czwartek, 28 lipca 2016

Anna Skarbek-Sokołowska, Czas udręki i czas radości





Mój Boże! Co za historia! Co za wstrząsająca historia rodzinna!

Dawno mnie nic tak nie poraziło, jak ta skromna książeczka zawierająca wspominki zapomnianej pisarki. Jest to naprawdę trudny i skomplikowany dramat rodzinny, z którego bohaterka cudem dosłownie się uratowała poprzez wyjście za mąż i odcięcie się od matki.

Czytając pamiętniki „z myszką” oczekujemy zwykle ciekawych ploteczek, jakichś szczegółów z życia codziennego sprzed lat, ewentualnie sentymentalnej zadumy nad mijającym czasem, ale na pewno nie gorszącej opowieści, w której wredna hrabina zdradza starego męża ze swoim plenipotentem na oczach dzieci własnych i jego, do tego z rozmysłem upokarza żonę plenipotenta, w końcu rodzi dwoje bękartów tegoż plenipotenta, fałszuje ich metryki i na siłę wprowadza je do rodziny. Co za skandal! Co za gorszący skandal! A wszystko to widziane oczyma małej dziewczynki, a potem dorastającej panienki.

Ale do rzeczy…

Anna Skarbek-Sokołowska to córka hrabiego Alfreda Mieczysława Skarbka, którego stryj Stanisław był fundatorem teatru we Lwowie (ten też miał pecha, bo żona zdradzała go, a potem opuściła, by wyjść za Aleksandra Fredrę) i Stanisławy z Witwickich. Jej matka w bardzo młodym wieku została wydana za dwadzieścia parę lat starszego hrabiego. Małżeństwo nie kochało się, ale jednak sprowadziło na świat czworo dzieci, w tym trzech synów i jedną córkę, to jest właśnie Annę, najmłodszą z rodzeństwa. Hrabia Skarbek był bardzo zamożnym człowiekiem, ale rozrzutnikiem. W krótkim czasie udało mu się przeputać swój ogromny majątek i w starszym wieku znalazł się bez grosza na łasce i niełasce młodej żony. Stanisława miała pieniądze, bo po swej babce Annie Rodkiewiczowej odziedziczyła sporą fortunę, w tym kilka majątków ziemskich i dwie kamienice we Lwowie. Odziedziczyła także po babce plenipotenta, młodego i przystojnego Jana Danikowskiego, z którym nawiązała ognisty romans.

Zdradzająca żona nie tylko nie poczuwała się do winy, ale jeszcze urządziła swoje życie tak, by było jej wygodnie. Starego męża, który nie dysponował już żadnymi dochodami, umieściła w jednej ze swych kamienic we Lwowie w towarzystwie najstarszego syna. Sama zamieszkała na wsi z trójką młodszych dzieci , a także z Danikowskim, jego żoną i dwójką ich dzieci. Wkrótce pojawiło się dwoje wspólnych dzieci jej i Danikowskiego. Hrabina była tak obrotna, że postarała się dla nich o fałszywe metryki, w których zapisała swoje nieślubne potomstwo na konto starego hrabiego. Wspólne życie wyglądało tak, że oficjalnie Danikowski z rodziną mieszkał w domku nieopodal dworu, a faktycznie zamieszkiwał wspólnie z hrabiną, zaś do swej ślubnej żony tylko dochodził. Do tego ta żona także była zatrudniona w gospodarstwie hrabiny, zajmowała się nadzorem dojenia krów. Kiedy dzieci podrosły, hrabina zabrała wszystkie (twoje, moje, nasze) dzieci do Krakowa, by wysłać je do szkół. Najbardziej pokrzywdzona w tej sytuacji była żona Danikowskiego, która nawet raz zdobyła się na to, by porzucić męża wraz z dziećmi, ale wkrótce wróciła skruszona, bo nie miała środków finansowych na samodzielne życie. Aż do śmierci męża musiała być wieloletnim świadkiem jego romansu z hrabiną. 

