 60. Z uwagi na zakazy PRL-owskiej cenzury, w Polsce mogła ukazać się dopiero po 1989 roku.


Alicja Łukawska



Piasecki Sergiusz, „Człowiek przemieniony w wilka”, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 1990

 Tekst oryginalny ukazał się na blogu Archiwum Mery Orzeszko

środa, 15 kwietnia 2015

Sergiusz Piasecki, Żywot człowieka rozbrojonego





„Żywot człowieka rozbrojonego” Sergiusza Piaseckiego to znakomita, napisana w pierwszej osobie autobiograficzna powieść o człowieku, który w 1920 r. poświęcił życie dla ojczyzny, wstępując do polskiego wojska i broniąc Polski przed bolszewikami, a potem ta ojczyzna kopnęła go w tyłek i wyrzuciła na śmietnik. Stał się człowiekiem niepotrzebnym. Na przykładzie swego bohatera pokazał autor losy całego pokolenia takich Polaków, dla których nie było miejsca w odrodzonej ojczyźnie i aby przeżyć, musieli bardzo rozpychać się łokciami, albo też zejść do przestępczego półświatka.

Wilno, wczesne lata 20. Młody Michał Łubień zostaje zdemobilizowany w kwietniu 1921 r. i nie wie, co ze sobą zrobić. Od momentu wyjścia z wojska błąka się po mieście, prowadząc żywot włóczęgi. Jego dom i krewni zostali po drugiej stronie nowej granicy polsko-radzieckiej, na terenie Sowietów. W Polsce nie ma nikogo. Jest zmęczony, głodny i bezdomny. Aby zarobić parę groszy na jedzenie, sprzedaje handlarzowi starzyzną swoje jedyne kalesony. Jedyną osobą, która udziela mu jakiejś pomocy jest umierająca prostytutka, która przyjmuje go pod swój dach i dzieli się swym posiłkiem.

Przed wojną Łubień skończył Szkołę Nadzorców Telegrafów i pracował jako starszy monter w Mińsku Litewskim. Jego pracodawcą był Zarząd Wileńskiej Dyrekcji Poczt i Telegrafów. Zwolnił się z pracy, by wstąpić ochotniczo do wojska. Dlatego to właśnie tam kieruje swe pierwsze kroki w poszukiwaniu pracy. Jest przekonany, że firma powinna go przyjąć, skoro zrzekł się etatu w celu służenia ojczyźnie. Jest gotów pracować nawet jako prosty robotnik. Ale gdzie tam! Wielokrotne próby nie udają się. Spotyka go tylko upokorzenie. Szuka więc pomocy u swego byłego dowódcy z wojska, który na pożegnanie obiecywał swoim podwładnym, że zawsze mogą na niego liczyć. Dowódca także jest zdemobilizowany i zajmuje wysokie stanowisko w jakimś urzędzie w Wilnie. Brudnemu i śmierdzącemu włóczędze nie udaje się jednak nawet przedostać do jego gabinetu.

Łubień przeżywa gehennę w wileńskim Biurze Pośrednictwa Pracy, gdzie jest stałym gościem i gdzie stoi w tłumie podobnych do siebie biedaków, licząc na łut szczęścia, ale pracy dla nich po prostu nie ma. Jednak w końcu uśmiecha się do niego szczęście. Dostaje propozycję bardzo nietypowego zajęcia: ma być modelem pozującym do zdjęć pornograficznych. Biznes fotograficzny prowadzi Polak-uchodźca z Rosji, który ma już modelkę i szuka odpowiedniego mężczyzny. Fotograf otacza Michała opieką, pomaga mu znaleźć mieszkanie, udziela także pomocy finansowej. No, a potem Michał radzi już sobie sam. Praca modela przynosi mu wymierny sukces finansowy. Następnie pracuje jako naganiacz w lokalu, gdzie gra się w bilard na pieniądze, później sprzedaje Żydom podrobione czeki pieniężne. To ostatnie zajęcie jest bardzo dobrze płatne, ale niezwykle ryzykowne. Przy którejś z kolei próbie sprzedaży, Michał wpada i ląduje na parę miesięcy w areszcie na Łukiszkach. Taki to był żywot człowieka rozbrojonego w Polsce na początku lat 20.

