![]() |
Źródło |
„Wielkanoc
to było jedno wielkie obżarstwo. Na dwa tygodnie przed świętami zaczynały się
już przygotowania. Klucznica i fraucymer oraz kucharz mieli pełne ręce roboty.
Oprócz szykowania rozmaitych mięsiw, najwięcej roboty przysparzał wypiek bab
wielkanocnych, których musiało być kilka rodzajów: pety netowa, szafranowa,
tiulowa, parzona oraz cała masa mazurków. Przyrządzanie bab wielkanocnych było
czymś zupełnie innym niż pieczenie ciast obecnie.
Baby
piekło się w piecach do chleba, które miały palenisko z półkolistym
sklepieniem. Rozpalało się drewnem i paliło ognisko z przodu. Gdy sklepienie
było wystarczająco rozgrzane, wstawiało się formy z ciastem i zamykało otwór
odpowiednią zastawą. Formy do bab wykonane były z blachy, miały kształt walców
wysokich na czterdzieści do pięćdziesięciu centymetrów. Do wyrabiania ciasta
służyły specjalne drewniane niecki zrobione z jednego kawałka grubego pnia,
wewnątrz ślicznie wyżłobionego i wygładzonego , a z zewnątrz wystruganego. Były
lekkie, wygodne do mycia i przenoszenia. Dwie dziewczyny stawały naprzeciw
siebie, wbijały do niecki kopę żółtek, białka odrzucały do garnka czy miski.
Przez pół godziny bez przerwy dłońmi ubijały tę kopę jaj. Gdy żółtka zaczynały
trochę gęstnieć i bielały, klucznica dodawała cukier, a dziewczyny znowu
ubijały pół godziny żółtka z cukrem. Dopiero do tej ubitej masy wsypywano mąkę.
Mam wrażenie, że na kopę żółtek brano mniej więcej dwa funty mąki. Znowu całą
godzinę mieszano. W końcu dodawano drożdże, roztopione masło, zapachy i znów
pół godziny mieszano ciasto.
Następnie
całą zawartość niecek okrywano bardzo starannie w ciepłym miejscu i mniej
więcej po godzinie rośnięcia wlewano do dobrze wysmarowanej masłem formy do
jednej trzeciej wysokości. W formach ciasto rosło dalej. Gdy już dobrze
podrosło, wstawiano je do gorącego pieca. Z kopy żółtek wychodziły dwie baby,
pety netowa tylko jedna.
Największą
sztuką było wydobycie upieczonych bab z formy! Układano je na przykryte
prześcieradłami poduszki, a potem lekko i bardzo ostrożnie turlano aż do
ostygnięcia. Tę ostatnią czynność wykonywano po to, by uniknąć zakalca, ciasto
bowiem było tak delikatne, że po wyjęciu z pieca bardzo łatwo mogło opaść.
Robienie bab było pracą naprawdę nie lada. Dwie pary dziewcząt często zmieniały
się Baby były świetne, a znakomity ich smak mogą znać jedynie ludzie, którzy
kiedykolwiek jedli coś podobnego. Dzisiejszych bab nikt by podówczas nie tknął.
Białek,
które pozostawały, używało się do wypieku ciasta z razowej pszennej mąki z
dodatkiem cukru, tłuszczu i korzeni. Był to ulubiony przysmak ludowy, zwany
paschą (rosyjskiej paschy z sera na Kresach nie znano).
Mazurki
stanowiły nieodzowny przysmak stołu wielkanocnego. A więc mazurek królewski,
cygański, chlebowy, anielski, daktylowy, pomarańczowy, cytrynowy, bakaliowy,
wodny – te były obowiązkowo.
Oprócz
ciast i mazurków stół wielkanocny zastawiony był mięsiwem. Podawano dwa rodzaje
szynek: jedna – marynowana i tylko wędzona, druga – peklowana, gotowana. Rolada
z prosięcia, prosię pieczone z pięknie zrumienioną skórką i z chrzanem w
pyszczku. Pieczona ćwiartka cielęciny, kilka rodzajów kiełbas (jedna –
koniecznie pieczona) i salcesonów, indyk, perliczki. Naturalnie były w dużych
ilościach gotowane jaja na twardo oraz piękne pisanki dla ozdoby.
