niedziela, 14 lutego 2016

„Ty jesteś jak zdrowie”… . Spacer po Wilnie, dzień 1, cz. 1


 
Wilno.
Miasto, które przez wiele stuleci było jednym z ważniejszych ośrodków Rzeczpospolitej, a które od 61 lat znajduje się poza granicami naszego ukochanego kraju. Myśląc o Kresach, to właśnie ono, do spółki ze Lwowem, przypomina nam o złotych wiekach Polski „od morza do morza”. Przyjeżdżając do niego, czujemy radość, a zarazem smutek. Radość, że możemy oglądać dzieła rąk naszych prapradziadków, a smutek, bo na ulicach przeważa obecnie język litewski. I choć na mapie to już Litwa, Wilno wciąż jest kosmopolitycznym miastem, w którym mieszkają obywatele różnych narodowości: Litwini, Polacy, Rosjanie, Białorusini, Żydzi i inni. I właśnie to odróżnia Wilno od Lwowa. Podczas gdy Lwów jest miastem bardziej jednolitym narodowościowo, stolica Litwy przypomina puzzle i dzięki temu język polski łatwiej usłyszeć tutaj niż na Ukrainie.

Gdy pierwszy raz zawitałem do Wilna był rok 2012. Jeden dzień rzecz jasna nie wystarczył na zapoznanie się ze wszystkimi zabytkami miasta, lecz zdołał zachęcić do jego powtórnych odwiedzin. Mimo że dzisiaj z perspektywy czasu mogę stwierdzić, że Lwów jest bliższy memu sercu niż Wilno, nie oznacza to, że litewska stolica nie wywarła na mnie wrażenia. Oba miasta różnią się od siebie nie tylko strukturą narodowościową (jak wcześniej wspomniałem), ale i architekturą. O ile we Lwowie znajdziemy więcej budynków renesansowych, o tyle Wilno słynie z budowli barokowych, przez co odbiór obydwu miast przez turystów i klimat, jaki w nich panuje, nieco się różnią. Do podobieństw można za to zaliczyć położenie geograficzne – usytuowanie na wzgórzach – co czyni grody jeszcze bardziej urokliwymi.

Wyruszmy zatem na zwiedzanie Wilna, aby odkrywać zakamarki znane i mniej znane, ale nieodłącznie związane z polską przeszłością miasta.

Swoją przygodę rozpoczynamy pod centrum handlowym Panorama, gdzie zatrzymał się nasz autobus z Warszawy. Po nabraniu sił i uzupełnieniu kalorii ruszamy na południe ulicą Vytauto, aby po ok. 1 km marszu skręcić w prawo w ul. Liubarto. Po drodze mijamy charakterystyczne dla Wilna ceglane bloki z wielkiej płyty, ale także drewniane domki pomalowane na zielono. Kontrasty rzucają się w oczy już na początku spaceru.

Przy ul. Liubarto naszą uwagę przykuwa oryginalny dom modlitwy – karaimska kenesa – jedna z pięciu czynnych w Europie.

 
Kenesa karaimska w Wilnie
Kenesa karaimska w Wilnie
 


Skąd w ogóle wzięli się tu Karaimi i kim tak naprawdę są? Odpowiedź na to pytanie nie jest wcale taka łatwa, jak mogłoby się wydawać, dlatego nie będę szczegółowo tego wyjaśniał, gdyż zajęłoby to wiele stron. Wspomnę tylko, iż ludność karaimska, która zamieszkuje tereny obecnej Litwy, Polski i innych państw wschodniej Europy, w XIII i XIV w. przesiedliła się z Krymu na ziemie księstwa halicko-wołyńskiego, a pod koniec XIV stulecia wielki książę litewski Witold osiedlił ich w Trokach. Do dzisiaj stanowią niewielką, lecz barwną mniejszość etniczną na Litwie. Religia karaimska najbardziej przypomina judaizm (jej podstawą jest Tora), lecz w zarysie nie brak także wspólnych wątków z islamem i chrześcijaństwem. Więcej o historii Karaimów, religii, którą wyznają, a także języku, którym się posługują (zbliżonym do tureckiego), możecie dowiedzieć się tutaj. Znajdziecie tu kompleksową informację o Karaimach, będących niewątpliwie dużą ciekawostką etnograficzna w tej części Europy, nie mniejszą niż obecni na ziemiach polskiego Podlasia Tatarzy.