Utwór Piaseckiego pełen jest gorzkich słów na temat świeżo odzyskanej wolności, które wypowiadają jego bohaterowie. Rozgoryczeni są wszyscy zdemobilizowani żołnierze, nie tylko Michał Łubień.

Tu garść cytatów: 

„Pokój zawarty z bolszewikami był początkiem mojej klęski.”

„Kiedy szliśmy przez Warszawę na front, w sierpniu 1920 roku, obrzucano nas kwiatami. Dawano papierosy, czekoladę. Całowano. Jakaś dziewczyna zawiesiła mi na szyi kilkadziesiąt srebrnych medalików z wizerunkiem Matki Boskiej Częstochowskiej. Rozdzieliłem je między kolegów. A potem… wyrzucono nas na śmietnik. Zabrano nawet owijacze, płaszcze, koce, zapasową bieliznę. Nie dano młodym ochotnikom możliwości kształcić się dalej. Nie dano punktu oparcia ani miski zupy. Syte i bezpieczne społeczeństwo nie zainteresowało się losem tych, którzy bronili jego wolności.”

„W czasie rewolucji w Rosji widziałem mnóstwo koni bezpańskich. Chodziły głodne, wychudłe, straszne. Nikt ich nie brał, bo nie było paszy. Zdychały na ulicach. Głodna ludność wycinała z padliny kawały mięsa. Ale skazać na los tamtych koni tysiące młodych żołnierzy to zbrodnia!”

 „Sprzedali nas nasi wodzowie w Rydze. Sprzedali jak barana, by prędzej dorwać się do stanowisk, do rządzenia. A żołnierz? Cóż on ich obchodzi? Żołnierz-ochotnik to naiwniaczek, który w imię wzniosłych celów buduje dla różnych kombinatorów pałace, a dla siebie kryminał. Kiedy żołnierz był potrzebny, to była dla niego żywność, ubranie, broń. Gdy spełnił swe zadanie – nie ma dla niego nic. Idź, bohaterze, kradnij, rabuj albo głoduj! Im lepiej się opłaca walczyć ze zbrodniarzami niż ustrzec ludzi od zbrodni.”

Logika bohatera Piaseckiego jest taka: walczyłem za was, za bogatych ludzi w Polsce, broniłem waszych majątków, teraz jestem głodny i muszę jakoś żyć. Nie dajecie mi pracy? To będę kradł i oszukiwał. Michał Łubień staje się przestępcą, ale nie traci przy tych człowieczeństwa. Całe jego postępowanie nacechowane jest chęcią pomocy biedniejszym od niego. Jego dobrych cech nie niszczy nawet kontakt ze spelunkami, burdelami, oszustami i przestępcami w więzieniu.

Los Łubnia/Piasceckiego przypomina los, jaki stał się udziałem innych młodych Polaków, którzy także walczyli w szeregach polskiego wojska z bolszewikami i tę wojnę przegrali, bo ich domy znalazły się za kordonem. Taki los spotkał przecież innych Kresowiaków: Melchiora Wańkowicza (jego majątek pozostał po stronie Sowietów), Floriana Czarnyszewicza (który też po demobilizacji znalazł się w Wilnie, gdzie zaczął pracować w policji, a w końcu wyemigrował za chlebem do Ameryki Południowej), a także Tadeusza Dołęgę-Mostowicza, który po wojnie z przedwojennego panicza stał się pracownikiem warszawskiej drukarni i reporterem uganiającym się za stołecznymi plotkami.

