sobota, 18 października 2014

Tadeusz Konwicki, Bohiń




Bohiń – dawna gmina wiejska w województwie nowogródzkim, obecnie Białoruś. Podupadły dworek, na północ od Niemna, parę lat po powstaniu styczniowym. Bohaterowie: Helena i jej ojciec, gospodarujący w podupadłym dworku. Ludzie sobie najbliżsi, a jednocześnie dalecy, każdy pogrążony we własnej żałobie. Schyłek lata i schyłek pewnej epoki...

Wileńszczyzna… znajome z literatury motywy i klimaty…Wspomnienia wielkich i tragicznych wydarzeń jeszcze żywe...Groby powstańców nie zdążyły zarosnąć chwastami, a łzy kobiet nie całkiem obeschły… Za parę lat znowu przetoczy się tędy nawałnica dziejów…ziemia już ją przeczuwa.

Konwicki użyczył sobie motywu, jak się okazuje bardzo mu bliskiego i wykorzystał, by przedstawić sylwetkę swej babki – Heleny Konwickiej. A może stało się zupełnie odwrotnie. Pod pretekstem ukazania domniemanych losów babki, pokazał czar ziemi utraconej…W każdym razie Helena stała się symbolem losów kobiet Wileńszczyzny - osieroconych, owdowiałych, przeżywających śmierć ukochanego mężczyzny, uwikłanego w tragiczne wydarzenia. Pisarz tworząc swoją baśń – nie baśń, oddaje hołd tym wszystkim tajemniczym, zapomnianym w mroku dziejów, zagubionym na krańcu świata, przeżywającym codzienne troski, namiętności, tragedie i zwątpienia kobietom. 

W powieści odnajdujemy liczne tropy, wiodące do znanych motywów literackich. Czyż Korsakow to nie symbol wszystkich „zdrajców”, zaprzedanych szlachciców polskich, przysłużonych carowi, którzy nie radząc sobie z sumieniem naprzykrzają się sąsiadom i chcą wkraść w ich łaski? Czyż stary furman, ludowy filozof, to nie archetyp wiernego sługi, przepełnionego mądrością ludową i pełnego zabobonów? Czy Plater to nie echo Różyca? Czy ksiądz Siemaszko zesłany do Bujwidz za swą działalność to nie nawiązanie do księdza Robaka? A sąsiedzki najazd Korsakowa to nie symbol najazdu Moskali z polskiej epopei? 

Dla mnie „Bohiń” to … sen. Sen pisarza o jego babce, a może nawet sen samej Heleny Konwickiej…a skoro to nocny majak, to powieścią rządzą pewne prawidła. Nie może dziwić postać małego Piłsudskiego, który pojawił się na leśnej drodze; nie może dziwić syn najsławniejszego poety rosyjskiego – Puszkina w gościnie u Heleny; a stary sługa może osiągnąć matuzalemowy wiek, czemu nie?

„Bohiń” to też historia mezaliansu, tragicznego uczucia. Opowieść o mężczyźnie, który przez świat wiózł swą miłość dla ukochanej. Opowieść o kobiecie, której wymyka się czas…
Sennie toczy się historia, niespiesznie. Jak przejażdżka rozklekotaną bryczką, z trudem brnącą w piachu polnej drogi, to znów przyspiesza i zakręca, jak nurt Wilii, rzeki w majątku pięknej Heleny… Powieść napisana eleganckim językiem, a jej atutem jest wachlarz emocji, które targają bohaterami, które przetaczają się jak nawałnica, skrzą jak wisząca ciągle w powietrzu obietnica burzy…

Powieść Konwickiego to jednak też baśń. Opowieść o utraconych, niemal mitycznych, ważnych dla naszego narodu ziemiach, które autor w ślad za wielkimi literatami opiewa. To wzruszająca podróż w mroki dziejów, w którą dajemy się porwać, a którą autor nagle drastycznie przerywa…

„- I co dalej?
- Nic. Koniec. Ostatnia kropka. Potem już tylko okładka.” 


Tekst oryginalny ukazał się na blogu Książki Oli 

1 komentarz:

  1. Piękna recenzja, bo pewnie piękna powieść. Poszukam w bibliotece. Mam na półce rozmowy z Konwickim. Lektura ciągle przede mną.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...