piątek, 22 stycznia 2016

Mariusz Urbanek 'Genialni. Lwowska szkoła matematyczna'

Okładka książki Genialni. Lwowska szkoła matematyczna.














Recenzję tę dedykuję autorowi.Mariusz Urbanek


 Dziś napiszę o bestsellerze z końca ubiegłego roku, ulubionym prezencie gwiazdkowym Polaków z ubiegłej Gwiazdki (ja też dostałam), czyli o biografii lwowskich matematyków Mariusza Urbanka pod tytułem 'Genialni. Lwowska szkoła matematyczna'. Wydały ją Iskry w listopadzie 2014 roku.

Jest to wspaniała biografia lwowskich matematyków, którą z przyjemnością mogą czytać tacy humaniści jak ja. Jak się okazuje, życie matematyków czy fizyków wcale nie było nudnym pisaniem wzorów i cyfr na tablicy.

Pan Urbanek, jak zwykle zresztą, 'wyciągnął' z biografii co się da.

Opisał ludzi, okrasił to zabawnymi anegdotkami. Napisał zwięźle i treściwie. Przecież opisać tyle osób w jednej książce to wielka sztuka! A widać, że i do źródeł sięgał, i z ludźmi rozmawiał. Przyznam się szczerze, że nic o matematykach nie wiem i bałam się, że książka będzie nudna dla mnie. Okazało się, że jest ciekawa. Bardzo.

Spodobały mi się dwie anegdotki, oczywiście Steinhausa. Jedna o nazwisku, i jego odmianie, że nazwisko należy do właściciela, ale tylko w mianowniku. Druga, to ta o Bogu:

'Łatwo jest usunąć Boga z jego miejsca we wszechświecie. Ale takie dobre posady niedługo wakują'.

Książka pokazuje geniuszy jakimi są, z ich geniuszem w danej dziedzinie i z kompletną nieporadnością w innych. Aż i sama poczułam się jak geniusz, bo sama byłabym w stanie włożyć do armaty kulę nie tą stroną, którą należy, ja też uwielbiałam ACI (Accusativus cum infinitivo), ja tak jak matematycy przegapiałam szanse lepszych posad. Może nie tak lukratywnych jak ta Banacha, czy Steinhausa... Poza tym, matematycy byli zjawiskiem wyjątkowym w polskiej nauce i aż dziw, że dostrzeżono ich talenty, że nie zmarnieli gdzieś w odmętach własnych frustracji.

Tutaj wydaje mi się, jest wielka zasługa przedwojennego Lwowa. Książka jest prawdziwym portretem miasta. Wielokulturowość, intelektualizm i miła zabawa, wiejskości i miejskość, otwarcie na wszystkie strony świata. To wszytko pokazał nam autor. Wielkim plusem książki są fotografie przedwojennego miasta.

Kolejną sprawą jest pokazanie historii. Jak to ładnie powiedział Hugo Steinhaus 'To granica ZSRR dwukrotnie przekraczała ich'. Tak było. Kresowiacy urodzili się w Polsce, a wpisano im w dowodach ZSRR. Dziwo historii. Takie dziwa historii uosabiają w sobie biografie lwowskich geniuszy. Mamy najpierw różne historie pochodzenia matematyków. Kompletnie różne środowiska. Pokazano szkoły zborowe. Potem mamy wojnę i następnie II Rzeczpospolitą. Piękną, bo naszą, ale biedną, nieprzyjemną dla rozwijania talentów, jeśli nie daj Boże utalentowany okazał się ktoś z ludu albo Żyd. A potem jeszcze getta ławkowe i nawet prawne ściganie osób komunizujących. Były też silne konflikty narodowościowe w latach 30-tych i powstający ruch niepodległościowy Ukraińców. Mimo tego tygla Lwów jest wielonarodowy. Sprowadzają się do miasta osoby z różnych stron, a tożsamość polska opiera się na poczuciu wspólnoty kulturowej i historycznej i społecznej. Jakże musiała być silna, skoro Ii Banach, Steinhaus odrzucili propozycję pracy dla Stanów, nie dla Polski. Ulam skorzystał, ale książka pokazuje jakie zawirowania historii do tego doprowadziły. Mówiąc wprost, groźba Hitlera. Jednocześnie różne anegdotki wojenne na temat Banacha pokazują, że był on człowiekiem szanowanym i przez Ukraińców, i przez Rosjan, i przez Polaków.

To wszytko pokazuje pan Urbanek.

Okupację i czasy powojenne pokazują jak na dłoni, że żyć w tamtych czasach było trudno. Każdemu z nich życie się inaczej ułożyło, niektórzy zostali zamordowani, ale jedno widać na pewno, musieli opuścić Lwów. Na zostanie tam miał szansę Banach.

Warto jest zapoznać się z dziejami tych wspaniałych ludzi, bo według mnie symbolizują one Polskę. Cały ten Lwów ,tak pięknie opisany w niniejszej książce, według mnie jest symbolem zagłady Polski Kresowej, wielokulturowej. Skończyło się to wraz z wkroczeniem Armii Czerwonej, Krasnej Armii, jak mawiał mój dziadek. Niedobitki przyszły do Wrocławia, część wyemigrowała, a została tęsknota i odwiedzanie grobów.

Jeśli chodzi o zjawisko bycia geniuszem we własnym kraju, to książka ta również pokazuje, że nie jest łatwo. Że trzeba się przebijać i ciągle wybijać szklane sufity. Że trzeba wybierać pomiędzy dostatnim bytem rodziny, a poświęceniem się swojej ukochanej dziedzinie. Ulam wyjechawszy do Stanów miał i to, i to. I to nas różni od Ameryki.

Ale może prawdziwe dobro rodzi się w trudach? Może taki Banach czy Steinhaus w świetlanych warunkach zaczęliby się nudzić życiem?

Te i inne pytania postawicie sobie po przeczytaniu książki 'Genialni'.

A ja dziękuję, że mamy tak dobrego Biografa!

Post pochodzi z bloga
Literackie zamieszanie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...