piątek, 21 kwietnia 2017

Kustosz i samotnik. Tom poświęcony pamięci Romana Aftanazego.

W marcu 2017 roku pojawiła się nakładem Wydawnictwa Ossolineum niezwykła książka. W roku, w którym przypadł jubileusz dwustulecia tej zasłużonej dla polskiej kultury i nauki instytucji (Zakładu Narodowego im. Ossolińskich) wydano publikację poświęconą pamięci niezwykłego człowieka - Romana Aftanazego.
Dla wszystkich wielbicieli Kresów, rezydencji ziemiańskich, to nazwisko doskonale znane. Aftanazy był bowiem instytucją. Człowiekiem, który sam, bez asystentów, zespołu badawczego, za własne fundusze, po godzinach pracy, przez kilkadziesiąt lat zbierał materiały i pisał wielkie dzieło swego życia - jedenastotomową monografię Dzieje rezydencji na dawnych Kresach Rzeczypospolitej. Pisał w czasach, gdy o Kresach nie mówiono, a szansa na wydanie tych materiałów w PRL-u była w zasadzie żadna. Mimo to nie poddawał się, temat polskich dworów i pałaców na wschód od powojennej granicy był jego życiową pasją.




Książka Kustosz i samotnik nie jest typową biografią, to zbiór niezależnych od siebie rozdziałów, na który składa się m.in. szkic biograficzny o Aftanazym, jego lwowski pamiętnik, wybrane listy czy wspomnienia czynione przez jego nielicznych przyjaciół.
Z całości zgromadzonych wspomnień, listów, biogramu wyłania się ciekawy człowiek, wierny swym pasjom, niezwykle pracowity, życzliwy innym i całe życie tęskniący za swym ukochanym Lwowem.

Roman Aftanazy urodził się w 1914 roku Morszynie koło Stryja, studiował we Lwowie, w młodości dzięki szkolnym przyjaźniom często bywał w poleskich dworach, w 1944 roku zatrudnił się w Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich. Szybko dał się poznać jako sumienny pracownik.  Po kartę ewakuacyjną zgłosił się dopiero w 1946 roku. W swym pamiętniku pisał, że gdy wreszcie otrzymał dokument, dzięki któremu mógł pojechać do Polski "uczułem się po prostu głupio. W pewnym momencie żal mi się zrobiło oddanych sowieckich papierów, bo wg nich byłem Polakiem, obywatelem Lwowa. Według nowego dokumentu natomiast stawałem się cudzoziemcem we ... Lwowie. Jak tragiczne bywają nieraz powikłania losu!" (s. 142-143)


Brał udział w przygotowaniach przewozu części zbiorów Zakładu Narodowego im. Ossolińskich do Polski. Wiele z nich uratował. W Przemyślu przejmował zbiory i transportował dalej, do Wrocławia. Tam zresztą zamieszkał. Zawodowo związany był do końca życia z Biblioteką Ossolineum, gdzie zwano go Kustoszem. W jego sercu na zawsze pozostał jednak obraz Lwowa - miasta młodości i utraconych Kresów, do których zawsze tęsknił.

Aftanazy zasłynął jednak z pracy, którą wykonywał poza etatem w Ossolineum. Po godzinach pisał swe wielkie dzieło chcąc uratować od zapomnienia świat kultury ziemiańskiej na Kresach. Jego materiał dokumentacyjny zgromadzony jeszcze przed wojną był imponujący. Gromadził stale nowy korespondując z tysiącami osób. W ciągu 50 lat pracy nad Dziejami rezydencji... wysłał kilkadziesiąt tysięcy listów. Średnio pisał 2-3 dziennie, prosił dawnych właścicieli dworów i pałaców (samo uzyskanie danych adresowych było pracochłonne) o informacje, wspomnienia, fotografie. 
Jego praca była czymś niespotykanym, absolutnie wyjątkowym, szczególnie w czasach, gdy ze względów politycznych wiadomo było, że nikt nie wyda opracowania o Kresach Wschodnich. O jego pracy nikt w Ossolineum nie wiedział, tym bardziej że Roman Aftanazy był człowiekiem skromnym, nie afiszował się ze swymi zainteresowaniami, a przyjaciół, którzy wiedzieli o jego pasji było niewielu. 