Budynek karaimskiej kienesy, przed którym obecnie się znajdujemy, zbudowano w latach 1913-1922. W czasach Związku Radzieckiego zamknięty, został ponownie otwarty w 1989 r. Mauretański styl, w jakim go wzniesiono, jest oryginalny i niespotykany w architekturze Wilna, a kopuła świątyni przypomina zwieńczenia prawosławnych cerkwi (Krzywicki T., Litwa – przewodnik, OW Rewasz, Pruszków, 2005).

Po obejrzeniu kienesy powracamy do ulicy Vytauto, a następnie kierujemy się na północ, aby skręcić w prawo w ulicę Mickevičiaus (jak pewnie się domyślacie – Adama Mickiewicza). Przechodzimy przez most na rzece Wilii, tym samym opuszczając dzielnicę Zwierzyniec. Po drugiej stronie ulicy rozpoczyna się główna ulica litewskiej stolicy – Gedimino prospektas, czyli Aleja Giedymina.

Przechodząc przez most na Willi można zauważyć, jak bardzo zielonym miastem jest Wilno. W którąkolwiek stronę byśmy nie spojrzeli, tam zauważymy zieleń (oczywiście podczas trwania ciepłych pór roku ;) ). To wrażenie będzie pojawiać się jeszcze niejednokrotnie i mimo tego, że jesień trwa w najlepsze i liście opadły już z drzew, nasz spacer będzie przebiegał w mocno sprzyjającej atmosferze.

Prawie dwukilometrową Aleję Giedymina wytyczono już w 1836 r., nadając jej nazwę Alei Świętojerskiej. W kolejnych latach nazwa ulicy zmieniała się równocześnie ze zmianą panującej w Wilnie władzy. W okresie międzywojennym aleja nosiła imię Mickiewicza, w latach 1939-1941 Giedymina, a następnie Stalina i Lenina (Krajewski J., Wilno i okolice – przewodnik, OW Rewasz, wydanie I, Pruszków, 2013). Jak zatem widać o możliwość patronowania ulicy „walczyły” same znane osobistości (no, wyłączając dwóch panów wymienionych jako ostatnich…). Po gruntownym remoncie zakończonym w 2008 r. aleja stała się jeszcze piękniejsza. Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko to potwierdzić. Spacer nią to czysta przyjemność i z pewnością zasługuje ona na miano najbardziej reprezentacyjnej ulicy Wilna.

Po lewej stronie mijamy niewysoki, brzydki budynek litewskiego parlamentu. Obracamy się za siebie i spoglądamy na wprost. Po drugiej stronie rzeki podziwiamy Cerkiew Znamieńską górującą nad Zwierzyńcem. Idziemy dalej na wschód!

Plac Łukiski – jeden z największych w Wilnie. W XIX w. dokonywano tu egzekucji powstańców styczniowych, a w okresie ZSRR stał tu i „zdobił” go swoją osobą towarzysz Lenin (tzn. jego pomnik – do czasu, gdy w 1991 r. został stąd „oddelegowany”). To właśnie tutaj, w jego południowej części ulokowany jest budynek o bardzo mrocznej historii. Z pewnością go nie przeoczycie. Na jego ścianach umieszczono tablice z nazwiskami ofiar, które zostały tu zamordowane. Przez kogo? W czasie okupacji sowieckiej mieściła się w nim siedziba NKWD-NKGB, a podczas rządów hitlerowców – Gestapo. W piwnicach budynku znajdował się areszt śledczy z salami tortur (Krajewski J., Wilno i okolice – przewodnik, OW Rewasz, wydanie I, Pruszków, 2013). Obecnie gmach jest zajmowany przez
Muzeum Ofiar Ludobójstwa. Krótki jesienny dzień nie pozwala nam na zajrzenie do środka, ale osobom zainteresowanym tematyką serdecznie polecam jego zwiedzanie. Wysokie oceny muzeum na wielu portalach mówią same za siebie. Następnym razem, gdy odwiedzę Wilno, z pewnością tu wstąpię!