No właśnie – Dołęga-Mostowicz!
Trudno nie porównywać „Żywota człowieka rozbrojonego” z „Karierą Nikodema Dyzmy”. Michał i Nikodem startują z podobnej pozycji, zaczynają od niczego, po drodze dorabiając się sporej fortuny. Obie powieści piętnują system społeczno-polityczny panujący w Drugiej Rzeczpospolitej. Różni je jedno: bohater Dołęgi-Mostowicza to moralna miernota, zaś Michał Łubień to człowiek z natury dobry, którego nie brudzi kontakt ze złem. Może złudzenia Piaseckiego co do natury człowieka były większe niż Dołęgi-Mostowicza? Michał Łubień w niczym nie przypomina cwanego Dyzmy. Jego konstrukcja przywodzi raczej na myśl idealnego bohatera „Nędzników” Wiktora Hugo, Jeana Valjeana, który wyszedł z nędzy i stał się bogaczem, by pomagać biedniejszym od siebie. W całej tej gorzkiej opowieści o świecie przestępczym Wilna, Michał Łubień pozostaje wewnątrz czysty jak łza. Wydarzenia go niosą, a on płynie na fali. Nie kombinuje i nie gra ze światem jak Dyzma.

Powieść Piaseckiego powstała w więzieniu, podobno napisał ją wcześniej niż słynnego „Kochanka Wielkiej Niedźwiedzicy”. Została wydana dopiero po wojnie, na emigracji. Moim zdaniem, jest lepsza od „Kochanka…”, bo głębsza, bardziej drapieżna. Czyta się ją znakomicie. Jest niezwykle wciągająca, i to zarówno z powodu sposobu narracji, a także interesującej akcji, pełnej momentów sensacyjnych (kryminał retro!) oraz romansowych. Jest cenna także dla miłośników Kresów, bo poznajemy dzięki niej półświatek Wilna, czyli społeczność, która już dawno odeszła do historii. A do tego niezwykle aktualna, bo któż nie zna kłopotów z uzyskaniem pracy w Polsce?

„Żywot człowieka rozbrojonego” został po raz pierwszy wydany w Polsce po 1989 r. W latach 90. powstałe jego filmowa adaptacja, w postaci czteroodcinkowego serialu, w którym główną rolę zagrał młody, pełen wdzięku Grzegorz Damięcki. Serial jest dostępny na YT:
Żywot człowieka rozbrojonego 01 Obcy VHSRip - YouTube

Alicja Łukawska


Piasecki Sergiusz, „Żywot człowieka rozbrojonego”, wyd. LTW, Łomianki 2013

Tekst oryginalny ukazał się na blogu Archiwum Mery Orzeszko


poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Sergiusz Piasecki - polsko-białoruska wojna o pisarza?




Sergiusz Piasecki, to człowiek o skomplikowanym życiorysie, który przez pierwsze ćwierćwiecze żywota kolekcjonował doświadczenia (jako żołnierz- ochotnik, przemytnik, szpieg), następnie przez kilkanaście lat (od 1926 do 1937) miał okazję je trawić pod opieką polskiego systemu penitencjarnego, po czym zabrał się za przelewanie ich na papier. Tak skutecznie, że jego napisany w więzieniu "Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy" stał się jednym z większych bestsellerów międzywojnia, a utalentowany więzień kilka lat przed terminem wydostał się na wolność. I pewnie pisałby sobie spokojnie dalej kolejne bestsellery, gdyby nie kolejna wojna, która znów zmusiła go do zbierania doświadczeń (tym razem w ZWZ-AK, między innymi przy tak niewdzięcznej funkcji jak wykonywanie wyroków śmierci sądu państwa podziemnego).

Ale już same początki życia pisarza nie są jasne. Funkcjonują sobie w najlepsze dwie daty urodzenia (różne o, bagatela, 2 lata - 1899 i 1901). No i kwestia przynależności narodowej - Polak, czy Białorusin? Wprawdzie tutaj klucza do potraktowania sprawy dostarcza Józef Mackiewicz (którego członkowie rodziny deklarowali się jako Polacy, Litwini a nawet Rosjanie), który najchętniej traktowałby wszystkich jako obywateli byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Ponieważ jednak taka koncepcja jeszcze by wszystkich pogodziła, do dziś trwa spór o większość kresowych twórców.

