poniedziałek, 28 grudnia 2020

Sztuka umierania i sztuka trwania. Recenzja książki ,,Kresy. Ars moriendi” od Wydawnictwa Literackiego.

 



Niektórzy twierdzą, że dużo dotkliwsze od fizycznej i symbolicznej eksterminacji Polski z jej wschodnich terenów jest zapominanie kresowego dziedzictwa. Jesteśmy nie tylko świadkami tego procesu, ale niekiedy także jego twórcami. Wielu czytelników omija szerokim łukiem temat Kresów – nie mają czasu na zgłębianie ich historii albo pokutuje w nich stereotyp rodem z PRL, że kresowość jest symbolem przaśności albo zacofania. Inni jeszcze uważają, że o Kresach wszystko już zostało powiedziane – identyfikują je tylko z kulturą dworków lub tematem rzezi wołyńskiej – jakby nie było niczego pośrodku, w międzyczasie, pomiędzy.

 

Czytając ,,Kresy. Ars moriendi” nie można pozbyć smutnego wrażenia, że przestrzeń, o której piszą Rybak i Smółka naznaczona jest niebywałą tragedią. Rozważając umieranie Kresów, tę przerażająca wręcz cykliczności ich apokalipsy, tułaczy los kilku pokoleń Polaków jesteśmy jako czytelnicy zmobilizowani do poszukania wspólnego mianownika tej bolesnej ,,sztuki umierania”. Czy chodzi tutaj o godność, z jaką mieszkańcy Kresów znosili swój los? Czy mowa raczej o przywiązaniu do miejsca tak silnym, że żywym nawet kilka pokoleń naprzód? A może tytułowa ,,ars moriendi”, poprzedzona przywiązaniem do ziem, tradycji, tożsamości ma być dla nas wskazówką w jaki sposób tworzyć swoją tożsamość teraz?

 

Agnieszka Rybak i Anna Smółka zdecydowały się poprowadzić swoich czytelników na Wołyń, Podole i Polesie ścieżkami nieco mniej wydeptanymi. Ich książka ,,Kresy. Ars moriendi” (Wydawnictwo Literackie) to opowieść nie tylko o trwaniu kresowego świata. To również rzecz o jego zmierzchu. Czy zatem wywodząca się ze średniowiecza ,,sztuka umierania” w jakikolwiek sposób dotyczy Kresów, a jeżeli tak – jakie wnioski płyną z owego znikania Polski z jej dawnych ziem?

 

,,Kresy. Ars moriendi” to reporterska opowieść o ludziach zamieszkujących tereny zlokalizowane na obszarze dzisiejszej Litwy, Białorusi i Ukrainy, a kiedyś należące do Rzeczpospolitej. Poznajemy historie całych rodzin zmiecionych z powierzchni ziemi przez dziejowe zawieruchy; wzruszające losy odważnych i mądrych Polaków usiłujących zszywać pękające relacje międzyludzkie ( i międzypaństwowe); o jednych wiemy całkiem sporo; o innych dowiadujemy tylko dlatego, że zostało po nich ,,cokolwiek”, jak peliska (rodzaj płaszcza) rozpoznana przez żonę przy identyfikacji zwłok. Bohaterami opowieści zawartych w książce ,,Kresy. Ars moriendi” są ludzie aktywni, ważni dla swojego środowiska, wykształceni, posiadający marzenia; usilnie walczący o przetrwanie polskości na wschodzie. Rybak i Smołka zdecydowały się wykonać wręcz tytaniczna pracę, aby z mroków niewiedzy albo dezinformacji wyciągnąć na światło dzienne historie o tych, którzy zgodnie z założeniami zmieniających się, ale zawsze tak samo opresyjnych, organów władzy – mieli znikać z ludzkiej pamięci. Poszczególne rozdziały to epickie opowieści o jakimś wycinku Kresów i usilnym staraniu ich mieszkańców, żeby je ocalić. 

 

Historia obu Narutowiczów, Skirmuntów, Edwarda Woyniłłowicza i braci Orłowskich z Berdyczowa są świadectwem trwania i umierania polskości na wschodzie. W ich losach jak w soczewce odbija się proces zagłady Kresów – przestrzeni tyle pięknej, co niezwykle skomplikowanej. Autorki pokazują jak struktura etniczna, decyzje polityczne, rozbiory, II wojna światowa, ,,operacja polska NWD” wpływały na historię, rozwarstwianie i rozpad znanego kształtu kresowego świata. Odwieczne pytanie, czy apokalipsa Kresów była nieunikniona zyskuje dzięki książce nowe konteksty dalej pozostając bez odpowiedzi.

 

Gdyby jednak autorki ograniczyły się do pokazania historii jednostek wybitnych – dostalibyśmy obraz niepełny. Agnieszka Rybak i Anna Smółka z niemal detektywistycznym zacięciem, wielką uwaga i wrażliwością prześledziły także tragiczne losy zwykłych ludzi, o których zapewne nie szukalibyśmy informacji w Wikipedii– a szkoda, bo bycie ,,zwykłym” nie oznacza, że nie mówimy o ludziach interesujących i z rożnych względów godnych naszej uwagi. Ich losy znalazły się w orbicie zainteresowań autorek nie przez przypadek, lecz w wyniku chęci pokazania całej skomplikowanej, pięknej i tragicznej struktury Kresów Aby tego dokonać i dać możliwie najpełniejszy losu Polaków zamieszkujących tamta przestrzeń autorki przedarły się przez setki listów, drzew genealogicznych, plotek i rodzinnych opowieści, wydarły nam z mroków historii kilkanaście nazwisk, za którymi zawsze kryją się wzruszające historie, które obrazują tragiczne losy II Rzeczpospolitej.

Książka ,,Kresy. Ars moriendi” to absolutnie genialne dzieło, prawdziwa kopalnia wiedzy o historii naszych dawnych wschodnich ziem. Dzieło tyleż wspaniale, co niezwykle wymagające. Zdecydowanie nie jest to lektura na niedzielne niespieszne popołudnie, lecz rzecz do studiowania, wgryzania się, weryfikowania swojej wiedzy, poszukiwania informacji, które wypełnią naszą niepamięć i pozwolą zrozumieć konteksty opowiadanych historii. Myślę, że wielu czytelników będzie przytłoczonych ,,Kresami…”. Autorki same niejednokrotnie przyznawały, że natłok faktów sprawiał, że niejednokrotnie gubiły się w zawiłych losach rodzin, o których pisały. Stąd ta narracja – gęsta i skondensowana tak bardzo, że czasami nawet pojedynczy akapit przynosi czytelnikowi ilość informacji, którą musi przetwarzać wielokrotnie, żeby powiązać ze sobą fakty i ludzi. To jedyny zarzut, jaki mam do tej absolutnie genialnej książki. W moim przekonaniu, gdyby autorki dokonały większego wyboru treści, o których mamy czytać, lektura ,,Kresów…” dostarczała by więcej przyjemności. Bo jeżeli chodzi o satysfakcję z obcowania z taką literaturą… no, proszę Państwa, to wyzwanie. A kto lubi wyzwania – będzie zachwycony.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...