Miejsce jest przygnębiające (szczególnie kamienne tablice z nazwiskami zamęczonych na śmierć ofiar, które tworzą okładzinę budynku) i przypomina o tragicznym okresie w historii Europy, który, miejmy nadzieję, nigdy więcej się już nie powtórzy.

Podążamy w dalszym ciągu na wschód. W oddali majaczy bryła katedry św. Stanisława. Pojawia się coraz więcej ekskluzywnych sklepów, restauracji i kawiarni. Miasto budzi się ze snu. Pojawiają się pierwsi turyści.

Ostatnim budynkiem, który zwraca naszą uwagę przed Placem Katedralnym, jest gmach Narodowego Teatru Dramatycznego z 1981 r. okraszonego charakterystyczną rzeźbą Stanislovasa Kuzmy „Święto Muz”. Owymi muzami są trzy kobiety w złotych maskach, symbolizujące Dramat, Tragedię i Komedię.

 
Plac Katedralny w Wilnie, zdjęcie wykonano 18.04.2012 r.
Plac Katedralny w Wilnie, zdjęcie wykonano 18.04.2012 r.
 

Po kilku minutach dalszego spaceru stajemy na Placu Katedralnym przed największym wileńskim zabytkiem: katedrą św. Stanisława.

Już sama przestrzeń, która nas otacza, robi wrażenie. Białe mury świątyni i charakterystyczna dzwonnica znajdująca się tuż przy niej, sprawiają, że miejsce jest wyjątkowo urokliwe. Jeśli dodać do tego słońce, które w końcu raczyło wyjrzeć zza chmur, to wrażenia estetyczne są jeszcze potęgowane.

Początki Placu Katedralnego sięgają XIX w. Wcześniej w tym miejscu istniały zabudowania Zamku Dolnego, a także dom, w którym w 1817 r. mieszkał Adam Mickiewicz. Początkowo na placu odbywały się także jarmarki organizowane z okazji święta św. Kazimierza, czyli słynne „Kaziuki”. Od 1996 r. w jego południowej części stoi pomnik księcia Giedymina (Krzywicki T., Litwa – przewodnik, OW Rewasz, Pruszków, 2005).

Spragnieni rozległych widoków z lotu ptaka na wileńską starówkę turyści mogą wspiąć się na udostępnioną do zwiedzania
dzwonnicę. Czy ma to jednak sens? Osobiście w to powątpiewam, tym bardziej, że bilet wstępu do najtańszych nie należy (4 €). Uważam, że zdecydowanie lepiej wybrać się na pobliską Górę Zamkową i właśnie stamtąd podziwiać Wilno. Ale… o tym później ;) .

 
Tympanon katedry św. Stanisława w Wilnie, zdjęcie wykonano 18.04.2012 r.
Tympanon katedry św. Stanisława w Wilnie, zdjęcie wykonano 18.04.2012 r.

 
Przed wejściem do środka archikatedry podziwiamy okazałą fasadę świątyni z jej najciekawszym fragmentem: 6-kolumnowym doryckim portykiem zwieńczonym tympanonem. Zdobi go płaskorzeźba przedstawiająca Ofiarę Noego. Pozostałą część fasady okraszają figury świętych (w tym Czterech Ewangelistów), Mojżesza, Abrahama, wielkich książąt litewskich i świętych jezuickich. Właśnie tutaj w 1927 r. kard. Aleksander Kakowski koronował cudowny obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej (Krzywicki T., Litwa – przewodnik, OW Rewasz, Pruszków, 2005).