Sam Piasecki dość uparcie deklarował, że był zrusyfikowanym Polakiem. Zrusyfikowanym na tyle mocno, że polskiego nauczył się dopiero w czasie dłuższego pobytu w więzieniu, czyli jako około 30-latek. Wcześniej miał jednak do czynienia z licznymi dialektami i gwarami. Znał białoruski (w mowie i w piśmie) oraz ukraiński (raczej biernie, potrafił w tym języku pisać i czytać).

W wojnie polsko-bolszewickiej brał udział jako członek korpusu białoruskiego.

W ankietach personalnych (opublikowanych w zbiorze Autodenuncjacja), podaje wielokrotnie, że ojciec był zrusyfikowanym Polakiem, narodowość matki (Klaudii Kułakowicz), pomija milczeniem, ale pisze, że wychowywał go wyłącznie ojciec. Tymczasem w wikipedii matka figuruje już jako
Kławdia - białoruska chłopka.

Dlaczego tak czepiam się tej narodowości pisarza? Ostatecznie, przynajmniej, jeśli idzie o literaturę, naturę mam dość wielkoduszną, jeśli ktoś jeszcze chce się przyznać do Mickiewicza, to w zasadzie czemu nie, zresztą stosunki narodowościowe na kresach ciężko wymierzyć linijka (w spornych przypadkach najlepiej pewnie przyjąc formułę Mackiewicza i mieć to z głowy)?

Wszystko przez moją wizytę na ubiegłorocznych targach książki historycznej. Otóż największego stoiska nie miała tam wcale IPN wraz z licznymi mutacjami, czy jakieś duże polskie wydawnictwo, tylko Białoruska Izba Książki. Stoisko nie było jakoś bardzo oblężone, więc bez trudu skonstatowałam, iż króluje na nim Сяргей Пясэцкі. Liczne wydania, twarde oprawy, eleganckie obwoluty z artystycznymi portretami autora. Aż bym sobie kupiła, gdybym miała miejsce na przechowywanie książek w celach kolekcjonerskich. Gdyż wydane przez LTW "Sergiusze" warstwą plastyczną jakoś nie porażają.

Trzeba przyznąć Białorusinom, że mają dobry gust. Bo kto królowałby na analogicznych zagranicznych targach na stoisku Polskiej Izby Książki?

No na pewno nie Piasecki. Trzymając się klimatów więziennych to może nudziarz Stasiuk, który kiedyś tam podobno był aresztowany, więc nosi tu palmę męczennika i czasem z niej korzysta. Innych nazwisk nie zaproponuję, choć ciśnie mi się pod klawiaturę cała litania kolejnych producentów literackiej waty.

Białorusini zaś przygarnęli pod swoje sztandary rasowego pisarza, nie jakiegoś producenta konfekcji. I chyba stąd pewne moje poczucie dyskomfortu. nasi sąsiedzi mają pewne prawo przyznać się do tego literackiego skarbu, więc bez żenady to robią. U nas zaś Piaseckiego wydaje niszowe wydawnictwo, a o szerszej promocji nie ma nawet mowy. Chyba szkoda.

Miał to być tylko wstęp do tekstu o książkach SP, ale poniewać nadmiernie się rozrósł- o książkach innym razem.

