Pisanie o człowieku zwyczajnym i niewyróżniającym się z tłumu, jest co najmniej tak trudne, jak snucie fantastycznych opowieści. Owa ,,zwyczajność” to najczęściej pretekst do opowiadania o ludzkiej egzystencji wpisanej w odwieczny rytm świata oraz do snucia rozważań natury filozoficznej – mądrości ludowe są przecież niczym innym, jak parafrazą przykazań moralnych i najczystszych, nieskażonych prawd. Toteż książka Huberta Klimko-Dobrzanieckiego bardzo mocno wpisuje się w tradycje literatury chłopskiej, w której pewna naiwność głównego bohatera służy jako narzędzie do opowiedzenia o historii świata, losie człowieka, cierpieniu i odrodzeniu. Wszystko to splecione z przestrzenią Kresów, w której, jak w żadnej innej, życie i śmierć istnieją w ścisłej relacji.
Czytając ,,Złodziei bzu” nie można pozbyć się wrażenie formalnego podobieństwa do tekstów takich jak: ,,Konopielka” Edwarda Redlińskiego, ,,Kamień na kamieniu” Wiesława Myśliwskiego oraz ,,Historii filozofii po góralsku” Józefa Tishnera. Podobieństwo to realizuje się przede wszystkim na poziomie konstrukcji głównego bohatera – prostego człowieka, uczestnika wielkiej historii świata (historii przełomu). U Klimko-Dobrzanieckiego jest to Antek Barycki, którego losy śledzimy wraz z rozwojem akcji. Widzimy go jako chłopca, później podlotka, wreszcie dorosłego mężczyznę, który przez całe swoje życie usilnie stara się odnaleźć w przestrzeni. Bohater ,,Złodziei bzu” nie tyle kształtuje swoją rzeczywistość, co raczej jest w niej osadzony i ją przyjmuje. Ten zabieg, pozorna niesamodzielność postaci, pozwala czytelnikowi na snucie refleksji na temat gotowości jednostki do podjęcia aktywności. Antek Barycki nie jest postacią heroiczną, jego życie nie składa się z wielkich czynów, z walki o lepsze jutro – pragnie przede wszystkim przeżyć, utrzymać się na powierzchni, doświadczyć szczęścia. Nie myśli o tym, by kogoś ratować albo udowadniać odwagę. Barycki żyje swoim życiem, cierpi, kocha, rani. Z drugiej strony, taka konstrukcja bohatera pomaga dostrzec wagę i znaczenie działań podejmowanych przez jednostki silne, które pragną nadać swojemu życiu wyższy sens. W kontekście ,,Złodziei bzu” odpowiedź na pytanie, czy większą wartość ma trwanie, czy działanie, jest niezwykle prosta.

Książka Klimko-Dobrzanieckiego podzielona jest na trzy części, z czego pierwsza, zatytułowana ,,Tamten świat”, jest najbardziej symboliczna i metaforyczna. To obraz Kresów widzianych oczyma dziecka, a więc obraz, na który oddziałuje wyobraźnia, wrażliwość, zasłyszane opowieści, zaobserwowane rytuały czy zwyczaje, których niezmienność kształtuje rzeczywistość. Kresy zostały w książce pokazane, jako swoista przestrzeń tożsamości – to tam dziecko dowiaduje się o powstaniu świata i zasadach, jakie nim rządzą. Świat ojca i matki, dziecięcych wyobrażeń i życiowych sporów z sąsiadami, przypomina trochę mitologiczną arkadię, z której musi wreszcie (jak z każdej chyba arkadii) nastąpić wyjście, tragiczny exodus. Przestrzeń Kresów rozpada się na oczach bohatera i, inaczej niż w literaturze tego nurtu, niewiele z niego zostaje w Antku Baryckim.
Apokalipsa kresowego świata sprawia, że bohater zamyka się na wszystko, co tamtą rzeczywistość reprezentowało. Najbardziej jaskrawym przykładem takiego podejścia jest odrzucenie przez niego wiary w Boga. Właściwie przez dwa kolejne rozdziały obserwujemy próby przetrwania Baryckiego w trudnej powojennej rzeczywistości. Wydaje się, że Antek nie jest szczęśliwy. W moim przekonaniu książkę można interpretować jako opis powrotu bohatera do swoich korzeni. Ten powrót jest odraczany i odkładany, ponieważ jest równoznaczny z przyjęciem prawdy o tym, co się stało.

8/10
Agnieszka Winiarska
_________
Recenzja ukazała się pierwotnie na stronie www.kulturanacodzien.pl
Bardzo ciekawa propozycja.
OdpowiedzUsuńZaskakująco zachęcająca do przeczytania książki recenzja. Dziękuje i pozdrawiam.
OdpowiedzUsuń