Obecny wygląd świątyni, jak pewnie się domyślacie, znacznie odbiega od jej pierwotnej architektury. Pierwszy kościół powstał w tym miejscu w 1251 r. W 1387 r. (po chrzcie Litwy) Władysław Jagiełło ufundował drewnianą katedrę. W międzyczasie, przez krótki okres, stała tu pogańska świątynia. Przez lata archikatedra zmieniała swój wygląd, w zależności od stylu, który aktualnie obowiązywał. Była także świadkiem wielu historycznych wydarzeń. Z pewnością należy do nich zaliczyć potajemny ślub króla Zygmunta Augusta z Barbarą Radziwiłłówną, czy złożenie prochów św. Kazimierza. Na skutek prób ratowania świątyni podczas powodzi w 1931 r. w podziemiach katedry odkryto krypty z grobami królewskimi. Po II wojnie światowej (w latach 1950 – 1989), w związku z zamknięciem archikatedry przez władze, w jej wnętrzach urządzono galerię obrazów i salę koncertową (Krzywicki T., Litwa – przewodnik, OW Rewasz, Pruszków, 2005).

Wchodzimy do środka! Może i wileńska archikatedra (w swojej obecnej formie) nie jest tak stara jak wawelska, może nie oszałamia od wewnątrz przepychem i bogactwem jak jej krakowska odpowiedniczka, ale kryje w sobie jedną kaplicę, która swoim pięknem potrafi zauroczyć nawet największego ignoranta. To kaplica św. Kazimierza. Właśnie tutaj zatrzymuje się na dłużej większość wycieczek. Doskonale to rozumiemy. Osobiście, gdy słyszę nazwę „archikatedra wileńska”, kojarzy mi się ona właśnie z tą kaplicą i dlatego spędzamy w niej połowę czasu przeznaczonego na zwiedzanie całej świątyni.

Kaplica św. Kazimierza jest jedną z jedenastu kaplic rozłożonych wzdłuż bocznych ścian kościoła. Ufundowana przez Zygmunta III Wazę w 1623 r. została ukończona 13 lat później przez Władysława IV. Nie będę wymieniał wszystkich szczegółów i skarbów, jakie w sobie kryje, lecz o pewnych rzeczach na pewno warto wspomnieć.

Mnie, jako geologa z wykształcenia, zachwyca bogactwo i różnorodność materiału kamiennego użytego do wykończenia wnętrz kaplicy. Spotkamy tutaj skały z różnych części Polski i Europy. Najbardziej rzuca się w oczy czarny „marmur dębnicki”, a tak naprawdę wapień dębnicki, wydobywany dawniej na zachód od Krakowa. Mamy tu alabastry, szwedzkie piaskowce, a także karpackie i włoskie granity (Krzywicki T., Litwa – przewodnik, OW Rewasz, Pruszków, 2005). Moje oko wypatrzyło również (aczkolwiek nie jestem tego do końca pewien) różankę paczółtowicką (skałę pochodzącą z okolic Krakowa). Biorąc pod uwagę, jak kosztowny w ówczesnych czasach był transport surowców z tak odległych zakątków kraju i Europy, na taki luksus mogli sobie pozwolić tylko najbogatsi.

 
Wnętrza katedry św. Stanisława - ołtarz z relikwiarzem św. Kazimierza, zdjęcie wykonano 18.04.2012 r.
Wnętrza katedry św. Stanisława – ołtarz z relikwiarzem św. Kazimierza, zdjęcie wykonano 18.04.2012 r.
 

W środkowej części ołtarza umieszczono srebrną trumnę z doczesnymi szczątkami św. Kazimierza. Przed trumną umieszczono obraz, który go przedstawia, a z którym wiąże się ciekawa legenda. Otóż figura świętego ma trzy ręce. Malarz, który wykonał dzieło, miał trzykrotnie podejmować się próby zamalowania trzeciej kończyny. Bezskutecznie. W końcu uznał to za cud i wielkodusznie pozostawił ją świętemu (Krzywicki T., Litwa – przewodnik, OW Rewasz, Pruszków, 2005).