Tymczasem zapraszam na teksty
Bazyla o trylogii złodziejskiej oraz Mery Orzeszko o "Żywocie człowieka rozbrojonego".
Tekst oryginalny ukazał się na blogu Filety z Izydora


piątek, 23 stycznia 2015

"Zapiski Oficera Armii Czerwonej" - Sergiusz Piasecki


"Noc była czarna jak sumienie faszysty" - już pierwsze zdanie zapisków wydało mi się znajome. Nic dziwnego, jak się okazało trafiłam na książkę kultową. Pokolenia czytelników mogły pośmiać się z ignorancji Miszki Zubowa "oficera i konsomolca", mistrza sowieckiej nowomowy. Do lat 80-tych był to jednak śmiech nielegalny (wielu zapoznawało się z książką w formie bibuły), a do dziś jest mocno podszyty niepokojem. Przezabawne perypetie Miszki - kolekcjonera zegarków, wielbiciela sowieckiej kultury (a zwłaszcza jej najdoskonalszej emanacji- woszebijek*) oraz Józefa Stalina), na Dzikim Zachodzie mają swoje drugie dno - a jest nim los tych, którzy mieli pecha się z nim zetknąć. Zupełnie czasem przypadkowe kontakty z nim groziły uszkodzeniami ciała, zaprzyjaźnienie się i obdarzenie zaufaniem - utratą życia. Piasecki pokazuje, że spustoszenia dokonane w człowieku przez system totalitarny są nieodwracalne. Pustkę da się wypełnić tylko strachem i nienawiścią. A Miszka, na początku lektury przypominający humanoida, mimo wysiłków ludzi, z którymi się zetknie, nie zamieni się z powrotem w człowieka.

Książka jednocześnie zabawna (w czasie lektury trudno się powstrzymać, żeby nie zacząć się porozumiewać z otoczeniem za pomocą nowomowy (jak w
tym przykładzie)) i ciężka. Pozostawia z niewesołymi refleksjami historycznymi i niestety także współczesnymi. Czy aby na pewno sami jesteśmy bowiem spadkobiercami opisanych przez Piaseckiego Polaków, czy może jednak więcej w nas Miszy Zubowa?

* woszebijka- odwszalnia
 
 
Tekst oryginalny ukazał się na blogu Filety z Izydora

wtorek, 13 stycznia 2015

Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy - Sergiusz Piasecki





 Powiedzieć, że Sergiusz Piasecki miał ciekawy życiorys, to w zasadzie, jakby nie powiedzieć nic. Współpracownik wywiadu (wczesne lata 1920-te), przemytnik (na granicy polsko- sowieckiej), kokainista, pod wpływem nałogu zajął się też działalnością rozbójniczą. Ta zaprowadziła go do więzienia (początkową karę śmierci zamieniono mu na 15 lat), które z kolei stało się dla niego początkiem kariery... literackiej. Jego zapiskami z czasów przemytniczych zachwycił się bowiem sam Melchior Wańkowicz, i to dzięki jego staraniom Piasecki mógł wydać swoją pierwsza książkę a następnie kilka lat przed upłynięciem wyroku opuścić gościnne podwoje więzienia na Świętym Krzyżu.

A to jeszcze nie koniec jego historii, ciekawe były również jego losy w czasie Drugiej Wojny Światowej, zainteresowanych odsyłam do Wikipedii (
link).

“Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy” jest luźno oparty na wspomnieniach Piaseckiego z pogranicza w latach 1922-25. Oparty luźno, gdyż Piasecki darował sobie np. krępujące szczegóły związane z narkotykami, zamiast tego zabrał się za tworzenie legendy polskiego dzikiego Wschodu i Nocnych Piechurów w jednym (przemytnicy niestety nie mogli, z przyczyn technicznych być Nocnymi Jeźdźcami).