W takiej patologicznej sytuacji rodzinnej wyrosła w drugiej połowie XIX wieku autorka „Czasu udręki i czasu radości”, to jest mała Anetka, którą matka uważała za wyjątkowo głupie dziecko. Dziewczynka miała niewielki kontakt z własną rodzicielką, wychowywały ją nianie, bony i guwernantki. W domu mówiono tylko po francusku, polskiego nauczyła się później, jako drugiego języka. Matka była bardzo chłodna w stosunkach z dziećmi, do tego straszliwie despotyczna, nie licząca się z uczuciami swej rodziny, zainteresowana tylko własnymi przeżyciami miłosnymi.

Rodzina Skarbków mieszkała kolejno we Lwowie i w Krakowie. Posiadała także kilka majątków ziemskich. Jednym z nich było Nowe Sioło koło Żółkwi odziedziczone po babce Rodkiewiczowej. Pałac nowosielski należał dawniej do rodziny Komorowskich, to właśnie stamtąd Kozacy porwali Gertrudę Komorowską, młodą żonę Szczęsnego Potockiego (chodzi o wypadek, który stał się później kanwą powieści poetyckiej „Maria” Antoniego Malczewskiego). To właśnie tam mała Anna widziała z daleka palący się dwór sąsiadów podpalony przez Rusinów (Ukraińców).

Przedstawiona wyżej sytuacja rodzinna była powodem licznych problemów towarzyskich młodych Skarbków. Ówczesne społeczeństwo nie tolerowało żon zdradzających mężów tak jawnie. Synom hrabiny groziły ewentualne pojedynki z kolegami (obiecywali, że jakby co, to staną w obronie „honoru” matki). Córka z powodu matki miała poważne problemy z wyjściem za mąż, gdyż matka jej pierwszego narzeczonego (krakowski profesor Bolesław Ulanowski) była zgorszona, że dziewczyna wychowała się, patrząc na to, jak matka romansuje z plenipotentem. Z kolei za drugim razem nastąpił straszliwy zatarg między jej narzeczonym Witoldem Sokołowskim, a plenipotentem Daniłowskim, który w starszym wieku był kłótliwym nałogowym alkoholikiem. Anna w końcu wyszła za mąż za Sokołowskiego (matka nie była na ich ślubie) i wyjechała z mężem. Dalsze koleje jej losu związane były z Warszawą i posiadłością teściów w Brzeźnie na Kujawach.

W późniejszym wieku zajęła się działalnością społeczną i literaturą. W swoim życiu poznała wielu wybitnych polskich pisarzy, w tym Adama Asnyka (uczył ją jeść ostrygi w Neapolu), Bolesława Prusa (był pierwszym i życzliwym recenzentem jej sztuk teatralnych), Stefana Żeromskiego (był jej lokatorem w Zakopanem) i Henryka Sienkiewicza. W 1904 roku w teatrze we Lwowie wystawiono jej pierwszy dramat pt. „Los” (pod pseudonimem A. Habdank). Napisała w sumie kilka dramatów i powieści. Tworzyła też wiersze patriotyczne i okolicznościowe, pracowała jako nauczycielka i instruktorka nauczycieli. Swoje wspomnienia zaczęła spisywać wieku 82 lat w Zakopanem, gdzie osiadła na stare lata. Namówił ją do tego Jan Sztaudynger, z którym się przyjaźniła. Podziwiać należy jej znakomitą pamięć i umiejętność wychwytywania najdrobniejszych szczegółów, a także subtelnego pisania o trudnych emocjach.

Przeczytałam całą tę opowieść jednym tchem. Jest to naprawdę historia, która mogłaby być kanwą jakiejś powieści obyczajowej z epoki fin de siecle albo filmu kostiumowego.


Skarbek-Sokołowska Anna, „Czas udręki i czas radości. Wspomnienia”, wyd. Ossolineum, Wrocław 1977

Tekst ukazał się na blogu Archiwum Mery Orzeszko 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...