Archikatedra kryje w sobie także inne skarby, m.in. Kaplicę Królewską (tu odbył się wspomniany wcześniej przeze mnie ślub Zygmunta Augusta i Barbary Radziwiłłówny), renesansowe nagrobki z figurami zmarłych ważnych osobistości, jak również, uważany za cudowny obraz Matki Boskiej Sapiehów (Krzywicki T., Litwa – przewodnik, OW Rewasz, Pruszków, 2005).

Opis katedry, który umieściłem wyżej, nie byłby pełny, gdybym nie wspomniał o jeszcze jednej atrakcji świątyni: o jej podziemiach, w których urządzono mauzoleum. Pochowano tu króla Aleksandra Jagiellończyka, dwie żony Zygmunta Augusta: Elżbietę Austriaczkę i Barbarę Radziwiłłównę oraz urnę z sercem Władysława IV Wazy. Wejść do podziemi można tylko z przewodnikiem (za opłatą) po wcześniejszej rezerwacji. Możecie jej dokonać pod nr telefonu i adresem e-mail umieszczonym
tutaj. Niestety nie zrobiliśmy tego wcześniej i musimy tym razem obejść się smakiem, ale podczas kolejnej wizyty w Wilnie nie omieszkamy naprawić tego błędu.

 
Pomnik Giedymina na Placu Katedralnym w Wilnie, zdjęcie wykonano 18.04.2012 r.
Pomnik Giedymina na Placu Katedralnym w Wilnie, zdjęcie wykonano 18.04.2012 r.
 
Gdy wychodzimy z katedry, słońce przygrzewa jeszcze bardziej. Aż chcę się zwiedzać kolejne zakątki litewskiej stolicy! Naszym następnym celem jest widoczne z daleka wzgórze, a właściwie góra – Góra Zamkowa.

 
Widoki z Zamku Górnego na Wilno, zdjęcie wykonano 18.04.2012 r.
Widoki z Zamku Górnego na Wilno, zdjęcie wykonano 18.04.2012 r.

Z Placu Katedralnego to zaledwie kilka, no, może 10 minut drogi, choć trzeba przyznać, że pod górkę i po kostce brukowej, więc trochę wysiłku musimy w to włożyć ;) . Nic to! Idziemy!

Drzewa, drzewa, wszędzie drzewa! To jeden z głównych powodów, dla których warto przyjechać do Wilna. Wiem, powtarzam się po raz kolejny, ale zieleń naprawdę rzuca się w oczy. Ale czy może być inaczej w mieście, którego ok. 40% powierzchni zajmują tereny zielone? Ach! Przydałyby się takie płuca naszemu zasmożonemu (czy jest w ogóle takie słowo?) Krakowowi, oj przydałyby się… .

 
Widoki z Zamku Górnego na Wilno, zdjęcie wykonano 18.04.2012 r.
Widoki z Zamku Górnego na Wilno, zdjęcie wykonano 18.04.2012 r.


Górę Zamkową (zwaną inaczej Górą Giedymina) wieńczy pozostałość wznoszącego się niegdyś na jej wierzchołku Zamku Górnego – Baszta Giedymina. Położona w pobliżu urokliwego ujścia Wilenki do Willi góra, to jedno z najlepszych miejsc na spacer w Wilnie. Zainteresowanych historią fortyfikacji na wileńskiej Górze Zamkowej odsyłam do właściwej literatury. Skupię się natomiast na walorach widokowych miejsca.

Po przejściu Wilna wzdłuż i wszerz z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że Baszta Giedymina to jeden z najlepszych (o ile nie najlepszy) punktów widokowych w mieście. Osobom zainteresowanym historią polecam odwiedzenie muzeum mieszczącego się w
Baszcie Giedymina. Można tam podziwiać m.in. oręż używany do walki, a także makiety wileńskich zamków. Na najwyższej kondygnacji wieży znajduje się taras widokowy, z panoramą jeszcze rozleglejszą niż z jej podnóża.

