wtorek, 16 grudnia 2014

Witold Szolginia, Dom pod żelaznym lwem




Czytam bardzo dużo wspomnień i pamiętników, ale napisanych w taki sposób chyba jeszcze nie spotkałam. Witold Szolginia, rodem ze Lwowa, napisał niezwykłe, bardzo literackie i plastyczne, pełne malowniczych odniesień wspomnienia związane z domem jego dzieciństwa, do którego wiodła brama z kołatką w kształcie lwiej głowy. 

Wybrał interesujący sposób narracji: zaczyna od tego jednego, najważniejszego punktu w przestrzeni, omawia go bardzo szczegółowo, od strychu po piwnicę i podwórko, a potem zatacza coraz szersze kręgi, które obejmują najbliższe sąsiedztwo, dzielnicę, w końcu całe miasto. Dom widziany jest oczami małego chłopca, a wraz z oddalaniem się od niego, narrator robi się coraz starszy. Całość kończy się wejściem Sowietów do Lwowa we wrześniu 1939 r. 

Temat „mój dom” towarzyszy Szolgini od dawna. Już w gimnazjum, gdzie polskiego uczył go Władysław Stabryła, pisał wypracowanie na ten temat: „Oto wędrowałem sobie po moim domu – przez bramę z żelaznym lwem schodziłem do sieni o niezwykłym, niebiańskim suficie z błękitu, obłoków, róż i jaskółek, wspinałem się schodami wzdłuż milczącego szeregu lśniącego balaskowego wojska, krążyłem po naszym mieszkaniu wyzłoconym przez słońce sobotniego popołudnia, zstępowałem do cicho- mrocznej, pachnącej bukowym drewnem i kiszoną kapustą piwnicy oraz myszkowałem po suchym strychowym lesie, wspinając się w rześkiej bryzie powiatru schnącej bielizny ku mojej tajnej skrytce w nadbudówce śródokręcia pirackiego statku kapitana Blooda.”

Lwów i jego dzielnice, rodzina, sąsiedzi i sklepikarze, a także szkoła, nauczyciele i koledzy – to główne tematy wspomnień Szolgini. Opowieść jest snuta spiralnie, a jej centrum jest ów tytułowy dom pod żelaznym lwem. Książka nawiązuje do takiej klasyki pamiętnikarstwa jak „Niebo w płomieniach” Jana Parandowskiego czy „Wspomnienia błękitnego mundurka” Wiktora Gomulickiego.

„Dom pod żelaznym lwem” to bardzo ważna lektura dla Lwowiaków i ich potomków. Ale nie tylko… 

Ja sama nigdy nie byłam we Lwowie, więc nie mogę porównać obrazu przekazanego przez Szolginię z rzeczywistością. Ale znam takie same stare kamienice zbudowane na przełomie wieków XIX i XX, znam wiodące do nich masywne rzeźbione drzwi, nie są mi obce malowane w amorki i róże wysokie sufity przepastnych bram, kolorowe, secesyjne witraże w oknach na półpiętrach, skrzypiące schody z ozdobnymi balaskami, upiorne, ciemne piwnice, jak również suche, belkowane strychy pełne suszącej się latem i zimą bielizny. Znam te podwórka pełne kotów i plotkujących starszych pań, te ogródki na końcu podwórek, niewielkie sklepiki w sąsiedztwie i te górki, na które zimą chodziło się pojeździć na sankach. 

Mam wrażenie, że lektura książki Witold Szolgini otworzyła mi okno do mojego dzieciństwa, choć spędziłam je w zupełnie innym mieście niż Lwów. A jednak moja kamienica była podobna do tamtej! 

Szolginia Witold, „Dom pod żelaznym lwem”, Krajowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1989


Tekst oryginalny ukazał się na blogu Archiwum Mery Orzeszko




5 komentarzy:

  1. Piękny, obrazowy fragment...

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja już mam trzy pierwsze tomy "Tamtego Lwowa". :) Tylko, kiedy to przeczytam? A "Domu pod żelaznym lwem" nie ma w moich bibliotekach. :(

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie też nie ma... wielka szkoda. Ale za to zdjęcie kamienicy zamieszczone mamy na FB w jednym z komentarzy .

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam nadzieję, że może jakieś wydawnictwo wznowi tę książkę, na fali zainteresowania literaturą kresową. Ciekawe, kto jest "spadkobiercą" wydawnictwa KAW?

    OdpowiedzUsuń
  5. „Dom pod Żelaznym Lwem” – wyd. 1: Instytut Wydawniczy „Pax”, Warszawa 1971; wyd. 2: KAW, Warszawa 1989

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...