Zakład Narodowy im. Ossolińskich we Wrocławiu 

Przy prowadzonej tak rozległej korespondencji wieść o Aftanazym posiadającym tak niezwykłe materiały rozeszła się szybko w środowisku ziemian i historyków. W 1984 roku odwiedził go we Wrocławiu prof. Mossakowski z Instytutu Sztuki PAN wraz z kolegami. Profesor zapoznał się z imponującym materiałem i postanowił wydać go drukiem. Dwa lata później zaczęto drukować pierwsze tomy, w niewielkim nakładzie, tylko dla bibliotek naukowych. Tytuł, który wybrano miał nie sugerować zakresu terytorialnego, jakiego dotyczyły opisywane siedziby. Pierwsze wydanie dzieła Aftanazego nosiło tytuł Materiały do dziejów rezydencji.
Po 1989 roku dzieło wydało w dobrej szacie graficznej Wydawnictwo ZNiO pod tytułem Dzieje rezydencji na dawnych Kresach Rzeczypospolitej.

W swoich zbiorach mam tylko jeden tom...

W latach 1991-1997 wydano 11 tomów opisujących dzieje prawie 1500 zamków, dworów, pałaców - bezcenne źródło do zachowania pamięci o miejscach, których często już nie ma...
Wykorzystano ponad 6800 ilustracji!
Roman Aftanazy za swe nie mające precedensu w polskiej nauce dzieło został odznaczony i nagrodzony wielokrotnie. Zmarł w 2004 roku, w swym domu. Pochowany został zgodnie ze swym życzeniem na warszawskich Powązkach, pewnie dlatego, że "Powązki znajdują się o tyle bliżej Lwowa..." (s. 207)



            Ciekawostki z życia i pracy Romana Aftanazego:

*  Aftanazy mieszkał na 8 piętrze wrocławskiego wieżowca, na 30 metrach. Gdy przekraczało się próg jego mieszkania odwiedzający mieli wrażenie, że oto przenieśli się do staropolskiego dworu. Stylowe meble, sztychy, obrazy, wartościowy, piękny księgozbiór, miśnieńska porcelana wypełniały mieszkanie badacza.

* Część pieniędzy z licznych nagród, które otrzymał za Dzieje rezydencji... przeznaczył na cele społeczne.

* Po 1946 roku nigdy nie odwiedził rodzinnych ziem, ale przez wiele lat raz w roku wsiadał do pociągu w Przemyślu, który jadąc do Ustrzyk jechał przez skrawek dawnych polskich terenów, które oglądał z okien pociągu...

* Był samotnikiem. Sprawiał wrażenie niedostępnego, ale jednocześnie był człowiekiem bardzo życzliwym i o nieskazitelnych manierach.

* Postępująca choroba oczu spowodowała, że pracował z lupą.

* Lubił wyruszać na krótkie wycieczki w okolicach Wrocławia, m.in. na Ślężę, przypominała mu ona bowiem widok Wysokiego Zamku we Lwowie.

Wspomnienia o Romanie Aftanazym:

"Nie wstawał od biurka całymi dniami, tygodniami, miesiącami - właściwie całymi latami"
                                                                                                            /Jan Kolasa, s. 191/

"Wydaje się, że znał i rozumiał ziemiaństwo często lepiej od tych, którzy byli jego częścią.Czuł się z nim związany bardziej niż z jakąkolwiek grupą społeczną. I usiłował ocalić od zapomnienia to, co wytworzyło wartościowego. Spadkobierca nie  z urodzenia, ale z przekonania, któremu nie obcy był ból utraty skrywany głęboko pod maską sarkazmu."
                                                                                                           /Jan Dowgiałło, s. 206/


W 2014 roku, podczas wizyty w Ossolineum,
sfotografowałam tablicę poświęconą
Romanowi Aftanazemu


Tekst ukazał się na blogu: O biografiach i innych drobiazgach


2 komentarze:

  1. To ten człowiek, który uratował arrasy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, Aftanazy ratował i przewoził do Polski część zbiorów Ossolineum.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...