Czy turystom niezainteresowanym historią polecać wykupienie biletu na basztę? Osobiście uważam, że nie. W pobliżu wieży nie rosną wysokie drzewa, które mogłyby zasłaniać widok, dlatego sądzę, że nie ma to najmniejszego sensu. Panorama spod baszty jest na tyle piękna, że te 4 €, które moglibyście wydać na wejście do muzeum, zachowajcie na inne, ciekawsze miejsca.

Spod Baszty Giedymina podziwiamy zarówno wileńską starówkę, nowoczesną dzielnicę biznesową, jak i tereny położone na wschód od niej, z Górą Trzykrzyską na czele. Na chwilę zamykamy oczy i opalamy się w jesiennym słońcu. Jest wspaniale!

Po krótkim odpoczynku schodzimy na dół. À Propos wspomnianej przed chwilą Góry Trzykrzyskiej… . Jeśli chcecie się tam udać, Góra Giedymina jest najlepszym punktem wypadowym na jej szczyt. Może to brzmi dziwnie, bo jak góra może być bazą wypadową do wejścia na kolejną górę, ale w przypadku tych dwu wzniesień tak jest w istocie. Odległość między nimi nie jest duża. Aby ją pokonać, należy przejść przez most na Wilence i skręcić w pierwszą ulicę w prawo (w kierunku parkingu), a następnie iść w lewo asfaltową drogą pnącą się do góry. Dalej nie ma opcji, żebyście nie trafili ;) .

 
Góra Trzykrzyska, zdjęcie wykonano 18.04.2012 r.
Góra Trzykrzyska, zdjęcie wykonano 18.04.2012 r.
 
Co prawda tym razem omijamy ten punkt zwiedzania Wilna, ale jeśli gospodarujecie wystarczającą ilością wolnego czasu, polecam tu zajrzeć. Skorzystałem z tej okazji podczas poprzedniej wizyty w mieście w 2012 r. i nie żałuję, bo widoki, jakie się stąd roztaczają, są piękne. W sezonie letnim ograniczają je drzewa, które nieco przysłaniają panoramę, ale na wiosnę, jesienią i w zimie może ona pod tym względem śmiało konkurować z Górą Giedymina.

 
Widoki z Góry Trzykrzyskiej na Wilno, zdjęcie wykonano 18.04.2012 r.
Widoki z Góry Trzykrzyskiej na Wilno, zdjęcie wykonano 18.04.2012 r.
 

Skąd w ogóle wzięła się nazwa wzniesienia? Skąd te „trzy krzyże” będące jednym z symboli Wilna? Odpowiedź na to pytanie przynosi – a jakże – legenda.

Pierwsze drewniane krzyże stanęły na górze w XVII w. na pamiątkę zamordowanych przez pogan francuskich misjonarzy, którzy zostali tu pochowani. Gdy w XIX w. krzyże przewróciły się ze starości, carat nie zezwolił na ustawienie nowych. Udało się to dopiero w 1916 r. na Łysej Górze. Historia zatoczyła jednak koło i także one zostały wysadzone w 1951 r. przez władze sowieckie. Zrekonstruowano je dopiero w 1989 r. i do dzisiaj cieszą oczy turystów. Ciekawostką jest fakt, że na wzgórzu stał onegdaj jeden z pierwszych wileńskich zamków – Zamek Krzywy (Krzywicki T., Litwa – przewodnik, OW Rewasz, Pruszków, 2005).

Kontynuujemy nasz spacer po Wilnie. Kierujemy się na wschód w stronę barokowej perły miasta – kościoła św. Piotra i Pawła na Antokolu. Dzieli nas od niego ok. 1 km marszu, ale na szczęście droga jest prosta i nie sposób się zgubić. Wystarczy iść cały czas wzdłuż ulicy Tadeusza Kościuszki. Gdy dojdziemy do ronda, naszym oczom ukaże się piękna, barokowa bryła świątyni.