Do
mięsa podawano kilka rodzajów sosów. Najważniejsze to tatarski, kaparowy, szczypiorkowy,
chrzanowy i kumberland.
Stół
ze święconym stał osobno, nakryty białym obrusem, udekorowany barwinkiem i
kwiatami, głównie hiacyntami. Całe święcone ułożone było na półmiskach
niekrajane, tylko wszystko w całości. Jedne baby miały lukrowane głowy,
obsypane kolorowym jakby maczkiem, inne, w naturalnej krasie, stały na straży
stołu, a przed nimi na półmiskach mięsiwo. Szynki miały misternie nadkrojoną
skórę i na słoninie wetknięte goździki z barwinkiem. Cielęcina zaś była
kunsztownie pokryta ciemną galaretką z bulionu.
W
Wielką Sobotę przyjeżdżał ksiądz proboszcz i z namaszczeniem, odmawiając
odpowiednią modlitwę, suto kropił stół święconą wodą. Rytuał wymagał, by stały
na nim sól i pieprz oraz butelki z winem. Wielka Sobota była wtedy jeszcze postem
ściśle przestrzeganym i wszyscy musieli czekać cierpliwie do niedzieli. Rano w
pierwszy dzień świąt do śniadania krajano wędliny i ciasta, ale właściwie
dzielenie się święconym jajkiem i składanie życzeń oraz spożywanie smakowitych
dań odbywało się przy głównym posiłku – w południe. Mama i niektórzy domownicy
chodzili na rezurekcję, a reszta na sumę i dopiero po powrocie z kościoła
odbywała się uczta. Na podwieczorek przyjeżdżał proboszcz, który bywał u nas
częstym gościem i bardzo lubił grać w modnego wówczas winta. Preferans
wychodził już z mody, a o brydżu nikt jeszcze nie śnił.
Młodzież
niecierpliwie wyczekiwała drugiego dnia świąt i szykowała się do dyngusa. W
Kumanowicach śmigus był w pewnym stopniu ograniczony, wolno było oblewać się
tylko w pokojach sypialnych, ale tak by służba nie miała zbyt dużo roboty ze
zbieraniem wody. Do dziewiątej rano musiało być po wszystkim, bo czekało
śniadanie, na które trzeba było się stawić, potem zbierano ze stołu i tylko
gdzieś ukradkiem lokaj Stanisław litował się nad maruderami…
O
ile Boże Narodzenie najczęściej spędzaliśmy w Kumanowicach, to na Wielkanoc
całym dworem, bez względu na liczbę gości, jechało się do Luliniec, do rodziców
mamy. W Lulińcach był duży dom, pałac, który pradziad zaczął budować w 1860 r.
Nie zdążył wykończyć go w całości, gdyż w 1863 został zresztowany przez władze
carskie i zesłany na Sybir. Pałac więc miał jedną stronę jakby obciętą,
zakończoną gładką ścianą, pomimo to mieścił w sobie dwa duże salony i wiele
pokojów.
Zjazdy
bywały duże i zabawy taneczne miały wielkie powodzenie. Śmigus w Lulińcach to
była orgia wody lanej po całym parterze domu, gdzie mieściły się wszystkie
gościnne pokoje i ogromny hol. Beczkami przywożono wodę, wprost pod okna, a
walka niewiast z płcią brzydką była bezlitosna, bez różnicy wieku, służba brała
też czynny udział. Fraucymer pomagał paniom, a męska służba wspierała wiernie
mężczyzn.”
Helena Kutyłowska, Wspomnienia z Podola 1898-1919, s.
36-39
Gdzie mogę tę książkę zakupić?
OdpowiedzUsuńNakład jest już chyba wyczerpany, najlepiej poszukać książki w antykwariacie lub na allegro.
Usuń