“Gdyby zrzucić w głuchą jesienną noc z granicy welon mroku, zobaczylibyśmy ciągnące ku granicy partie przemytników. Idą po trzech, pięciu, nawet kilkunastu.(...) Są i parte uzbrojone, lecz jest ich bardzo mało, przemytnicy broni nie noszą. (...) Zobaczylibyśmy rekinów pogranicza- Chłopów z otriezami, karabinami, rewolwerami, siekierami, widłami, czyhających na zdobycz. (...) Zobaczylibyśmy wreszcie niezwykłą postać- człowieka, który samotnie przemierza pogranicze. (...) To szpieg (...) korsarz granicy. (s. 46)*

“Kochanek...” przytacza losy młodego przemytnika Władka, który zaczyna znajomość z granicą z czystego przypadku, ale szybko daje się wciągnąć w ten świat. Kręcą go nie tyle zarobki, ile adrenalina, “mołojecka sława”, możliwość sprawdzenia siebie i poznania ludzi. Granica bowiem, to miejsce gdzie jak nigdzie człowiek opiera się jak nigdzie o lojalność wobec kolegów i gdzie rządzi zapomniane hasło muszkieterów: “Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”.

“Trudny i niebezpieczny jest zawód przemytnika! Lecz czułem, że porzucić go byłoby mi trudno. Przyciąga mnie, jak kokaina...Wabią nasze tajemnicze nocne podróże. Pociąga gra nerwów i gra ze śmiercią i niebezpieczeństwem. Lubię powroty z dalekich, trudnych wycieczek. A potem: wódka, śpiew, harmonia, wesołe twarze chłopaków i... dziewczyny. Kochające nas nie za nasze pieniądze, a za śmiałość, wesołość, rozhulność, i pogardę dla forsy.” (s. 76)*

Władek stopniowo przechodzi wszystkie stopnie wtajemniczenia, przechodzi od działalności przemytniczej do czysto rozbójniczej, ma kochanki po obu stronach granicy, poznaje ją jak nikt inny. Aresztowany zarówno po polskiej, jak i sowieckiej stronie, wiedzie życie wyjętego spod prawa.

Jednak nie potrafi go porzucić, podobnie, jak wielu jego towarzyszy. Wszystkich ich napędza jakiś dziwny niepokój.
 
Jednak mimo to, stopniowo, robi się wokół niego coraz bardziej pusto. Zawód przemytnika (zwłaszcza na tej konkretnej granicy) jest jednak specjalnością wysokiego ryzyka. Ci , którym udaje się ujść z życiem i nie dać się aresztować po sowieckiej stronie często nie wytrzymują napięcia.. i giną z własnej ręki. Często nie potrafią sobie poradzić w zwykłym świecie, gdzie zamiast rozróżnienia na czarne i białe króluje podstępna szarość.

Tylko Władek wciąż trwa na posterunku, napędzany przez zemstę, miłość do “złej kobiety” i liczne obietnice dane przyjaciołom, którzy odeszli w siną dal, bądź na tamten świat.

Jakiego ostatecznie dokona wyboru?

Zazwyczaj rzadko sięgam po książki z nurtu “macho”- jakoś nie ciągnie mnie do Hemingwayów i Hłasków. Ta jednak ma w sobie duży urok, historii nie tylko przeżytej, ale także przetrawionej w trakcie lat spędzonych w więzieniu. A w dodatku Piasecki ma niezaprzeczalny talent. Jego bohaterowie budzą zaciekawienie, a jednocześnie żal, że tak wartościowi w sumie ludzie funkcjonowali w społeczeństwie jako wyrzutki, że niewielu niepodległa Druga Rzeczpospolita miała coś do zaoferowania. Wyjaśnienie tego faktu dają zresztą dalsze losy samego Piaseckiego- świetnie się odnalazł w trakcie kolejnej wojny. Miał zresztą szczęście - jego, przez kolejne zawirowania losu przeprowadził jego literacki talent, który dał mu drugą szansę na odnalezienie się w życiu.

Bardzo polecam.

Wydaje mi się, że książka, ze względu na walory przygodowo-sensacyjne, szczególnie nadawałaby się dla młodzieży (zwłaszcza męskiej), ale być może, z powodu nikłej znajomości tejże młodzieży, się mylę, więc proszę się nie sugerować:).

*Numeracja stron w cytatach- na podstawie wydania Towarzystwa Wydawniczego Graf, dańsk 1989

 
Tekst oryginalny ukazał się na blogu Filety z Izydora

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...