 
Kościół śś. Piotra i Pawła na Antokole w Wilnie, zdjęcie wykonano 18.04.2012 r.
Kościół śś. Piotra i Pawła na Antokole w Wilnie, zdjęcie wykonano 18.04.2012 r.
 

Kościół św. Piotra i Pawła na Antokolu (kościół oo. kanoników laterańskich) ufundował w 1668 r. hetman wielki litewski Michał Krzysztof Pac jako wotum wdzięczności za oswobodzenie Wilna z rąk moskiewskich, a także za ocalenie swojej własnej osoby. Fundator do dzisiaj spoczywa, zgodnie ze swoim życzeniem, pod progiem kościoła, a pamiątką, jaka po nim pozostała, jest herb Paców – Gozdawa – umieszczony nad wejściem do świątyni (Krzywicki T., Litwa – przewodnik, OW Rewasz, Pruszków, 2005).

Nie nazwałbym siebie miłośnikiem architektury barokowej, ale nie jestem także jej przeciwnikiem. Kimkolwiek bym jednak nie był, z pewnością wnętrze kościoła wywarłoby na mnie olbrzymie wrażenie. Nie boję się stwierdzić, że kościół św. Piotra i Pawła to najpiękniejsza wileńska świątynia. Koniec i kropka.

Po wejściu do kościoła stajemy jak wryci. Naszym oczom ukazuje się olbrzymia ilość stiukowych rzeźb (w całym kościele jest ich prawie 2 tysiące!!!). Biel wnętrza wpływa na nas uspokajająco. Siadamy w ławach i przewracamy oczami. Przy takiej ilości rzeźb, figur i dekoracji, nie sposób skupić się na którejkolwiek z nich.

Naszą uwagę przykuwa przepiękny kryształowy żyrandol w kształcie łodzi, wykonany w 1905 r. w Lipawie (obecna Łotwa). Do interesujących przedmiotów znajdujących się w kościele należą z pewnością bębny tureckie przywiezione spod Chocimia przez hetmana Paca oraz metalowa skrzynia służąca do przechowywania żołdu podczas wypraw wojennych (Krzywicki T., Litwa – przewodnik, OW Rewasz, Pruszków, 2005).

 
Kościół śś. Piotra i Pawła na Antokole w Wilnie, zdjęcie wykonano 18.04.2012 r.
Kościół śś. Piotra i Pawła na Antokole w Wilnie, zdjęcie wykonano 18.04.2012 r.
 


Przed wyjściem ze świątyni zakupujemy u sympatycznej pani pamiątkowe ulotki w języku polskim. Kolejne miłe spotkanie z Polakami na Kresach. Właśnie dlatego uwielbiam tu podróżować!

Opuszczamy kościół, będąc pod wielkim wrażeniem. Mimo swojego oddalenia od centrum miasta, koniecznie musicie tu zajrzeć. Bez wizyty na Antokolu Wasza wizyta śladami polskości Wilna nie będzie pełna. Tymczasem zawracamy i kierujemy się w stronę Starego Miasta, wpisanego na międzynarodową listę UNESCO.

Po przekroczeniu mostu na Wilence skręcamy w lewo w ul. Škirpos. Idąc wzdłuż rzeki, podążamy w stronę parku Sereikiškių (ogrodu bernardyńskiego), umiejscowionego na tyłach klasztoru oo. Bernardynów.

Klucząc parkowymi alejkami, dochodzimy do ul. Maironio, przy której zauważamy pomnik naszego narodowego wieszcza – Adama Mickiewicza.

Jeśli mam być szczery, to widziałem w swoim życiu o wiele bardziej udane pomniki, także Mickiewicza. W mojej opinii lwowski monument wieszcza jest o wiele ładniejszy, ale o gustach się nie rozmawia, więc zrozumiem, jeśli macie na ten temat odmienne zdanie.

 
Pomnik Adama Mickiewicza w Wilnie, zdjęcie wykonano 18.04.2012 r.
Pomnik Adama Mickiewicza w Wilnie, zdjęcie wykonano 18.04.2012 r.
 
