środa, 24 czerwca 2015

Franceska Michalska, Cała radość życia. Na Wołyniu, w Kazachstanie, w Polsce. Wspomnienia.



Oto krótka, ale treściwa książeczka pt. „Cała radość życia. Na Wołyniu, w Kazachstanie, w Polsce. Wspomnienia”. Opowiada o polskiej Drodze Krzyżowej i polskiej Golgocie, o Polakach żyjących na naszych dawnych Kresach, ich straszliwych cierpieniach i tułaczym losie.  Jej autorka to  Franceska Michalska z domu Waśkowska, lekarka z Siemiatycz, urodzona w 1923 r. na Wołyniu, tuż za granicą polsko-sowiecką. Niestety, urodziła się po niewłaściwej granicy, czyli po tej stronie Polski, która została w 1920 r. przyznana Związkowi Sowieckiemu.

Rodzina Waśkowskich mieszkała we wsi Maraczówka, która leży – jak pisze autorka – w połowie drogi między Berezdowem a Sławutą. Tą słynną Sławutą, której ostatni właściciel i dobroczyńca okolicznej ludności (nie tylko zapewniał jej pracę, ale także fundował szkoły, szpitale, apteki i domy starców dla swych podopiecznych), książę Roman Damian Sanguszko, został brutalnie zamęczony na śmierć przez bolszewicką dzicz w 1917 r. Oto zdjęcie z Wikipedii przedstawiające jego zamęczone ciało. Czyż nie przypomina Chrystusa zdjętego z krzyża? Książę Roman Sanguszko, ordynat Zasławski, w chwili śmierci był starcem i naprawdę nie zasłużył na taki los! 

Z tamtych okolic Polacy uciekali przed bolszewikami, co zostało opisane m. in. przez Zofię Kossak-Szczucką i Marię Dunin-Kozicką. Tych, którzy pozostali na ziemi swych przodków, spotkał bolesny los. Byli gnębieni i rozstrzeliwani przez Czeka, cierpieli w latach Wielkiego Głodu (Hołodomoru) na Ukranie (kolejna represja przygotowana przez Stalina dla nieposłusznych Polaków), a w 1936 r. wywiezieni w goły, bezludny step do Kazachstanu.

Waśkowscy przeszli te wszystkie koleje losu, ale jakoś przeżyli. Franceska zaczęła chodzić do szkoły jeszcze na Ukrainie, potem uczyła się w Kazachstanie, marząc wciąż, by się stamtąd jakoś wyrwać. Uzyskała pozwolenie NKWD na podjęcie studiów medycznych w Azji, potem przenosiła się na inne uczelnie, coraz dalej na zachód, by być bliżej domu. Studiowała w Charkowie tuż po jego wyzwoleniu przez Armię Czerwoną, potem w Czerniowcach (przedwojenne miasto rumuńskie, które zostało opanowane przez Sowietów). Po zakończeniu wojny starała się o repatriację do Polski i z wielkim trudem się jej udało. Edukację medyczną dokończyła już w naszym kraju. Udało się jej także sprowadzić do Polski rodziców, ale dopiero w latach 50.

To jest książka opowiadająca o indywidualnym ludzkim losie, ale na tym jednym przykładzie jasno widać, jak wyglądały dzieje Polaków z Kresów, jaką gehennę i Drogę Krzyżową musieli przejść ci, o których Polska nie zadbała po zwycięstwie nad bolszewikami w 1920 r. W notce od redakcji czytamy: „Wspomnienia Franceski Waśkowskiej-Michalskiej są przejmującą opowieścią o cenie, jaką naród polski zapłacił za błędy popełnione przez delegację polską podczas polsko-sowieckich rozmów pokojowych w latach 1920-1921.” Chodzi o traktat ryski, który pozostawił w rękach Sowietów masę Polaków żyjących po drugiej stronie granicy.

Pisał o tym m. in. Władysław Pobóg-Malinowski w „Historii politycznej Polski 1864-1945”: „Wszechwładny Sejm rękoma Grabskiego pogrzebał w Rydze nie tylko sprawę niepodległości ukraińskiej. Traktat preliminaryjny bezwzględnie i brutalnie deptał tradycję, która od czasów Kościuszki przez cały wiek XIX wołała nie tylko o wolność i niepodległość, ale też o całość przedrozbiorowej Rzeczpospolitej. Deptał nie mniej brutalnie starszą jeszcze tradycję W. Ks. Litewskiego – stawał się krzyżem przez polskie ręce wzniesionym nad grobem wielkiej przeszłości narodowej.” Podpisany w 1921 r. traktat ryski skazał na „straszliwą niewolę sowiecką i na szybkie wytępienie przez sowieckie metody ponad milion ludności jak najbardziej polskiej, zwłaszcza na obszarze nadberezyńskim z gęsto rozsianymi tam zaściankami szlachty zagrodowej, zbiedniałej materialnie, ale tak bogatej w tradycje i tak mocno przez krew powstańczą, przez gwałty Murwjowa, przez Sybir z Polską związanej.”

Traktat ryski wywołał oburzenie u Polaków. Pochodzący z podarowanej Sowietom Mińszczyzny profesor Marian Zdziechowski nazwał go publicznie „zbrodnią”, popełnioną „z lekkim sercem, bez żalu, bez wyrzutów sumienia, niemal z triumfem”. Biskup Zygmunt Łoziński określił działania Grabskiego w sprawie traktatu ryskiego „zdradą stanu” i domagał się sądu nad nim. Wnuk Tadeusza Rejtana, Adam Grabowski, w Sejmie, z galerii dla publiczności, rzucił na salę poselską wydrukowaną ulotkę, gdzie protestując przeciw oddaniu Rosji ziem od wieków polskich, nazwał Grabskiego „Kainem”. Taka właśnie była błędna polska polityka w stosunku do Związku Sowieckiego, której ofiarami stało się około milion Polaków, w tym rodzina Waśkowskich ze wsi Maraczówka na Wołyniu. 

Michalska Franceska, „Cała radość życia. Na Wołyniu, w Kazachstanie, w Polsce. Wspomnienia”, wyd. Noir sur Blanc, Warszawa 2007


Tekst oryginalny na blogu:  archiwum mery orzeszko


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...