W pobliżu pomnika znajdują się dwie interesujące świątynie: kościół św. Anny oraz kościół Bernardynów. Szczególnie ten pierwszy, będący perłą architektury gotyckiej, wart jest bliższej uwagi.

Kościół św. Anny, zbudowany w latach 1495 – 1500 jest znakomitym przykładem tzw. gotyku płomienistego. Znana jest legenda o tym, jakoby sam Napoleon Bonaparte miał powiedzieć, że przeniósłby go na dłoni do Paryża (Krzywicki T., Litwa – przewodnik, OW Rewasz, Pruszków, 2005). To, co zwraca w nim naszą uwagę, to dbałość o szczegóły. Charakterystycznym elementem świątyni jest motyw tzw. oślego grzbietu.

Gdy wchodzimy do środka, nasz zachwyt mija jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Kościół św. Anny należy do tych obiektów, które z zewnątrz prezentują się 100 razy lepiej niż od środka. Za wiele nie ma tu co oglądać. Wychodzimy zatem na zewnątrz i ruszamy w stronę pobliskiego kościoła Bernardynów.

 
Kościół św. Anny w Wilnie
Kościół św. Anny w Wilnie
 

Cóż… . Kościół św. Anny zapiera dech w piersiach, gdy patrzymy na niego z zewnątrz. Kościół oo. Bernardynów – odwrotnie. Tylko w przypadku tego drugiego nie ma się czym zachwycać. Należałoby raczej westchnąć i zawyć z rozpaczy, gdyż nie sposób nie zauważyć tak zaniedbanego wnętrza. Łezka się w oku kręci, bo mimo tego, iż w okresie rządów komunistycznej władzy świątynia nie była użytkowana (chyba że zaliczymy do tego pełnienie funkcji magazynu), to od tego czasu wciąż jest restaurowana i nadal jej remont nie został ukończony.

Kościół nie miał szczęścia. Z zabytkowego wyposażenia zachowały się przede wszystkim dwa nagrobki: ks. Stanisława Radziwiłła oraz Piotra Wiesiołowskiego (Krzywicki T., Litwa – przewodnik, OW Rewasz, Pruszków, 2005).


W ciasnych uliczkach Wilna...
W ciasnych uliczkach Wilna…
 

Kiszki zaczynają grać nam marsza. Nie pozostaje nam nic innego, jak tylko poszukać knajpy z litewskim jedzeniem i choć trochę napełnić nasze żołądki. Idziemy wąską uliczką Bernardinų (Bernardyńską) na zachód. Mijamy ściany zniszczone przez grafficiarzy, ale także… czajniki wmurowane w ściany domu. Doprawdy powiadam Wam… czego jak czego, ale fantazji po Litwinach bym się nie spodziewał ;) .

Dochodzimy do ulicy Pilies (Zamkowej), będącej głównym traktem wileńskiej Starówki. Przejdziemy nią jeszcze nie raz podczas dzisiejszego spaceru. Skręcamy na lewo. Naszym oczom ukazuje się szyld restauracji Forto Dvaras. Kojarzymy, że na Tripadvisorze knajpka ma dobre opinie. Postanawiamy zatem zajrzeć do środka i co nieco skonsumować.

Kelnerka wskazuje nam miejsce przy stoliku i podaje menu. Lepszej miejscówki nie mogliśmy chyba dostać. Siedzimy w klimatycznej piwnicy, lekko przyciemnionej. Już nam się tu podoba! Wilno czeka, więc zamawiamy typowe litewskie danie, czyli chłodnik i wygodnie rozsiadamy się na drewnianej ławie. Trzeba przyznać – chłodnik pierwsza klasa. Co prawda nie mam porównania, bo jadłem takie cudo pierwszy raz w życiu, ale smakowało! Polecam!


Tekst ukazał się na blogu Wschód jest piękny

1 komentarz:

  1. Bardzo interesujaca relacja! Bardzo za nia dziekuje!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...